Odgrzebałem, nie ma co! Można się w tym momencie oczywiście śmiać, że sięganie po Just Dance 2015 ma obecnie tyle samo sensu, co wracanie do Fify 15, bo przecież na rynku dostępne są nowe, często bardziej rozbudowane odsłony serii, która mechanicznie na dobrą sprawę nie zmieniła się przez lata niemalże wcale. Śmiem jednak twierdzić, że marka Just Dance to swego rodzaju kapsuła, odzwierciedlająca to, co było popularne na rynku muzycznym w momencie premiery gry – nie ze stuprocentową dokładnością, ale na tyle wiernie, by powrót był w stanie miło połechtać odbiornik nostalgii w mózgu. No, a przynajmniej tak sobie tłumaczę wydanie kilkudziesięciu złotych na dwunastoletnią grę taneczną.
Tańczyć każdy może
Nadmienić muszę, że jest to moja pierwsza styczność z serią Just Dance, a choć jakieś tam doświadczenie „na parkiecie” posiadam (grało się przecież w The Black Eyed Peas Experience na Kinecta czy Grease na Wii), to nadal jestem tanecznym laikiem. Paradoksalnie, dzięki temu dość szybko zrozumiałem, skąd tak wielka popularność tej serii Ubisoftu – Just Dance 2015 (oraz, jak mniemam, pozostałe odsłony) to bowiem produkcja niezwykle przystępna świeżakom, jednocześnie premiująca „prosów” dodatkowymi punktami w oceniaczce i montażami klipów po każdym tańcu.

Grając lata temu w The Black Eyed Peas Experience, frustrował mnie wymóg wiernego odwzorowywania ruchów wirtualnych tancerzy bez możliwości uprzedniego przećwiczenia układu. Bałem się, że przy Just Dance 2015 będzie podobnie, wszak wciąż trybu treningowego brak, ale na szczęście szybko okazało się, że Ubisoft jest zdecydowanie mniej surowy niż Iwona Pavlović. Wystarczy, że położenie naszych rąk mniej więcej odpowiada temu z wyświetlanej na pasku w prawym dolnym rogu figurze, a gra nam ją zaliczy. Oczywiście im bardziej nasz taniec przypomina odgrywaną choreografię, tym więcej punktów, a tym samym oceniających nasz „wykon” gwiazdek otrzymamy. Spokojnie, jest to tylko dodatek dla hardkorów, Just Dance 2015 nie blokuje dostępu do żadnej piosenki słabszym tancerzom.
TY jesteś kontrolerem (albo nie)
Skupienie się na dłoniach wynika z tego, że Just Dance 2015 wydano jednym rzutem na w zasadzie wszystkie możliwe platformy, w tym te, które w przeciwieństwie do Xboksów i Kinecta nie posiadają możliwości odczytywania ruchów całego ciała, musząc ograniczać się do kontrolerów ruchowych pokroju wiilotów czy też aplikacji na telefon (aczkolwiek tę od czasów jej rebrandingu na Just Dance Now pozbawiono wsparcia dla odsłon wydanych przed 2015 rokiem). W efekcie to, jak bardzo będziecie się starali, zależy wyłącznie od Was. Sam czerpałem masę satysfakcji z kończenia sesji absolutnie mokrym od potu po szalonym wywijaniu (jak bardzo różniło się to od przygotowanej choreografii to już osobna kwestia…), ale kiedy w ich wyniku uszkodziłem prawe kolano, doceniłem wyrozumiałość wirtualnego jurora.

