Pragmata – recenzja (PC). Emocjonalny rollercoaster w stanie nieważkości

Gra dostępna na:
NS2
PC
PS5
XSX
Grafika z gry Pragmata z Hugh i Dianą
Artur Janczak
Artur Janczak

Capcom długo kazał na siebie czekać. Pierwsza zapowiedź Pragmaty odbyła się w czerwcu 2020 roku, czyli prawie sześć lat temu. Już wtedy tytuł ten mocno mnie zaintrygował pomysłem na świat i nietypową dynamiką postaci. Pozornie mamy tu znany motyw: twardy główny bohater wspierany przez małą dziewczynkę, którą musi się opiekować. Wszystko to jednak osadzono w futurystycznym, nieco dystopijnym wydaniu, gdzie od początku nie do końca było wiadomo, o co tak naprawdę chodzi. Grę mam już za sobą i od razu zdradzę, że uderzyła w moje ojcowskie serce ze zdwojoną siłą. Czy jednak innych graczy poruszy równie dogłębnie? I co ważniejsze – czy poza samą relacją produkcja broni się na innych polach?

Szybka robota na księżycu i do domu

Z takim nastawieniem czteroosobowy zespół inżynierów wyruszył na zlecenie korporacji Delphi. Na ziemskim satelicie zbudowano stację badawczą o nazwie Bastion, gdzie przeprowadzano różne badania związane z unikalnym minerałem zwanym lunarytem. To właśnie z niego zaczęto wytwarzać nić lunarytu, zdolną zaabsorbować i skopiować informacje z dowolnego obiektu, z którym wejdzie w kontakt. Skopiowana wiedza była z kolei niezbędna do tworzenia ulepszeń w tzw. Azylu. Komunikat dla ekipy był jasny: „prosta naprawa techniczna” i można wracać do domu. Niestety, na miejscu czekała na nich wyłącznie pustka i zarządzająca bazą sztuczna inteligencja – IDUS. Rutynowa misja błyskawicznie zamienia się w koszmar, który doprowadza do rozpadu zespołu, a cała uwaga skupia się na postaci Hugha, który cudem unika śmierci.

Początek przygody, chwilę przed rozpadem zespołu.

Gdyby nie pomoc Diany – tajemniczej istoty, którą tylko dla uproszczenia można nazwać androidem – nasz protagonista wydałby swój ostatni oddech. Radość z ocalenia nie trwa jednak długo, bo wspomniana SI najwyraźniej uznaje „turystę” z Ziemi za cel do likwidacji. Posyła do walki Kroczyciela, potężnego humanoidalnego bota, na którym broń palna nie robi większego wrażenia. Tutaj wkracza do akcji nasza mała bohaterka. Za sprawą swoich unikalnych umiejętności hakuje maszynę, obdzierając ją z defensywy i otwierając na ataki. W tym momencie Hugh może ostatecznie zniszczyć wroga, jednocześnie zdając sobie sprawę, że bez tej dziewczynki daleko na Księżycu nie zajdzie. Nadrzędnym celem staje się odnalezienie pozostałej załogi i odkrycie, co tak naprawdę stało się z ludźmi na stacji Bastion.

Ojciec i córka

Chociaż dwójka bohaterów nie jest ze sobą powiązana więzami krwi, to mamy tu do czynienia z klasycznym schematem ojca i córki – a przynajmniej w pewnym momencie ich relacja właśnie do tego dojrzewa. To piękny proces, zwłaszcza że sam Hugh nie ma dzieci, a Diana przecież nie jest człowiekiem. Z biegiem czasu mężczyzna dostrzega jednak w dziewczynce emocje i zachowania zarezerwowane dotąd wyłącznie dla ludzi. Zaczyna więc traktować ją jak prawdziwe dziecko: opowiada jej o świecie i tłumaczy rzeczy dla niego oczywiste. Diana natomiast chłonie tę wiedzę jak gąbka, jednocześnie zasypując Hugha gradem własnych pytań.

Hugh i Diana w Azylu

Emocjonalnie mocno przypomina mi to pierwszego NieRa, jest tu też odrobina The Last of Us czy The Walking Dead. Wszystko to jednak wymieszano w odpowiednich proporcjach, bo ostatecznie duet z Pragmaty pozostaje na swój sposób unikalny. Jako rodzic, ojciec małej dziewczynki, odebrałem całą ich przygodę znacznie mocniej, ale jestem pewien, że pozostali gracze również ją docenią. Nasza mała bohaterka nie irytuje i nie staje okoniem. Jest wspaniałą partnerką i kimś, kogo po prostu chce się mieć u boku i chronić za wszelką cenę. Co ważne, nie jest też jedynie ozdobą czy balastem do eskortowania, co z punktu widzenia rozgrywki czyni ją postacią szalenie ciekawszą niż chociażby Ashley z Resident Evil 4 (nawet w wersji Remake).

