Medic: Pacific War – recenzja Early Access (PC). Na ratunek!

Gra dostępna na:
PC
Medic Pacific War Pograne Nagłówek
Dawid Kloc
Dawid Kloc

Kiedy myślimy o II wojnie światowej, nieczęsto mamy przed oczami wizję frontu na Pacyfiku, a jeszcze rzadziej widzimy ją z perspektywy nie walczącego na polu bitwy żołnierza, a niosącego pomoc medyczną sanitariusza. Twórcy Medic: Pacific War, Hypnotic Ants, starają się opowiedzieć angażującą historię właśnie z perspektywy niedoświadczonego medyka polowego. Jak wypada gra w wersji Early Access? Przekonajmy się.

Pearl Harbor i Filipiny

W Medic: Pacific War wcielamy się w rolę młodego sanitariusza, który trafia na linię frontu zaraz po rozpoczęciu ataku Japończyków na Pearl Harbor. Jako świeży medyk polowy świadczymy więc pomoc w ratowaniu rannych żołnierzy, jednocześnie próbując zapanować nad wszechogarniającym całą bazę chaosem. W drugim z dostępnych scenariuszy jesteśmy na Filipinach, gdzie stajemy się świadkami kontrataku sił wroga na amerykańskie pozycje. Każda z misji sprowadza się do kilku cutscenek (przerywniki wprowadzające wykonane są w formie rysowanych plansz), by potem rzucić nas w wir biegania i ryzykowania życiem w celu ratowania towarzyszy broni. A z racji, że gramy kim gramy, będziemy mieli tego w grze pod dostatkiem.

Medykiem być

Główny trzon rozgrywki w obu udostępnionych scenariuszach pozostaje niezmienny: poruszamy się z punktu A do punktu B, po drodze pomagając rannym żołnierzom. Tych najpierw musimy ustabilizować, by móc zabrać ich z pola bitwy i odnieść w bezpieczne miejsce. Rany wojaków są różne i w zależności od typu obrażeń należy zastosować inne metody, by prawidłowo zabezpieczyć rannych przed transportem. Przykładowo: inaczej zadbamy o osobę, która została poparzona niż o kogoś z urwaną kończyną.

Kadr z gry Medic: Pacific War. Przedstawia postać gracza biegnącą asfaltową drogą podczas ataku na Pearl Harbor. W górze latają samoloty, natomiast w dole widać stojący i zniszczony samochód. Gracz podąża za innym żołnierzem w kierunku stojącej na środku fontanny.

Opatrywanie ran wymaga też poświęcenia konkretnych zasobów w postaci bandaży, maści czy morfiny – ta ostatnia może nie tylko uśmierzyć ból cierpiącej ofiary, ale także podnieść jej morale i wolę życia. Twórcy twierdzą, że ze względu na ograniczoną ilość medykamentów w grze będziemy zmuszeni wybierać między potrzebującymi naszej pomocy wojakami. Ja czegoś takiego nie doświadczyłem – leczyłem każdego żołnierza i z powodzeniem odprowadzałem go w bezpieczne miejsce. Raz czy dwa zabrakło mi bandaży, ale bezproblemowo udało mi się je znaleźć w okolicy.

Samo opatrywanie ran niestety nie należy do zbyt angażujących. To proste i łatwe do wykonania QTE, podczas których musimy albo klikać lewym przyciskiem myszki w odpowiednim rytmie, albo wstrzelić się w moment, kiedy wskaźnik znajduje się na wyznaczonym polu. Przez to wszystko bardzo szybko traci się zaangażowanie, a samo niesienie pomocy pod ostrzałem karabinów maszynowych i artylerii staje się serią powtarzania tych samych sekwencji.

kadr z gry Medic: Pacific War. Ukazuje rannego żołnierza, któremu brak prawej nogi na wysokości kolana. Gracz podejmuje decyzję jakich środków użyć by uratować mu życie

Jest to szczególnie widoczne podczas działań w otwartych lokacjach, gdzie pojawia się licznik, a my w czasie odliczania zmuszeni jesteśmy do uratowania jak największej liczby rannych. Nadaje to wszystkiemu bardziej arcade’owego sznytu. Owszem, twórcy starają się urozmaicić gameplay na różne sposoby: biegając po polu bitwy, będziemy unikać ognia strzelających do nas samolotów, odciągać rannych od miejsc zagrożonych wybuchem czy próbować przemknąć między nawałnicą moździerzy.

