Shady Part of Me — udaj się w emocjonalną podróż jak ze snu. Recenzja gry

Czasem mam dość wybuchów, strzelanin, pościgów i przeciwników próbujących dopaść mnie na każdym kroku. Co wtedy robię? Idę na spacer, łapię za książkę albo spędzam czas ze swoimi dziećmi. Ale co zrobić, kiedy pogoda obrzydliwa, książki się skończyły, a chłopaki wolą grać z kolegami niż ze swoim starym ojcem. Wtedy — moi drodzy — odpalam jakiegoś niszowego indyka, zakładam słuchawki i pozwalam grze ponieść mnie w nieznane.

Shady Part of Me Gameplay

Dlatego właśnie „Shady Part of Me” od razu wpadł mi w oko. Był to jeden z tytułów zaprezentowanych podczas „Video Game Awards” w grudniu zeszłego roku. Krótki zwiastun tej małej produkcji puszczony został gdzieś pomiędzy tytanami obecnego rynku. Spodobał mi się w nim przede wszystkim unikalny styl graficzny. Pod koniec teasera została wyświetlona informacja, że towar jest gotowy do zakupu. Niewiele myśląc, wskoczyłem na PSN store i gra — raz, dwa — znalazła się w moim koszyku. Trochę czasu minęło, zanim zabrałem się za jej ogranie, ale w końcu się udało.

O co chodzi w Shady Part of Me?

Tytuł opowiada historię małej, bezimiennej dziewczynki, która wyniku bliżej nieokreślonej tragedii znalazła się w sierocińcu albo w szpitalu psychiatrycznym. Ciężko jest dokładnie wytłumaczyć co to była za trauma i w jakim ośrodku wylądowała nasza protagonistka. Powodem tego jest sposób prowadzenia fabuły. Całość sprowadza się tu do dialogu pomiędzy bohaterką, jej cieniem oraz kimś, kto brzmi jak lekarz terapeuta. Mam wrażenie, że twórcy chcieli pozostawić dla graczy kilka niedopowiedzeń, aby ci mogli zinterpretować całość na swój sposób. Czasem takie zabiegi wychodzą bardzo pretensjonalnie. Tutaj natomiast udało się scenarzystom trafić w punkt. Przynajmniej według mnie.

Shady Part of Me bohaterka

Dzieło sztuki

Jak już wspomniałem na wstępie, moją uwagę przykuł tutaj styl graficzny. Cała oprawa wizualna wygląda przepięknie. Mocne krawędzie każdego obiektu fantastycznie kontrastują z wypełnieniem imitującym obrazy namalowane akwarelami. Każdy poziom odznacza się bardzo stonowaną paletą kolorów pasującą do danej sytuacji. Na przykład plansza zlokalizowana w kotłowni jest oblana pomarańczowymi pastelami. Całość uzupełnia przepiękna muzyka pełna fortepianowych i skrzypcowych akcentów, które po prostu uwielbiam. Idealna muzyka do czytania książki. Polecam zapoznać się z oryginalną ścieżką dźwiękową, która została udostępniona na kanale YouTube wydawcy (odnośnik na końcu recenzji).

Shady Part of Me gra

Zabawa z cieniem

W grze prócz wspomnianej wcześniej dziewczynki przejmiemy również kontrolę nad jej cieniem. Każdy z czterech aktów jest podzielony na kilka rozdziałów. Przejście z jednego do drugiego wiąże się z rozwiązaniem mniej lub bardziej skomplikowanych zagadek. Większość z nich polega na manipulowaniu światłem w taki sposób, aby nie padało na naszą bohaterkę. Jednocześnie musimy pozostawić wolną drogę dla naszego cienia.

Główna mechanika wydaje się prosta, ale było kilka momentów, gdzie rozłożyłem ręce, bo nie byłem pewny co dalej począć. Fajne jest to, że nawet na koniec tytuł potrafi zaskoczyć nowymi pomysłami. Podoba mi się również brak wszędobylskiego w obecnych czasach samouczka. Każdy nowy sposób na manipulację światłem jest przedstawiony tak, że bardzo łatwo wymyślić rozwiązanie. Jest tu też małe co nieco dla miłośników zbieractwa. Po całym świecie rozsypane są kolibry zrobione z papieru. Jednak aby się do nich dostać, również trzeba będzie wysilić swoje szare komórki.

Rozgrywka z gry

Ukończenie fabuły zajmie nam niewiele ponad 4 godziny. Jeżeli ma się w planach pozbieranie wszystkich „znajdziek”, można spokojnie dodać godzinę bądź dwie. Tytuł posiada bardzo przyjemny system powrotu do dowolnego poziomu. Pokazuje nam również, gdzie takiego kolibra ominęliśmy. Dzięki temu nie jesteśmy zmuszani do ponownego przejścia całości. Nie uświadczyłem tu też żadnych bugów, które przeszkadzałyby w rozgrywce.

Piękny świat ze snu

Shady Part of Me: podsumowanie

„Shady Part of Me” nie jest grą dla każdego. Jeżeli Waszym chlebem codziennym jest „Call of Duty” czy „Forza” to nie jestem pewny, czy zainteresujecie się taką niszową produkcją. Chociaż z drugiej strony sam zazwyczaj gram właśnie w strzelanki a bawiłem się przy niej świetnie. Wszystkie elementy bardzo dobrze do siebie pasują i składają się na jeden z przyjemniejszych tytułów, który dane mi było ukończyć w przeciągu ostatnich kilku lat. Nie jest to może materiał na GOTY, ale na pewno znajduje się na mojej liście najlepszych indyków.

Gra dostępna jest na platformach Sony, Nintendo i Microsoftu. Można ją również zakupić na Epic Storze oraz Steamie.

Oficjalne OST – https://www.youtube.com/watch?v=VF31Fm8f39I

Gram w gry odkąd pamiętam. Jako mały brzdąc właziłem na stołek, żeby pograć na automatach w salonie dziadka. Teraz rozsiadam się wygodnie w zaciszu własnego domu i z padem w rękach oddaję się swojemu ulubionemu hobby. Zawsze chciałem dzielić się swoimi wrażeniami ze wspaniałego świata wirtualnej rozrywki. Pamiętajcie, że czas spędzony na czytaniu nigdy nie jest czasem zmarnowanym.
Scroll to top