Nierozłączny duet

Jednymi z najjaśniejszych elementów Pragmaty są system walki oraz eksploracja. Capcom oparł rozgrywkę na dwóch postaciach, które kontrolujemy niemal jednocześnie lub błyskawicznie na przemian. Dla przykładu: Hugh może prowadzić ostrzał dokładnie w tym samym momencie, w którym Diana rozpoczyna hakowanie wroga. Jeśli zrobimy to sprawnie, zdążymy osłabić oponenta i – bez przerywania ognia – zacząć zadawać mu poważne obrażenia. Mechanika ta jest szalenie świeża i dynamiczna, ale wymaga wprawy, bo wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym, bez żadnej pauzy czy spowolnienia czasu. Przeciwnicy nie czekają na naszą reakcję, więc podczas starcia trzeba mieć oczy dookoła głowy.

Dwójka bohaterów w nowej sekcji Bastionu

Gra na szczęście odpowiednio stopniuje poziom trudności, pozwalając z czasem opanować coraz bardziej skomplikowane manewry w starciach z większą grupą wrogów. Dopiero sam koniec potrafi mocno dać w kość, zwłaszcza jeśli wcześniej gracz poszedł na łatwiznę. Taktyka oparta wyłącznie na szybkim zasypywaniu celu gradem kul sprawdza się tylko do pewnego momentu – przynajmniej na normalnym poziomie trudności. Jeśli chodzi o wspomnianą eksplorację, tutaj tempo jest już bardziej zbalansowane. Najczęściej przejmujemy kontrolę nad postaciami naprzemiennie, aby odblokować przejście lub dostać się w z pozoru niedostępne miejsca. Przez cały czas czuć jednak synergię i siłę współpracy tej dwójki, co rewelacyjnie wpływa na odbiór całości.

Głębia starć i krucha przewaga

Z boku Pragmata może wyglądać jak klasyczna strzelanka TPP od Capcomu, do której po prostu doklejono mechanikę hakowania. W praktyce jednak kryje się tu znacznie więcej głębi. Przeciwnicy są różnorodni – i to nie tylko pod kątem wyglądu czy paska zdrowia, ale przede wszystkim unikalnych umiejętności. Do każdego z nich trzeba podchodzić indywidualnie, ucząc się ich wzorców ataków i słabych punktów. Sama minigra hakerska również zmienia się w zależności od oponenta, a na planszy pojawiają się dodatkowe przeszkody. Do tego dochodzą unikalni bossowie, robiący ogromne wrażenie swoją skalą i specjalnymi arenami. Wymaga to od gracza sporej dawki taktyki i mądrego zarządzania umiejętnościami Diany.

Scena walki z mechaniką hakowania Diany

Nie można też zapomnieć o arsenale Hugha. Z czasem zyskujemy dostęp do broni o zróżnicowanych właściwościach: strzelby, karabinu linearnego, wyrzutni rakiet, a nawet rzutników hologramów. Jest tu jednak pewien haczyk. W przeciwieństwie do podstawowego pistoletu, którego amunicja odnawia się samoczynnie, dodatkowe uzbrojenie ma mocno ograniczone zasoby. Kiedy magazynek zostanie opróżniony, bezpowrotnie tracimy dany sprzęt. Nowe sztuki broni można znaleźć podczas eksploracji, w trakcie starć lub w Azylu, jednak ich dostępność jest ściśle limitowana. Ten element survivalu mocno wpływa na podejście do potyczek – nie możemy bezmyślnie marnować najpotężniejszego ekwipunku, jeśli chcemy mieć jakiekolwiek szanse z maszynami. Szanse te wyrównują na szczęście pewne ulepszenia i moduły wspierające, ale o tym opowiem Wam za moment.

