Mobilne granie przez lata funkcjonowało w cieniu konsol i komputerów – traktowane pobłażliwie, kojarzone z casualowymi tytułami i dotykowym sterowaniem, które u nikogo nie wywoływało entuzjazmu. Tymczasem biblioteka gier na smartfony rozrosła się do tego stopnia, że dziś można na nich zagrać w pełnoprawne sieciowe strzelanki czy wyścigi z rozbudowaną mechaniką. Problem w tym, że sterowanie dotykowe wciąż potrafi skutecznie psuć zabawę. Rozwiązaniem są kontrolery nakładane bezpośrednio na telefon – tylko że te od uznanych marek potrafią kosztować tyle, co przyzwoita gra na konsolę. Marka Redragon postanowiła to zmienić.
HOARAH G817 to moja pierwsza przygoda z tego typu akcesorium – nie dlatego, że nie byłem zainteresowany, ale dlatego, że ceny konkurencji skutecznie mnie od tego odstraszały. Tutaj bariera wejścia wynosi 109–129 zł w zależności od sklepu, co przy triggerach opartych na czujnikach magnetycznych i obsłudze zarówno Androida, jak i iOS brzmi wyjątkowo kusząco. Sprawdziłem, czy te obietnice mają pokrycie w rzeczywistości.
Zawartość zestawu
Pudełko nie zaskakuje zawartością, ale też nie rozczarowuje. W środku znajdziemy sam kontroler, naklejkę Redragon oraz instrukcję obsługi. Kabla USB-C w zestawie nie ma – pad nie posiada własnej baterii i nie wymaga ładowania, więc jego brak jest w pełni uzasadniony. Do zasilania telefonu podczas gry wystarczy dowolny przewód podłączony do portu w dolnej części kontrolera.
Zestaw jest niezwykle minimalistyczny, co przy tej cenie jest podejściem całkowicie zrozumiałym. Nie ma tu żadnych zbędnych dodatków, które niepotrzebnie podniosłyby koszt produkcji. Instrukcja jest zwięzła, ale wystarczająca do pierwszego uruchomienia – resztę wyjaśnia dedykowana aplikacja.
Specyfikacja techniczna
| Parametr | Szczegóły |
|---|---|
| Model | Redragon HOARAH G817 |
| Wymiary | 188 × 88 × 42 mm |
| Waga | 160 g |
| Kompatybilność | Android, iOS (iPhone 15 i nowsze) |
| Łączność | USB-C (przewodowa), Bluetooth |
| Triggery | Hall Effect (czujniki magnetyczne) |
| Liczba przycisków | 20 (w tym 2 programowalne z tyłu) |
| Wibracje | Tak |
| Regulowana szerokość | Do 173 mm |
| Ładowanie telefonu | Tak, pass-through USB-C (max. 5W) |
| Bateria własna | Brak |
| Aplikacja | MooWii Gaming (Android i iOS) |
| Kolor | Biały / czarne akcenty |
| Gwarancja | 24 miesiące |
Wykonanie i ergonomia
Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy po wyjęciu z pudełka, to waga – a właściwie jej brak. 160 gramów to świadoma decyzja projektowa, bo smartfony, które ten kontroler ma obsługiwać, same potrafią ważyć ponad 200 gramów. Całość trzymana w dłoniach jest zaskakująco wygodna – najbliższe skojarzenie, jakie mi przyszło do głowy, to Nintendo Switch Lite, choć HOARAH jest wyraźnie grubszy, przez co leży w dłoniach znacznie pewniej. Przy dłuższych sesjach ręce nie sygnalizują zmęczenia, co przy akcesorium tego typu jest informacją równie ważną, co parametry na papierze.
Plastik obudowy budzi pewne mieszane uczucia – faktura jest gładka w sposób, który przy pierwszym dotyku kojarzy się z budżetową półką. Nie ma tu jednak mowy o skrzypieniu, ugięciach czy niepokojących luzach, a w praktycznym użytkowaniu całość zachowuje się o wiele lepiej, niż sugerowałoby pierwsze wrażenie. O wykończeniu premium nie ma co marzyć, ale nazwanie go „tanim tworzywem” byłoby przesadą – to po prostu sprzęt uczciwy wobec swojej ceny, bez udawania czegoś, czym nie jest.
Montaż telefonu i kompatybilność
Mechanizm rozciągania uchwytu działa płynnie i bez zacięć – brakuje uczucia, że zaraz coś puści albo się złamie. Szkoda natomiast, że nie zastosowano blokady pozycji, która pozwoliłaby spokojnie włożyć telefon bez trzymania obu stron w tym samym czasie. Port USB-C w kontrolerze jest lekko ruchomy i ulega wychyleniom podczas osadzania smartfona, co przy odrobinie nieuwagi mogłoby skończyć się uszkodzeniem gniazda. Gumowe zaciski po bokach są za to świetnie przemyślane – grube i sprężyste, trzymają obudowę pewnie bez wywierania na nią szkodliwego nacisku.
Testowałem pada z iPhonem 17 Pro Max oraz – co było dość nieoczywistym przypadkiem – Samsungiem Galaxy Z Fold 2. Ten pierwszy wpasował się idealnie i trzymał się bez żadnych zastrzeżeń. Fold w wersji złożonej również działał bez problemów, choć wizualnie ta kombinacja wygląda dość osobliwie. W obu przypadkach telefon siedział stabilnie przez cały czas testów – ani przez chwilę nie miałem obaw, że nagle wypadnie z objęć urządzenia. Na systemie Android czekało mnie też przyjemne zaskoczenie: za pomocą krzyżaka można sprawnie nawigować po interfejsie, co przy fizycznym zasłonięciu krawędzi ekranu okazuje się wyjątkowo praktyczne.
