MySims – recenzja (Switch). Przytulne nudy

Gra dostępna na:
WII
NS
PC
MySims - grafika główna
Konrad Noga
Konrad Noga

Niezmiernie bawi mnie myśl o tym, że Electronic Arts wzięło The Sims – serię, w którą zagrywały się w zasadzie chyba wszystkie grupy wiekowe – i uczyniło ją jeszcze przystępniejszą dla każdego, czyniąc powstałe w ten sposób MySims produkcją głównie dla dzieci. Co jeszcze zabawniejsze, zaprzęgło do roboty późniejsze Visceral Games, które w międzyczasie dłubało nad Dead Space. Wydaje mi się to kompletnie abstrakcyjne, ale od historii powstania – nawet jeśli intrygującej – ważniejszy jest efekt. Zwłaszcza że MySims właśnie ponownie trafiło na rynek w ramach odświeżonej składanki MySims: Cozy Bundle.

Dalsza część tekstu pod materiałem video

Simsy dla dzieci

Pierwsze spojrzenie na ten tytuł momentalnie przywołuje skojarzenia z Animal Crossing. Widok w lekkim rzucie izometrycznym, cukierkowa grafika i miasteczko pełne słodko wyglądających bohaterów. Jeżeli takie skojarzenie pojawiło się w Waszej głowie, to spokojnie możecie je z niej usunąć, bo MySims pomimo pewnych założeń ma z marką Nintendo niewiele wspólnego. Owszem, elementy życia są tutaj obecne, ale ich znaczenie okazuje się marginalne. Zdecydowanie większy nacisk położono w MySims na aspekt budowania i tworzenia mebli. W końcu, jak tłumaczy nam krótki prolog, jesteśmy przepowiedzianym Budowniczym (lub Budowniczą, bo postać możemy sobie tu stworzyć w prościutkim kreatorze), który przywróci zrujnowane miasto do świetności.

MySims - kreator
Kreator jest dość prościutki i niezbyt obfity w ubranka.

Początkowo jest nawet całkiem nieźle. Słodki klimacik i plumkająca w tle muzyka koją nerwy, szturchanie drzewek i przekopywanie ziemi w poszukiwaniu potrzebnych do budowy przedmiotów relaksuje, a kreator tworzenia mebli daje spore pole do popisu dla naszej kreatywności. Wraz z biegiem rozgrywki do naszego miasteczka witają kolejni przybysze, którym pomagamy się zadomowić, wznosząc im domy i użyczając pomocnej dłoni w rozwinięciu ich biznesów przy pomocy dostarczanych hurtowo mebelków. Cel jest prosty, osiągnąć w ten sposób 5 gwiazdek w ocenie miasta. Każdy osiągnięty kamień milowy (czyli dodatkowy punkcik w „oceniaczce”) otwiera przed nami dostęp do nowych lokacji.

Zbieraj, zbieraj

W tym miejscu zaczynają się problemy. Dość szybko orientujemy się, że MySims jest grą okrutnie wręcz powtarzalną. Jej ukończenie zajmuje zaledwie kilka, może kilkanaście godzin, ale twórcy zadbali o to, byście każdą z nich spędzili na tworzeniu nowych mebli oraz mozolnym zdobywaniu tzw. esencji, czyli po prostu przedmiotów, którymi później udekorujemy nasze dzieła. Może to być cokolwiek – jabłko, cytryna, opona, szczątki dinozaurów, pionki szachowe, nawet szczeniaczki i słonie. Żeby utrudnić nam zadanie, twórcy poukrywali je w najrozmaitszych, a przy okazji najmniej oczywistych miejscach. Ot, pionki rosną na drzewach ukrytych w jaskini pośrodku lasu, podobnie zresztą jak sprężyny, a pieski wykopiemy z piasku na pustyni, bo gdzieżby indziej mogłyby one być?

MySims - drzewka
Wiadomo, że sprężyny rosną na tego typu drzewach.