Kiedy ktoś obrywa kulkę

Są jednak momenty, w których Medic: Pacific War aż prosi się o dodatkowe mechaniki rozgrywki i niekoniecznie chodzi mi o te związane z walką. Umieszczenie takich rozwiązań w grze sprawiłoby, że ta straciłaby własną tożsamość, stając się kolejnym klonem pierwszej lepszej strzelanki w klimacie II wojny światowej. O jakich więc mechanikach mowa? Chociażby możliwości poproszenia otaczających nas żołnierzy o położenie ognia zaporowego, podczas gdy my ściągamy ich kolegów z pola bitwy, lub rzucania granatami dymnymi po to, by uchronić się przed ostrzałem wroga.

Wspominam o tym dlatego, że grając w Medic: Pacific War, ma się wrażenie, iż jesteśmy dosłownym magnesem na kule nieprzyjaciela. W praktyce wygląda to tak, że to nie wrogowie celują w nas, tylko my przebiegamy przez sektory, w których w regularnych odstępach czasu otrzymujemy obrażenia, a jest to maskowane prowadzoną wymianą ognia. Było to szczególnie widoczne podczas scenariusza na Filipinach, gdzie cała mapa wraz z rozstawionymi na niej żołnierzami pełniła bardziej funkcję dekoracyjną niż mającą jakikolwiek wpływ na rozgrywkę. W tej całej pogoni za rannymi wystarczyło się zatrzymać, by zobaczyć niedoskonałości: żołnierzy siedzących w tych samych okopach, z zapętloną animacją, strzelających w kierunku wroga, który odpowiada im ogniem.

kadr z gry Medic: Pacific War ukazujący postać gracza przeciągającą rannego żołnierza w bezpieczne miejsce zanim zostanie mu udzielona pomoc. W oddali widać czerwone, płonące beczki z benzyną i czerwony obrys wskazujący zasięg wybuchu.

Momentami drażni też pojawianie się rannych żołnierzy na mapie. Ci wręcz „spawnują” się za naszymi plecami, często w lokacjach, przez które właśnie przebiegaliśmy. Miejsca udzielania pomocy to często ustalone strefy, więc nierzadko przyjdzie nam opatrywać wojaków dokładnie w tych samych punktach na mapie. Brakuje tutaj chociażby jakichś animacji, podczas których widzimy, że żołnierze otrzymują obrażenia i właśnie wtedy możemy zdecydować, czy podejmiemy się ratunku cierpiącego nieszczęśnika.

To wciąż wczesny dostęp

Medic: Pacific War technicznie to nadal gra, która wymaga sporo łatania, i nie wspominam tu o rannych żołnierzach. Z wydajnością gry bywa różnie, a wszystko zależy od tego, jak wiele dzieje się w danej chwili na ekranie, niezależnie od tego, na których ustawieniach graficznych gramy – tytuł „chrupie” zarówno na średnich, jak i na najwyższych ustawieniach. Zdecydowanie optymalizacja jest pierwszą rzeczą, nad którą powinno się w tym przypadku popracować.

Kadr z gry Medic: Pacific War ukazujący przerywnik filmowy, w którym główny bohater rozmawia z innym żołnierzem pod namiotem. W tle widać zgliszcza po wyniszczającym ataku na Pearl Harbor

Drugą rzeczą jest oprawa audiowizualna. Graficznie tytuł jest całkiem przyjemny dla oka, jeśli wiemy, z jaką produkcją i segmentem budżetowym mamy do czynienia. Nadal jednak kontakt z grą wyraźnie przypomina, że znajduje się ona we wczesnym dostępie. Animacje często nie działają tak, jak powinny, gestykulacja bohaterów oraz ich mimika są umowne, a dźwięki bywa, że albo odtwarzają się po czasie, albo wcale. Wszystko to da się naprawić, jednak widać, że przed produkcją jeszcze długa droga, nim pewnie stanie na nogach.

Jeszcze tylko bandaż i będzie git

Mimo wszystkich wymienionych wad Medic: Pacific War to wciąż ciekawy pomysł na rozgrywkę, która, jeśli zostanie doszlifowana i rozbudowana, stanowić będzie miłą odskocznię od innych gier o tematyce II wojny światowej. Produkcja musi uporać się też ze sporą ilością błędów oraz pozostawiającą wiele do życzenia optymalizacją. Ale od czego, jeśli nie od wyłapywania takich rzeczy, mamy wczesny dostęp, prawda?


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie Hypnotic Ants.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.

 


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Wielbiciel szeroko pojętej popkultury, szczególnie zakochany w fantastyce i horrorze. Od wielu lat ogromny fan uniwersum Aliena, podręczników RPG i ich komputerowych adaptacji. Zimy spędza w Kaer Morhen, a latem debatuje ze sztuczną inteligencją nad sensem życia.
Scroll to top