Hiciory stare i nowe
Wartość każdej odsłony Just Dance stanowią jednak przede wszystkim zawarte w niej utwory (tutaj jest ich 45). Ta konkretna edycja wydana w 2014 roku to głównie rytmiczny pop na czele ze szlagierami pokroju „Bad Romance” Lady Gagi czy po latach zdecydowanie mniej ciepło wspominanego „The Fox (What Does the Fox Say?)” Ylvisa. Oczywiście znalazło się tu również miejsce dla dancingowej klasyki (Bonnie Tyler, Dead or Alive) i mniej konwencjonalnych kawałków („Mahna Mahna”, „Macarena” czy też „Tetris”), aczkolwiek w większości mamy tu do czynienia z muzyką – przynajmniej w momencie premiery – współczesną, to jest Rihanną, Maroon 5, Katy Perry, Iggy Azalea czy One Direction. Nie są to absolutnie moje klimaty, ale mimo wszystko selekcja kawałków wypada w moim odczuciu całkiem nieźle, choć to w pełni kwestia gustu.
Pochwalić należy natomiast świetne choreografie towarzyszące piosenkom. Wszystkie utrzymano oczywiście w charakterystycznym dla serii, pstrokatym stylu. Jest on bazą każdej choreografii, lecz wizualia są ponadto dostosowywane indywidualnie do każdego utworu, toteż po „Let It Go” z „Krainy Lodu” spodziewać można się widoku śnieżnych krain, z kolei „Xmas Tree” w wykonaniu Bollywood Santy łączy na ekranie elementy bożonarodzeniowe i bollywoodzkie. Niektóre z piosenek otrzymały dodatkowo swoje alternatywne wersje – czy to w formie oficjalnych choreografii (niektóre znacznie trudniejsze od podstawowych), czy tzw. mash-upów, będących w zasadzie zbitką klipów tańczących fanów serii. Swoją drogą, te ostatnie odblokowywane są za specjalne punkty otrzymywane nie tylko za taniec, ale również za śpiew. Kinect wyposażony jest w mikrofon i słucha, czy ładnie śpiewacie w trakcie tańca.

Za późno na offline
Niestety Just Dance 2015 to obecnie produkt dość mocno wybrakowany. Zawartość dla jednego gracza pozostaje wprawdzie nietknięta, ale zamknięcie oficjalnych serwerów sprawiło, że cały tryb sieciowy trafił na śmietnik. Nie porywalizujecie z innymi graczami, nie wymienicie się klipami, a na niektórych platformach (w tym właśnie Xboksie 360) nie nabędziecie nowych piosenek, gdyż oficjalny sklep konsoli został wyłączony. Tragedii w tym osobiście nie widzę, bo tryby solowe wciąż zapewniają wystarczająco dużo frajdy, niezależnie od tego, czy wybieramy kawałki pojedyncze, bawimy się w utworzonych bądź losowych playlistach czy w końcu palimy kalorie w trybie Just Sweat.
Taniec rozpaczy
Przeboleć nie mogę natomiast tego, jak fatalnie zaprojektowano menu. Przy sterowaniu ruchowym za pośrednictwem Kinecta jest to absolutna męczarnia. Kursor potrafi drgać chaotycznie, utrudniając nam wybranie konkretnej opcji, a samo to trwa diabelnie długo. Z jakiegoś powodu twórcy zdecydowali się podzielić listę stron na kilkanaście podstron po trzy piosenki każda, dzięki czemu czynność tak prosta, jak wybór utworu do zatańczenia zabiera śmiesznie dużo czasu, bo każde przełączenie strony wymaga najechania na strzałkę w lewo bądź w prawo i odczekania kilku sekund na zatwierdzenie wyboru. Żałuję też, że menu gry nie informuje, która piosenka dedykowana jest parom bądź większym grupom, przez co często z niemałym zaskoczeniem odkrywałem, że walca tańczyć będę musiał sam. To drobny zgrzyt, natomiast miło byłoby wiedzieć o takich rzeczach zawczasu.
Okrojony, ale nieśmiertelny
Ani kiepskie menu, ani brakujące informacje, ani niedostępne już w grze tryby rozgrywki w żaden sposób nie przeszkadzają jednak w dobrej zabawie. Just Dance 2015 bawi nawet po dwunastu latach od premiery, pozwalając najświeższej partii trzydziestolatków na przeniesienie się do licealnych czasów, kiedy po szkole przesyłało się sobie kolejne viralowe piosenki, a na dyskotekach tańczyło się do Lady Gagi i Rihanny. Kwestia tylko, czy wolicie sięgnąć po najnowszą edycję, czy po tę konkretną paczkę piosenek, którą dodatkowo możecie ograć przy pomocy Kinecta, co uznaję za opcję lepszą od telefonowej apki. To powiedziawszy, jeżeli tylko lubicie się ruszyć lub szukacie do tego powodu, Just Dance 2015 to wciąż niezła opcja, niezależnie od Waszych umiejętności.
Just Dance 2026 – recenzja (Switch). Zagraj to jeszcze raz, Sam.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.