Tyle dobrego, że ich zdobywanie zostało nieco urozmaicone. Toteż drzewka można podlewać, by esencje rosły szybciej lub opryskać środkiem użyźniającym, który zapewni nam szybki zastrzyk przedmiotów, ale zabije roślinę, jeśli użyjemy go zbyt wiele razy. By odnaleźć esencje zakopane w ziemi, należy najpierw zbadać teren wykrywaczem metalu (czy też raczej wszystkie, bo na pieski też pika). Niektóre natomiast trzeba wyłowić ze stawu bądź rzeki w trakcie prościutkiej minigierki wędkarskiej. No, to by było na tyle, powinno Wam wystarczyć na dobrych kilka godzin.

Poza tym na mapie nie ma kompletnie nic do roboty, może poza wchodzeniem w interakcję z mieszkańcami. Jeżeli polubią nas wystarczająco mocno, sprezentują nam specjalny schemat na jakiś mebel. Brzmi wspaniale, ale w trakcie wypełniania „zadań głównych” otrzymamy ich na tyle dużo, że kolejne raczej będę zbędne. Zwłaszcza że kreator postaci daje olbrzymią w swobodę w tym, co stworzymy, wymagając jedynie, by zakryć klockami podświetlone punkty. Poza tym wszystkie chwyty dozwolone, dostajemy szereg drewnianych klocuszków o różnych kształtach i rozmiarach, a potem możemy popuścić wodzom fantazji.

MySims - piłowanie drewna
Każdy kolejny poziom miasta zostanie nagrodzony nowym narzędziem, umożliwiającym poszerzenie grywalnego obszaru.

Olbrzymia swoboda, jeszcze większa mordęga

Kreator mebli to zarówno najlepszy, jak i najgorszy element MySims. Jeżeli ktoś chce, to można stworzyć tutaj absolutne cuda – od krzeseł, przez wanny, aż po telewizory i urządzenia szpiegowskie, którymi później udekorujemy swój domek lub wręczymy mieszkańcom. Pełnią jednak jedynie funkcję dekoracyjną, nawet jeśli można wejść z nimi w interakcję. Każdy element stworzonego mebla możemy pomalować na inny kolor przy użyciu znalezionych esencji lub udekorować go nimi, stawiając obok kuchenki stertę starych opon lub usadzając pieska przed ekranem telewizora.

Problemem jest wykonanie. Przede wszystkim zawodzi diabelnie nieintuicyjne. Myślałby kto, że portując grę wydaną pierwotnie na Wii twórcy uwzględnią w wersji switchowej sterowanie ruchowe, które ten przecież obsługuje. A tu psikus, produkcja została z tej opcji wykastrowana, więc klocuszki obracać i przenosić można wyłącznie kontrolowanym gałką kursorem lub – w trybie przenośnym – maziając paluchem po ekranie, przy okazji zasłaniając sobie widok. O ile przy prostych konstrukcjach pokroju lodówki nie jest to większy problem, o tyle pracując na bardziej skomplikowanych schematach, obfitujących w liczne i często drobne szczegółu, ma się ochotę połamać konsolę.

MySims - budowanie
W kreatorze mebli zdziałać można cuda, ale wymaga to sporo samozaparcia.

Absurd goni absurd

Nie pomaga też fakt, że życzenia poszczególnych mieszkańców są często wyjątkowo abstrakcyjne, a przy okazji upierdliwe w realizacji. Już mniejsza z tym, że jeden z nich zamarzył sobie kuchenkę w stylistyce wulkanizacyjnej, ale jak ja mam wcisnąć trzydzieści takich elementów do urządzenia składającego z trzech? Dla wyjaśnienia gra za element stylistyczny uznaje zarówno pomalowany na kolor wymaganej esencji klocek, jak i samą ją samą, umieszczoną w ramach dekoracji. Toteż nawet jeśli pomaluję wszystkie trzy klocki w oponiaste wzory, wciąż będę musiał kombinować.

