Muszę się wam do czegoś przyznać. Jestem zmęczony konwencją dark fantasy. Światy, gdzie wszyscy są źli i zepsuci, a każdy tylko chce cię oszukać, zwyczajnie mnie męczą. Dlatego do książki pana Janusza Stankiewicza podchodziłem jak pies do jeża. Zainteresował mnie motyw infiltracji organizacji zabójców i rozpracowywania jej od środka. Nie spodziewałem się tutaj niczego nowego ani odkrywczego. Teraz, po lekturze, mam dość spory problem. Będę musiał zaopatrzyć się w całą serię.
Uderz pierwszy
Główny bohater, Gorath, to pół-ork poszukiwany w całym królestwie, dezerter wojskowy i ogólnie kawał niezłego gnoja. Został on pojmany i wyznaczony do zniszczenia organizacji zabójców o nazwie Nocne Cienie. Obiecano mu czystą kartę i oczyszczenie ze wszystkich dokonanych win. W tym celu przyłącza się do zabójców jako wtyka, powoli rozpracowując ich od środka. To, co mnie kupiło na początku, to sama główna postać — Gorath. Typ spod ciemnej gwiazdy, ale z zasadami. Lubi sobie powalczyć i jest również dobrym strategiem. Ostrożnie stawia kroki i nie boi się wyrażać swojego zdania. Skojarzył mi się trochę z Geraltem z Rivii i to największa pochwała, jaką mogę dać.
To typ opowieści, który uwielbiam. Od początku bohater ma jasno ustalony cel i obserwujemy jego przygody, gdy poznaje Nocne Cienie, wkupuje się w ich łaski i zawiera przyjaźnie. Co prawda motyw samego śledztwa nieco utyka, skupiając się na misjach, jakie Gorath wykonuje, oraz relacjach z innymi postaciami. Na początku autor bombarduje nas postaciami i lokacjami, które nie do końca rozumiemy. Zaskoczeniem jest, że mamy tutaj trochę polityki, przez co początek wydaje się jeszcze bardziej zagmatwany. Pan Janusz na szczęście chyba zdawał sobie z tego sprawę, bo na pierwszych stronach mamy krótkie opisy postaci, które występują w powieści. Nie obraziłbym się, gdyby do tego dorzucił jeszcze mapkę.
Opisy godne klasyków fantastyki
Cała opowieść trzyma w napięciu i z przyjemnością czytałem o kolejnych wyczynach Goratha, którego bardzo szybko da się polubić. To, co przyciąga do lektury, to ciekawe opisy. Autor niezwykle rozbudowanie potrafi opisywać otoczenie wokół postaci. Nie jest to co prawda poziom Tolkiena, ale byłem pod wrażeniem, jak przedstawione lokacje ożywały w mojej głowie. Wyobraźnia pracuje tutaj na pełnych obrotach. To samo można powiedzieć o scenach walki — choreografie są świetnie rozpisane. Niemal czujemy każdy cios wykonywany przez Goratha.
Jednak, aby nie było tak kolorowo, jest też kilka rzeczy, do których muszę się przyczepić. Przez liczbę postaci drugo- i trzecioplanowych niektórzy bohaterowie dostają za mało czasu, na czym cierpi sama opowieść. Podam przykład: jedna z postaci nienawidzi Goratha, ale dowiadujemy się tego z jego przemyśleń na niemal końcu opowieści, a przez resztę czasu mamy tylko jedną interakcję bohaterów. Tak samo jest z pewnym magiem, który uchodzi za przyjaciela Goratha, choć nie widzimy, jak ta przyjaźń się zawiązała.
Książka jest bardzo pospieszna. Przeskoki czasowe są tutaj nagminne. Przeszkadza to nieco w śledzeniu fabuły, która nagle się urywa i autor robi przeskok o np. tydzień, co wybija z rytmu. Chciałbym nieco lepiej poznać życie Goratha wśród Nocnych Cieni, a tymczasem dostajemy tylko jego misje. Chyba tylko dlatego, że jest głównym bohaterem. Na szczęście zakończenie jest tutaj satysfakcjonujące, a sam autor powiedział mi, że pisał, nie myśląc, że ta opowieść doczeka się kontynuacji.
Podsumowanie
Gorath, pomimo kilku problemów, to bardzo dobra książka, która potrafi wciągnąć i zaskoczyć. Jeśli uwielbiacie fantasy, warto dać tej książce szansę. Dla mnie była to bardzo przyjemna lektura, od której nie mogłem się oderwać. Co prawda, ciężko jest przejść przez pierwsze rozdziały z powodu szybkiego nabudowywania świata. Jednak w ostatecznym rozrachunku nie żałuję, że zapoznałem się z tą serią.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.