Azyl – bezpieczny pokój

Stacja Bastion została podzielona na kilka głównych sekcji, z których każda kryje w sobie mniejsze segmenty. Od pewnego momentu zaczynamy odkrywać specjalne przejścia pełniące funkcję punktów kontrolnych, pozwalających na szybki powrót do Azylu. To właśnie tam możemy wziąć głęboki oddech i przygotować się do kolejnej wyprawy. W bezpiecznych ścianach bazy dokonujemy ulepszeń Hugha i zdolności Diany, a także odblokowujemy nowy ekwipunek. To również kluczowa przestrzeń na swobodne rozmowy z naszą małą towarzyszką – element, którego absolutnie nie wolno ignorować. Relacja tej dwójki to coś wspaniałego, co naturalnie ewoluuje na naszych oczach przez całą grę. Zrezygnowanie z dobrowolnego poznawania tej więzi byłoby ogromną stratą dla odbioru całej historii.

System ulepszeń w Azylu

Wracając jednak do wspomnianych wcześniej ulepszeń, w grze znajdziemy dwa główne rodzaje modułów modyfikujących nasze podejście do starć. Pierwsza grupa to zdolności Diany, które pozwalają na zaawansowane manipulowanie polem walki. Obejmują one między innymi dodatkowe obniżanie pancerza wrogów, przegrzewanie ich podzespołów czy nawet napuszczanie maszyn na siebie nawzajem. Z kolei moduły Hugha mogą skupiać się na przetrwaniu i sile ognia protagonisty, zapewniając chociażby premię do punktów zdrowia, zwiększone obrażenia przeciwko oddalonym celom czy wydłużony czas obezwładnienia przeciwnika.

Pula dostępnych modyfikacji jest naprawdę spora, ale ponieważ jednocześnie możemy mieć przy sobie tylko ograniczoną ich liczbę, system zmusza nas do taktycznego planowania. W zależności od preferencji każdy gracz może stworzyć swój własny, unikalny zestaw, który zmieni dynamikę walki. Dzięki temu nawet kolejne podejście do Pragmaty potrafi dostarczyć zupełnie nowych wrażeń, co fantastycznie wpływa na jej regrywalność.

Pełnoprawny i bogaty produkt

Pierwsze przejście zajęło mi około 20 godzin, a i tak nie odkryłem wszystkiego – chociaż odblokowanie 75% osiągnięć sugeruje, że trochę „lizania ścian” jednak było. Wspominałem już o walce, eksploracji, ulepszeniach i fabule, ale w grze znajdziemy też mnóstwo pobocznych atrakcji. Poukrywane skarby, proste zagadki logiczne, sprytnie rozmieszczone przedmioty, dodatkowe tryby oraz cała masa wiadomości i hologramów poszerzających wiedzę o świecie. To nie jest produkcja w stylu „idź, strzelaj i skacz”. Jest tu czego szukać i co odblokowywać, co daje mnóstwo powodów, by spędzić na Księżycu znacznie więcej czasu. A to wcale nie koniec, bo po napisach końcowych aktywują się kolejne wyzwania, w tym najwyższy poziom trudności.

Jeden z paneli w Azylu oraz dialog z Dianą

Wspominam o tym, abyście mieli jasność – choć do The Order: 1886 czuję ogromny sentyment, to Pragmata nie cierpi na syndrom gry „na jeden krótki wieczór”. Nawet po ukończeniu kampanii jest tu co robić. Objętość gry może być dla wielu decydującym argumentem przy zakupie, a Capcom zadbał o to, byśmy mieli powody do powrotów. Czy wspomniałem o specjalnym symulatorze wyzwań z nagrodami? Jeśli nie, to już wiecie, że i taki element się tu znalazł, w ciekawy sposób testując wszystkie umiejętności nabyte przez nasz duet.

Wizualia i optymalizacja

Na mojej konfiguracji (Ryzen 7 7800X3D, RTX 4070 Ti SUPER, 32 GB DDR5) Pragmata działała bez najmniejszego zająknięcia. Ustawienia ustawiłem praktycznie na Ultra z włączonym Ray Tracingiem i Path Tracingiem – przy rozdzielczości 1440p licznik ani razu nie spadł poniżej 60 klatek na sekundę. Z mojej perspektywy optymalizacja to absolutny majstersztyk, nawet w najbardziej dynamicznych momentach, gdy ekran zalewają zastępy wrogich maszyn. Nie natrafiłem też na żadne rażące błędy, nie licząc kilku drobnych literówek w polskiej lokalizacji kinowej. Od strony technicznej to po prostu bajka. Sama grafika również robi ogromne wrażenie, szczególnie podczas starć z bossami, w przerywnikach filmowych czy na tych bardziej rozbudowanych poziomach.

