Co się stanie jeśli połączycie czołgi, anime i Drugą Wojnę Światową? Na pewno coś nieszablonowego. Ale czy unikalność zawsze jest czymś dobrym?
Anime i czołgi
Panzer Knights zdecydowanie nie jest dla każdego. Między innymi dlatego, że produkcja ta należy do gier, których splatynowania wstydziłbym się przed znajomymi, a na wypadek przerwania sesji rozgrywki przez rodzinę, przełączyłbym na kino przyrodniczo-zręcznościowe – łatwiej byłoby wyjaśnić.
Nie jestem absolutnie święty. Lubię dzieła z historii alternatywnej, nieobcy mi też czarny humor. Daleko mi też do omijania tytułów kontrowersyjnych, niezależnie od medium. Na przykład jednym z moich ulubionych anime jest Saga of Tanya the Evil, tytuł nie tylko wybitnie antyreligijny, ale też wywołujący ogromny dysonans poznawczy wobec protagonistki. Jest jednak pewien poziom trywializacji, który mnie po prostu mierzi. Właśnie tak jest niestety w przypadku Panzer Knights, gdzie mamy do czynienia z realnym konfliktem, w dodatku po stronie agresora.

Samo w sobie nie byłoby to problemem, gdyby ten agresor nie był przedstawiony jako „ urocze” (cudzysłów celowo, gdyż niektóre portrety przyprawiłyby o rumieńce nawet fandom Girls und Panzer) postacie z anime. I tak, jestem winny posiadania kilku dowódców ze wspomnianej serii w World of Tanks, ale co innego jest taki zabieg w strzelance PvP, która z historią ma tyle wspólnego, co modele pojazdów i nazwy map, a co innego w narracyjnym tytule dla jednego gracza, w którym uskuteczniamy Blitzkrieg, kontrolując czołg pełen animowanych postaci. Postaci, których wiek jest często niejasny, za to seksualizacja/fetyszyzacja już nie. Może nie do poziomu niektórych powieści wizualnych stąpających po cienkiej jak zadek węża linii oddzielającej poszczególne kategorie wiekowe ESRB, ale jednak.
Kontrowersja bez głębi
Jeszcze pół biedy, gdyby było to po prostu osadzone w czasie II Wojny Światowej, ale oferowało fikcyjne bitwy, albo choć jakieś rozterki moralne bohaterów. Zamiast tego mamy przegląd najważniejszych bitew pancernych tego konfliktu, poczynając od inwazji na Polskę, a kończąc na bitwie na łuku kurskim. Można by bronić tego argumentem, że gra nie pokazuje nazistowskiej symboliki, a najsłynniejszy odrzut z ASP nie jest wymieniony z nazwiska, przez co produkcja nie gloryfikuje ideologii. Jest to jednak słaba kontra, biorąc pod uwagę, jak bardzo dialogi przesiąknięte są niemieckim patriotyzmem. Dialogi notabene napisane boleśnie łamaną angielszczyzną i pełne niemieckojęzycznych wstawek, żebyśmy broń Boże nie mieli wątpliwości, po czyjej stronie jesteśmy.

Powiem więcej – taka sterylizacja historii jest naprawdę szkodliwa. Z jednej strony mamy głębokie zanurzanie się, po stronie strategicznej i technicznej, w realia tamtego konfliktu, z drugiej zaś odzieranie tego ze społecznego i kulturowego kontekstu. W efekcie otrzymujemy produkt, który na tyle ociera się o realia, by być kontrowersyjny, jednocześnie nie mając jaj, by w pełni się temu poświęcić. Oczywiście gra, która gloryfikuje ideologię nazistowską, a nie jedynie niemiecki wysiłek wojenny, byłaby po stokroć gorsza, ale… Po pierwsze, nie bójmy się przyznać, że były to wtedy pojęcia tożsame, po drugie zaś, bez tego gra jest zwyczajnie płytka. Zdaję sobie sprawę, że dużo wymagam od tytułu, który z zasady jest galerią pełną dziewcząt i chłopców w mundurach otoczonych bronią pancerną, ale takie spłycenie tematu odbiera mu nawet wartość artystyczną.
Odłamkowy ładuj!
To może choć rozgrywka jest przyjemna, zapytasz, drogi czytelniku. Ujmę to w ten sposób – jest to najmniej rozczarowujący aspekt gry. Pamiętajmy jednak, że poprzeczka jest pod tym względem zawieszona na tyle nisko, że niesporczak ledwie by się pod nią przeczołgał. Mechanicznie Panzer Knights bardzo przypomina pierwsze wersję wspomnianego wcześniej WoT, w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Oczywiście nie ma co spodziewać się tu jakiejkolwiek symulacji. To tytuł stricte zręcznościowy, jednak zadbano o to, by czołgi zachowywały się odpowiednio niezdarnie i ociężale. Miejscami nawet aż przesadnie, co zrozumie każdy, kto spróbuje podjechać Mausem pod górkę. A skoro już przy samych pojazdach jesteśmy, to tajwańscy deweloperzy postarali się, by każdy z obecnych w grze modeli, a jest ich całkiem przyjemnie sporo, prowadził się i operowało w walce inaczej, a numerki przy statystykach miały rzeczywiście znaczenie. Do tego dochodzą indywidualne premie i umiejętności członków załogi, które można łączyć w dowolne kombinacje. Ich efektywność jest zależna od naszego stopnia zażyłości z danym załogantem. Tak jakby wszystkiego było mało, Panzer Knights posiada mechaniki symulatora randkowego, jednak są one tak bardzo płytkie i nic niewnoszące, że wspomnieć o nich więcej niż powyższym zdaniem zwyczajnie nie warto. Najbardziej w samej rozgrywce przeszkadzał mi koszmarnie krótki dystans renderowania, przez co nie dość, że dalekie strzały były trudne do oddania, wróg był ciężki do namierzenia powyżej 200 metrów, to jeszcze potrafił zaskoczyć, pojawiając się dosłownie znikąd.
Sinik stary jak T-34
Oprawa graficzna w tej grze… istnieje. I jest absurdalnie niekonsekwentna. Z jednej strony mamy naprawdę bardzo ładnie narysowane postacie, cell shadingowe modele czołgów, które na myśl przynoszą serię Valkyria Chronicles. Z drugiej zaś – absolutnie szpetny teren, budynki oraz wspomniany już wcześniej śmiesznie krótki zasięg renderowania. W sieci można często spotkać się z hiperbolicznymi opiniami „ Ta gra wygląda jakby powinna wyjść na Generację X” , tutaj jednak absolutnie żadną przesadą nie będzie, jeśli napiszę, że jest to tytuł godny PSP. Albo ten projekt leżał przez 20 lat w szufladzie i nikt nie wpadł na pomysł aktualizacji silnika graficznego, albo budżet wynosił w przybliżeniu jakieś 500 dolarów (tajwańskich) i niezmywalny flamaster.

Podsumowanie
Reasumując, jako bezmyślna zręcznościowa gra o czołgach, Panzer Knights stara się spełnić swą rolę, choć przez ograniczenia silnika i sztucznej inteligencji nieco nie dowozi. Jako produkcja osadzona w historycznych realiach zaś, ponosi klęskę większą niż Grupa Armii „Środek” podczas operacji „Bagration”, ocierając się dostatecznie mocno o realia, by wzbudzić kontrowersje, ale za mało, by miało to jakąkolwiek wartość.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.



