Predator: Prey – recenzja filmu. Łowca powraca w świetnym stylu

Predator: Prey Cover

Kühtaamia. Rytuał przejścia dający młodym Komanczom szansę udowodnienia, że są godni szacunku plemienia. To próba nie tylko siły czy sprytu, ale również wytrwałości i charakteru. Rzucenie wyzwania własnym ograniczeniom i przetrwania spotkania oko w oko z drapieżnikiem. I to właśnie w owych wielkich łowach odmawia się uczestnictwa Naru, która całe młode życie pragnie pójść w ślady rówieśników. Ze względu na płeć nikt nie traktuje jej poważnie, a każda próba wykazania się jest z góry traktowana jako kolejna fanaberia niepokornej dziewczyny.

Nie dziwi więc, że gdy młoda kobieta spotka na swej drodze coś, co wymyka się zdrowemu rozsądkowi, nikt nie daje wiary jej słowom. Poirytowana i zdeterminowana Naru postanawia więc udowodnić wszystkim, że mówi prawdę. Nie wie jeszcze, że przyjdzie jej zmierzyć się nie z Mupitsi, potworem z dziecięcych legend Komanczów, a z kosmicznym łowcą, który tak jak ona, przybył na ziemię, by zapolować na godnego siebie przeciwnika.

Predator: Prey - Screen 2

“I saw a sign in the sky. The thunderbird. I’m ready.”

Tak w skrócie opisać można fabułę najnowszej części filmowej serii Predator, zatytułowaną po prostu: Prey. Obraz Dana Trachtenberga odbiega od ostatnich produkcji, tym razem osadzając główny trzon opowieści w przeszłości (1719 rok) i w odróżnieniu od poprzednich sequeli, stawia na bardziej intymną i przyziemną historię. Co więcej, Prey sprawnie żongluje dwoma kluczowymi wątkami scenariusza, sprawiając, że jeden w żaden sposób nie przyćmiewa drugiego. To niesamowicie kompetentnie zrealizowana opowieść nie tylko o walce z kosmicznym łowcą, ale i o poszukiwaniu własnego ja.

Jednak wspomniana historia nie udałaby się, gdyby nie fenomenalne wykonane zdjęcia. Warto bowiem zaznaczyć, że Prey to pięknie nakręcony film. Od lasów po przepastne pola czy monumentalne krajobrazy, Wielkie Równiny zapierają dech w piersi, wzbudzając w odbiorcy uczucie zauroczenia i przytłoczenia jednocześnie. Ze sprawnie zrealizowanych kadrów wylewa się zakrawająca o mistykę fascynacja wszechobecną przyrodą.

Predator - Screen 2

“It knows how to hunt. But I know how to survive.”

Podobny zachwyt budzą aktorzy, z których większość to Amerykanie rdzennego pochodzenia. Nie ma tu słabo zagranej postaci, jednak przede wszystkim warto wyróżnić kilka ról. Amber Midthunder zaskakująco wybija się ponad oczekiwania, nadając odgrywanej przez nią Naru mocy i charakteru. Widząc ją na ekranie, wierzymy w emocje, jakie stara się przekazać. Raduje nas jej szczęście, czujemy desperację czy ściska nas za serce smutek. Naru to prawdziwa postać z krwi i kości i nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek mógł odegrać tę postać lepiej.

Predator: Prey - Screen 3

Na szczególne uznanie zasługuje jej relacja z czworonogiem, Sarii, będącym czymś więcej niż jedynie maskotką filmu. Młodej dziewczynie partneruje Dakota Beavers, który w roli Taabe wypada równie przekonująco. Aktor doskonale pasuje do opiekuńczego, acz nieco zadufanego w sobie brata dziewczyny. Między obojgiem artystów jest masa chemii, a wypowiadane dialogi mają w sobie na tyle energii, że łatwo dać wiarę, iż wspomniana dwójka to wiecznie przekomarzające się rodzeństwo.

Czymże jednak byłby ten film bez fenomenalnego Predatora? W tej odsłonie kosmiczny łowca jest diablo skuteczny, a przy tym też niesamowicie brutalny. Dane DiLiegro jako Predator bywa przerażająco obcy, wyjątkowo okrutny oraz nieustraszony. I choć jego wizerunek odbiega trochę od tego przedstawionego w poprzednich filmach, jest na tyle egzotyczny i prymitywny, że intryguje, skupiając na sobie całą uwagę za każdym razem, gdy pojawia się w filmie. Podobało mi się też, jak sprytnie przemycono tu temat technologii, z jakiej korzysta łowca. Jest ona nieco bardziej prymitywna od tej znanej z innych części filmowej serii, a mimo to wciąż daje kosmicie sporą przewagę nad oponentami. Cudo.

Screen 4

“If it bleeds… we can kill it.”

Prey to film z doskonałym tempem, które, choć początkowo rozpędza się powoli, potem niczym rozpędzony pociąg pędzi wprost do trzymającego w napięciu finału. A jedno mogę zdradzić, ostatni pojedynek zapada głęboko w pamięć. Albo nie, wiecie co, powiem to: to jest najlepsza konfrontacja z Predatorem w całej serii.

Dan Trachtenberg dokonał rzeczy, wydawałoby się niemożliwej: Na powrót rozpalił zainteresowanie ikoniczną postacią kina akcji z gatunku sci-fi i sprawił, że znów bez zażenowania można mówić o Predatorze jako o przerażającym kosmicie, którego każdy powinien znać. Reżyser nie wynajduje koła na nowo, jednak dzięki nietypowemu umiejscowieniu akcji, dobrze przemyślanym pomysłom i subtelnym nawiązaniom do marki nadaje filmowi własnej tożsamości. “To jest Predator Dana Trachtenberga”, mówi, “To jest film od fana dla fanów. To film, na który czekaliście.”

P.S Chciałbym też nadmienić, że Prey konsultowany był z wieloma osobami ze środowiska Indian, by nadać mu jak największej wiarygodności. Co więcej, z tego, co się orientuję, jest też chyba jeden z pierwszych filmów w historii, do którego nagrana została specjalna ścieżka dźwiękowa z dubbingiem Komanczów.

Wielbiciel szeroko pojętej popkultury, szczególnie zakochany w fantastyce i horrorze. Od wielu lat ogromny fan uniwersum Aliena, podręczników RPG i ich komputerowych adaptacji. Zimy spędza w Kaer Morhen, a latem debatuje ze sztuczną inteligencją nad sensem życia.
Scroll to top