Piekne widoki z odrobiną zieleni w Bastionie

Czuć tu rozmach, ale przede wszystkim doskonały pomysł na świat. Choć Bastion to w teorii surowa placówka naukowa, twórcom udało się go świetnie urozmaicić. Odwiedzamy więc sekcje mocno futurystyczne i industrialne, ale trafiamy też na obszary z bujną roślinnością czy architekturą przypominającą zurbanizowane ulice miast. Deweloperzy zadali sobie sporo trudu, by odpowiednio wykorzystać technologię nici lunarytu i jej zdolności do kopiowania informacji z otoczenia, logicznie uzasadniając w ten sposób wygląd tych niezwykłych miejsc. I sprawdza się to znakomicie. Czuć tu mnóstwo włożonej pracy oraz dbałość o detale. To nie są kolejne, generyczne arenki bez duszy. Oczywiście, kilka lokacji może wydać się do siebie podobnych, ale ja przymykam na to oko, biorąc pod uwagę specyfikę miejsca akcji. Bardziej czepialscy gracze mogą kręcić nosem, jednak ja byłem autentycznie oczarowany tym, jak różnorodnie potrafią wyglądać poszczególne strefy stacji.

Muzyczny i nie tylko miks

Grając w ten tytuł, czułem się, jakbym płynnie przechodził przez różne znane produkcje. Pewne elementy przypominały mi Vanquisha (stylistyka, momentami tempo), w starciach dostrzegałem echa Stellar Blade, a w jeszcze innych chwilach czułem gęsty klimat Dead Space’a – zwłaszcza w tych poważniejszych, przejmująco pustych lokacjach. Do tego dochodzi wyraźny posmak NieRa za sprawą niektórych utworów muzycznych. Oczywiście to tylko luźne skojarzenia i emocje, a nie tanie kalki. Takie odczucia zapisuję Pragmacie jak najbardziej na plus, bo udowadniają, że gra uderza w odpowiednie nuty, nie tracąc przy tym własnej unikalnej tożsamości. Sama oprawa dźwiękowa jest świetna, pełna zróżnicowanych motywów i instrumentów. Nie brakuje tu odważnych, mocnych brzmień, jak i tonów znacznie bardziej melancholijnych.

Moment wykonania finishera w czasie starcia

Efekty dźwiękowe również nie zawodzą, niezależnie od tego, czy akurat walczymy, czy spokojnie eksplorujemy stację. Brzmią autorsko, soczyście i odpowiednio budują napięcie. Do tego należy doliczyć świetny voice acting. Aby uwiarygodnić relację między Hughiem a Dianą, ten element musiał stać na najwyższym poziomie – i na szczęście tak właśnie jest. Szczerze mówiąc, chętnie usłyszałbym w tej grze pełny polski dubbing, bo historia ma taki ładunek emocjonalny, że na pewno by na tym nie straciła. Na to jednak nie ma co liczyć. Dobrze więc, że dostaliśmy chociaż bezbłędną wersję kinową, więc plan minimalny w tej kwestii został wykonany.

Podsumowanie

Mocno czekałem na ten tytuł i zdecydowanie się nie zawiodłem. Ciekawa historia, wspaniała relacja między bohaterami, świeży i angażujący system walki, a do tego bogata zawartość i jasny pomysł na siebie. Pragmata wywarła na mnie ogromne wrażenie. Choć nie wierzę, że ma szanse na statuetkę GOTY, to liczę, że zgarnie po drodze kilka branżowych nagród, bo najzwyczajniej w świecie na to zasługuje. Capcom jest na fali i dostarcza nam kolejny świetny tytuł w tym roku. Nie wiem, jak oni to robią, ale niech nie przestają.

Diana z obrazem dla Hugh

Jestem szalenie ciekaw odbioru innych graczy, szczególnie tych, którzy nie mają dzieci – czy równie mocno odczują tę więź między Hugh a Dianą? Pamiętam, że przy okazji Heavy Rain wyraźnie było czuć ten podział w postrzeganiu fabuły, niezależnie od opinii o samej grze. Dajcie szansę Pragmacie – jeśli nie na samą premierę, to niedługo po niej. To naprawdę bardzo dobra produkcja. Warto też wziąć pod uwagę fakt, że to nowa marka, a nie kolejny remake, remaster czy inny odgrzewany kotlet.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie Capcom.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.

Kup Pragmata (PC)

Reklama produktu w Ceneo.pl


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Artur Janczak
Cześć! Mam na imię Artur i uwielbiam gry wideo niezależnie od platformy. Mimo 30 lat na karku cały czas sprawiają mi radość i liczę, że to się nie zmieni.
Scroll to top