Przyciski, triggery i gałki
Gałki analogowe to zdecydowanie najmilsza niespodzianka całego zestawu. Rozmiarem i skokiem przypominają te z pada od PlayStation 4, choć są nieco mniejsze – czułe, precyzyjne i komfortowe. W produkcjach takich jak Destiny: Rising czy The Division Resurgence gwarantowały dokładnie taką responsywność, jakiej oczekuję od analogów, bez tendencji do dryfowania. Triggery oparte na efekcie Halla robią to, do czego zostały stworzone – płynnie rejestrują siłę nacisku. Wyjątkowo dobrze czuć to w grach wyścigowych, chociażby w Horizon Chase 2, gdzie precyzyjne dawkowanie gazu i hamulca ma realne przełożenie na komfort jazdy.
Niestety, nie wszystkie elementy stoją na równie wysokim poziomie. Krzyżak to wyraźnie najsłabszy punkt konstrukcji – działa poprawnie, ale czuć tu kompromis, którego przy reszcie komponentów uniknięto. Podobnie przyciski funkcyjne i klawisz turbo sprawiają w dotyku nieco tańsze wrażenie. Z kolei przyciski ABXY oraz górne bumpery klikają już nieporównywalnie lepiej – z twardym, satysfakcjonującym odgłosem, przypominającym przełączniki myszy komputerowej. Dwa programowalne przyciski na pleckach leżą na tyle naturalnie pod palcami, że sięganie po nie jest całkowicie odruchowe, a ryzyko przypadkowego wciśnięcia ograniczono do minimum.
Łączność i ładowanie
Zalecanym trybem pracy jest połączenie przewodowe przez port USB-C – zapewnia ono stabilność, brak odczuwalnych opóźnień i natychmiastową reakcję od razu po spięciu z telefonem. Moduł Bluetooth oczywiście jest i działa, jednak przy bardziej dynamicznych tytułach zdecydowanie preferuję pewność, jaką daje połączenie fizyczne. Krótkie testy bezprzewodowe nie wykazały wprawdzie drastycznych problemów z opóźnieniami (tzw. input lag), ale przy grach wymagających błyskawicznej reakcji kabel pozostaje najbezpieczniejszym wyborem.
Opcja ładowania telefonu podczas gry (pass-through) w praktyce działa tak, jak opisuje producent – z jednym, drobnym zastrzeżeniem. Moc transferu ograniczono do zaledwie 5W, co oznacza, że przy obciążających procesor grach smartfon będzie zużywał więcej energii, niż pad jest w stanie mu dostarczyć. Należy to traktować raczej jako funkcję spowalniającą drenaż baterii w trakcie długich sesji, a nie jako pełnoprawne ładowanie. To wciąż zdecydowanie lepsza sytuacja niż granie z nerwowym zerkaniem na znikające z paska procenty.
Aplikacja i personalizacja
Oprogramowanie MooWii Gaming (dostępne na Androida oraz iOS) pozwala na mapowanie przycisków, regulację martwej strefy, modyfikację krzywej czułości gałek, konfigurację triggerów – łącznie z opcją szybkiego wyzwalania (hair triggers) – oraz dostosowanie siły wibracji. Można tam również nagrywać makra przypisywane do tylnych łopatek. Całość da się też wstępnie skonfigurować w locie, korzystając ze skrótów klawiszowych na padzie, bez konieczności uruchamiania aplikacji. To wygodna opcja, chociaż na ekranie zrobimy to dużo precyzyjniej.
Samo angielskie tłumaczenie aplikacji pozostawia jednak sporo do życzenia – ewidentnie widać, że lokalizację potraktowano po macoszemu. Mimo językowych kalek interfejs zbudowano na tyle logicznie, że po kilku chwilach z łatwością odnajdzie się w nim każdy gracz. Jest to w zupełności wystarczające narzędzie, choć zdecydowanie drzemie w nim potencjał do dopracowania przy okazji przyszłych aktualizacji.
Podsumowanie
Redragon HOARAH G817 to kontroler, który z powodzeniem zachęcił mnie do kategorii urządzeń wcześniej omijanych szerokim łukiem ze względu na wygórowane ceny. Za kwotę 109–129 zł otrzymujemy solidny kawałek sprzętu wyposażony w magnetyczne triggery, bardzo przyzwoite gałki analogowe, dwa dodatkowe przyciski makro oraz uniwersalne wsparcie dla Androida i iOS. Ergonomia i wygoda wielogodzinnego trzymania chwytów robią świetne wrażenie, a stabilności mocowania telefonu po prostu nie da się nic zarzucić. Sprzęt ten ma swoje wady, ale w tym przedziale cenowym trudno uznać je za dyskwalifikujące.
Krzyżak mógłby być wyraźnie precyzyjniejszy, plastik obudowy aż prosi się o lepszą w dotyku fakturę, a blokada sprężynowa uchwytu znacznie uprzyjemniłaby codzienne użytkowanie. Sama aplikacja wymaga językowego szlifu, a ładowanie pass-through o mocy 5W to w zasadzie jedynie podtrzymywanie życia akumulatora. Jeśli jednak chcecie kupić swój pierwszy mobilny kontroler i wolicie uniknąć wydawania kilkuset złotych tylko po to, by sprawdzić, czy taki model zabawy wam odpowiada – HOARAH G817 będzie wręcz idealnym, uczciwym punktem startowym.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.
Udostępnienie sprzętu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.






