Quake Remastered – recenzja. Gotycka rzeź pomiotów Shub-Niggurath

Grafika tytułowa Quake Remastered

Rok 1996 przyniósł wiele ważnych wydarzeń w branży wirtualnej rozrywki. Nintendo 64 wreszcie pojawiło się na rynku, Crash Bandicoot miał premierę na PlayStation, ja się urodziłem. No i ten, jakiś Quake wyszedł.

Nigdy wcześniej nie grałem w oryginalnego Quake’a. Tak, wiem doskonale – mogę złożyć oficjalną opaskę retromaniaka. Trudno jednak mnie za to winić. Podczas gdy lud zachwycał się pierwszym „Wstrząsem”, ja dopiero byłem w drodze na ten wspaniały świat. Nie oznacza to jednak, że z kultową serią id Software nie miałem do czynienia wcale, oj nie.

Jednym z moich najlepszych wspomnień z dzieciństwa jest lan-party, na którym razem z kuzynem graliśmy w Quake III Arena do upadłego. Szybka, ale też nie taka bezmyślna zabawa po sieci, była dla mnie doświadczeniem zupełnie nowym, wówczas nieznanym na konsolach. Z drugą odsłoną serii zapoznałem się za to już na pierwszej konsoli Sony, dzięki wersji demo obecnej na jednym z dysków dołączanych do Oficjalnego Magazynu PlayStation. Euro Demo 51, co by być dokładnym.

Mimo tej bogatej historii oryginalny Quake do niedawna pozostawał dla mnie zagadką. Do niedawna, ponieważ kilka dni temu, Bethesda wydała remaster kultowej gry z 1996 roku. Uznałem więc, że lepszej okazji i tak nie będzie. Całkowicie na ślepo zasiadłem więc do pierwszego „Wstrząsu” i oto moje wrażenia.

Jeżeli grałeś w Quake na premierę, to znaczy żeś stary dziad!
Jeżeli grałeś w Quake na premierę, to znaczy żeś stary dziad!

Quake, czyli kopalnia zawartości

Muszę przyznać, iż samo to jak Nightdive oraz Bethesda opakowali remaster kultowej gry id Sofware, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Quake to nie tylko podstawowa gra, ale też dwa dodatki — The Scourge of Armagon oraz Dissolution of Eternity. To jednak dalej nie wszystko, ponieważ w kompilacji znalazły się też dwa rozszerzenia przygotowane przez studio Machine Head — Dimension of the Past, a także całkowicie nowe (sic!) Dimension of the Machine.

To jednak tylko wierzchołek góry lodowej, ponieważ oprócz tej potężnej zawartości, Nightdive wzbogaciło oryginalną grę o wsparcie dla szerokiego ekranu, tryb 4K/60FPS, a także lokalną i sieciową rozgrywkę wieloosobową ze wsparciem dla rozgrywki międzyplatformowej. Jako zawartość dodatkowa, do remastera został też dorzucony Quake 64. Kontentu ma w przyszłości pojawić się więcej, według zapowiedzi Bethesdy, bo dlaczego nie? I to wszystko za jedyne 42 złote — a pewnie też mniej, bo tytuł z pewnością wyląduje niedługo na promocjach.

Krew i pożoga, tylko z miotaczem gwoździ
Krew i pożoga, tylko z miotaczem gwoździ

Najszybsze labirynty świata

Tyle wspomnień oraz informacji, czas na konkrety. Jestem pozytywnie zaskoczony faktem, że Quake po 25 latach dalej się broni. Strzelaniny są szybkie tak jak zresztą sama nawigacja po etapach. Zabijanie kolejnych stworów — zwłaszcza przy użyciu miotacza gwoździ — daje niesamowite pokłady satysfakcji nawet w drugiej dekadzie XXI wieku. Bardzo też jestem zachwycony wprowadzeniem koła wyboru broni. Naciśnięciem jednego guzika możemy spowolnić rozgrywkę w taki sposób, żeby móc na spokojnie wybrać pożądaną broń z inwentarza.

Problem zaczyna się, gdy trzeba otworzyć jakieś drzwi. Kręte labirynty potrafią dać w kość, a chodzenie w kółko w poszukiwaniu kluczy szybko może doprowadzić do irytacji. Niestety, w najgorszych momentach takie zagadki skutecznie wybijają z rytmu. Starcia z wrogami naprawdę wciągają, dlatego każdy dłuższy postój związany z brakiem klucza doprowadzał mnie do frustracji. Jest to o tyle irytujące, że tej gry chce się zobaczyć jak najwięcej.

Gotycka, brązowa stylistyka budowli, wszechobecne, mechaniczne pułapki, przerażający jak na standardy gier id Software wrogowie — to wszystko nawet dzisiaj wyróżnia Quake spośród innych strzelanek. Widać, że jest to tytuł, który po latach zachował swoją duszę. Remaster pozwala teraz znów się skupić na walorach gry, a nie na uciążliwych, nieobecnych już archaizmach.

Quake, czyli internetowe lanie

Tak jak się spodziewałem — grając na konsoli, od początku moje szanse w sieciowej rozgrywce były spisane na straty. Warto jednak było spróbować, ponieważ wieloosobowa strzelanka jest jeszcze szybsza od samotnej przygody. Jeżeli nie graliście te naście lat temu, możecie sobie odpuścić wchodzenie do trybu multiplayer. Starzy wyjadacze tylko czekają na to, by spuścić niczego nieświadomym naiwniakom manto.

Obecnie największym problemem sieciowej rozgrywki w Quake jest zdecydowanie brak jakiegokolwiek systemu progresji. Trudno obwiniać o to 25-letni tytuł. To raczej wina moich przyzwyczajeń oraz potrzeby pozornego wrażenia, że czas poświęcony grze nie jest całkowicie zmarnowany. Jeżeli jednak prosty deathmatch to dla Was chleb powszedni, w Quake odnajdziecie się jak ryba w wodzie.

Nawet przy włączonym cross-playu, na sieciową rozgrywkę w Quake trzeba poczekać
Nawet przy włączonym cross-playu, na sieciową rozgrywkę w Quake trzeba poczekać

Wzór dla remasterów

Fakty są następujące — Quake Remastered jest obecnie dostępny w Xbox Game Pass. Jest to także pozycja wydana przez Bethesdę, więc przynajmniej przez kilka najbliższych lat będziecie mieli wystarczająco dużo czasu, by się z nim zapoznać. Fanom oryginalnej gry moja zachęta nie jest w ogóle potrzebna, bo ci już pewnie mają zainstalowany tytuł na swoich dyskach twardych.

Czy zremasterowany „Wstrząs” jest jednak warty 42 złote? Z historycznego punktu widzenia jak najbardziej — to kawał klasyki z dodatkową zawartością za grosze. Dla fanów boomer-shooterów oraz osób z cierpliwością do starszych gier zakup obowiązkowy. Jeżeli jednak nie graliście w Quake, a szukacie jakiejś szybkiej, staroszkolnej strzelanki, to mimo całego szacunku dla legendy mam dla Was jedno słowo — Prodeus. Tym tytułem koniecznie się zainteresujcie, a legendarna gra id Software z pewnością będzie niedługo na promocjach.

Za dostarczenie gry dziękujemy firmie Bethesda Polska

Moim marzeniem zawsze było mówić i pisać o grach. Z zazdrością patrzyłem na redaktorów wielkich gazet oraz Hypera, dlatego teraz robię wszystko by być jak moi idole. Choć moim konikiem są wyścigi i platformówki, staram się coraz częściej wychodzić z giereczkowej strefy komfortu.
Scroll to top