Gdyby sterowanie zrealizowano tutaj lepiej, można byłoby pokusić się o pobawienie się i dorzucenie kilku elementów, by całość spinała się ze sobą. Wiecie, poszerzenie blatu, dodanie jakichś fikuśny kształtów, takie tam. Nawet kilka razy się na to porwałem, ale toporność sterowania dość szybko rewidowała moje plany i popychała mnie w kierunku drogi na skróty – nawalenie dookoła kuchenki tylu opon, że pomyśleć by można, że chłop po godzinach je po prostu wytapia. Monstrualne konstrukcje, którymi zapełniłem domy sąsiadów, to oczywiście efekt moich wyborów, ale gra w żaden sposób nie zachęca, by jakkolwiek się postarać. „Klient” zadowolony będzie tak samo z pięknie zabudowanej kuchenki w styl, dajmy na to, art-deco, jak i z domowego punktu utylizacji opon.

MySims - budowanie domku
Budynki tworzymy z predefiniowanych klocków.

Okrojony port, nie remaster

Tyle dobrego, że MySims przynajmniej pod względem technicznym trudno jest cokolwiek zarzucić. Gra wygląda i brzmi ślicznie, a i działa bez najmniejszych problemów. No, ale mowa tu o porcie mocno stylizowanej produkcji z 2007 roku, więc absolutnym skandalem byłoby, gdyby cokolwiek w tym aspekcie nie zagrało. Słowa „port” używam zresztą z premedytacją, bo nowowydana wersja poza wyższą rozdzielczością i kilkoma zmienionymi teksturami nie wnosi w zasadzie nic nowego. Dobra, jest nowa fryzura, a konsolowi gracze w końcu będą mogli spotkać mieszkańców dostępnych do tej pory wyłącznie w wydaniu PC.

Z niego wzięto również Ogrody, czyli specjalną lokację, którą każdy gracz może zagospodarować sobie podług swojego widzimisię. Na komputerach, do czasu wyłączenia serwerach, gracze mogli się wzajemnie odwiedzać, by wspólnie budować lub wymieniać się dostępnymi tylko u nich esencjami. Takie trochę „pokemony”, tylko w obrębie tej samej gry. No, to tego tutaj nie ma. Electronic Arts stwierdziło, że ponowne stawianie serwerów jest bez sensu, więc Ogrody również niezbyt go mają. Zbudowanie i udekorowanie domku, w którym nikt nie zamieszka to średnia zabawa, a dostępny tylko tam esencje wystarczy zebrać raz i posadzić w „normalnym” świecie.

MySims - domek

Przytulne nudy

Naprawdę nie wiem, do kogo skierowany jest ten produkt. Dla dzieci? Dla fanów relaksującej rozgrywki? Pewnie tak, ale zarówno pierwsza, jak i druga grupa wyciągnie zdecydowanie więcej z takiego Animal Crossing: New Horizons czy nawet niezależnego Calico. Już nawet mniejsza o diabelnie powtarzalną rozgrywkę, opartą w zasadzie na dwóch czynnościach czy irytujące wymagania zleceniodawców. MySims na Nintendo Switch przede wszystkim zabija jakąkolwiek frajdę fatalnym sterowaniem, nie dając tak naprawdę nic w zamian. Toteż jeżeli już naprawdę potrzebujecie zagrać konkretnie w ten tytuł, to lepszym pomysłem byłoby chyba kupienie Wii z kopią gry.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse. Jesteśmy też dostępni w Google News!

Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie Electronic Arts.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.
Kup doładowanie eShop

Reklama produktu w Ceneo.pl


LUB



Avatar photo
Moim ulubionym kolorem jest zielony, ale akceptuję też niebieski i czerwony. Choć preferuję siedzenie na kanapie, nie wzgardzę nawet taboretem. Staram się bowiem nie ograniczać i grać we wszystko, na wszystkim. Pasję do grania z radością łączę ze swoją drugą miłością – pisaniem.
Scroll to top