ReplayFest 2026 – relacja. Coś się kończy, coś się zaczyna

Miniaturka ReplayFest 2026
Marek Wierczyński
Marek Wierczyński

Od feralnego Pixel Heaven — przekręcanego później na Pixel Hell — minęły niemal dwa lata. Jeszcze zeszłoroczna impreza dawała nadzieję, że projekt uda się uratować. Jednak im bliżej końca 2025 roku, tym szybciej ta nadzieja gasła. Było jasne, że organizacja PH boryka się z problemami wewnętrznymi i nikt nie będzie już ciągnął tego wózka pod szyldem Pixela.

Pod koniec lutego pojawiła się informacja o nowym wydarzeniu — ReplayFest. Patrzę: znajoma ekipa, ale bez jednej osoby. To akurat mnie nie zaskoczyło. Wręcz przeciwnie — poczułem ulgę i od razu zacząłem kibicować temu projektowi. Czy ta „nowa-stara” ekipa dowiozła? Tak, ale…

Dzień 1

Impreza rozpoczęła się w piątek o godzinie 16. Jak się spodziewałem, tłumów wówczas nie było. Raczej powiedziałbym, że poczułem się jak na press day podczas Warsaw Games Week, gdzie można było podejść do dowolnego stoiska i spokojnie pogadać z obsługą, bez wrażenia, że ktoś czeka w kolejce. Od razu poczułem się jak za dawnych lat, gdy Pixel Heaven startował — bardzo kameralnie i rodzinnie. Można było pogadać dosłownie z każdym i poczuć tę pozytywną energię entuzjastów retro gamingu.

Dlatego skupiłem się przede wszystkim na prelekcjach: „Opowieść o polskim kartridżu Warsaw Basic” oraz „JBWK — customizacja klawiatur”. Później, już na tak zwanym offie, zamieniłem po kilka zdań z każdym z prelegentów. W trakcie tych rozmów było widać ten charakterystyczny błysk w oku zajawkowicza i czystą frajdę z dzielenia się swoją pasją.

Później zrobiłem jeszcze jedno przejście po terenie imprezy i szczerze mówiąc — pod wieczór było już wyraźnie więcej osób niż wtedy, gdy się pojawiłem. Zaczęli pojawiać się rodzice z dziećmi i było widać, jak bardzo dzieciaki cieszą się z obcowania z grami i sprzętem z lat 90. Przyznam, że trochę im tej radości zazdrościłem — sam poczułem się już „staro”.

Dzień 2

Sobota to w przypadku takich imprez zawsze dzień największego ruchu i tym razem nie było inaczej. O ile w piątek sala kinowa podczas prelekcji była zapełniona może w jednej czwartej, o tyle w sobotę „duża sala” wypełniła się niemal całkowicie. Oczywiście można wskazać, że na scenie pojawili się Andrzej Dragan, Artur Kurasiński oraz Mariusz Zając w panelu o AI „Jak zmienia się sztuka, kultura, gry i nasza cywilizacja”. Byłoby to zasadne, gdyby nie fakt, że praktycznie każdy panel przyciągał bardzo duże zainteresowanie.

Pozostałe atrakcje, takie jak automaty czy retro konsole, również cieszyły się ogromnym powodzeniem. Zaskoczeniem był dla mnie natomiast fakt, że w tym roku sporo osób zaglądało do sali z devkitami. Być może dlatego, że tym razem można było zagrać w tytuły, które nigdy nie miały premiery i zostały anulowane, jak chociażby jedna z wersji buildu American McGee’s Grimm. Dużym zainteresowaniem według tego co widziałem, cieszyły się też retro konsole typu tabletop games oraz flippery.

Dzień 3

Ostatni dzień imprezy, jak się zapewne domyślacie, był już spokojniejszy zarówno pod względem liczby uczestników, jak i atrakcji na głównej scenie. To też idealna okazja, żeby porozmawiać z wystawcami i wymienić się swoimi spostrzeżeniami, co zresztą wielokrotnie robiłem, dlatego wiem, że summa summarum — mimo początkowych obaw — byli oni zadowoleni.

Oczywiście nie obyło się bez problemów organizacyjnych, jak chociażby nawigowanie po terenie festiwalu na początku. Ostatecznie jednak można powiedzieć, że jak na pierwszy event pod nowym szyldem, całość została bardzo dobrze odebrana. Nie będę ukrywał, że trzeciego dnia najczęściej spotykam się ze znajomymi, żeby na spokojnie pogadać albo pograć na retro sprzęcie — coś, na co na co dzień rzadko mamy okazję. Cieszy mnie więc, że organizatorzy sensownie rozplanowali atrakcje, zostawiając też przestrzeń na chwilę oddechu.

Rozmawiając z jednym z organizatorów, miałem jednak wrażenie, że już teraz wiedzą, co można poprawić w przyszłości — przede wszystkim lepiej rozłożyć atrakcje między dniami i scenami, żeby uniknąć swego rodzaju kanibalizacji. Drugiego dnia sam miałem zagwozdkę, na który panel się wybrać, a który odpuścić. To też najlepszy moment, żeby złapać nowe kontakty wśród pasjonatów, czemu zdecydowanie sprzyja przyjazna atmosfera ReplayFest.

Podsumowując, czy warto czekać na kolejną edycję ReplayFest?

Po tych trzech dniach, które spędziłem na ReplayFeście, muszę przyznać, że bawiłem się świetnie. Atmosfera przypomniała mi początki Pixela — kameralny klimat, który było czuć zarówno wtedy, jak i dziś. Jest kilka rzeczy, które mogłyby wypaść lepiej, jak chociażby mapka terenu wydarzenia, ułatwiająca poruszanie się uczestnikom. Bo tak naprawdę zarówno w piątek, jak i we wczesnych godzinach soboty mało kto wiedział, gdzie znajduje się mała scena, na której odbywała się część paneli. Jasne, koniec języka za przewodnika, ale dobrze przygotowana mapa to zawsze element, który realnie ułatwia odnalezienie się na miejscu.

Z drugiej strony, jeśli spojrzeć na to wydarzenie przez pryzmat czasu, jaki przeznaczono na organizację ReplayFest, mogę powiedzieć jedno: chapeau bas! Przygotowanie całości zajęło raptem trzy miesiące, a uczestnicy dostali naprawdę solidny zestaw atrakcji. Sam nieraz miałem okazję współorganizować choćby strefę Blizzarda na Pyrkonie czy innym Comic Conie i wiem, ile czasu oraz pracy to wymaga. Dlatego po tym, co zobaczyłem w trakcie tego weekendu, jestem przekonany, że organizatorzy włożyli w ten projekt mnóstwo serca — a to daje bardzo dużą nadzieję na przyszłość.

Jeśli podchodziliście do tegorocznej edycji ReplayFest z nastawieniem „zobaczymy, czy zmiana organizatorów i nazwy to coś więcej niż chowanie trupa w szafie i powielanie błędów Pixel Heaven”, to myślę, że przy kolejnej edycji warto poważnie rozważyć udział. Naprawdę warto.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.



Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Marek Wierczyński
Pasjonat gier komputerowych od najmłodszych lat, pamiętający czasy ZX-Spectrum i C64. Wieloletni fan gier spod stajni Blizzarda. Najbardziej lubi oglądać rozgrywki esportowe Starcrafta.
Scroll to top