Stranger of Paradise: Final Fantasy Origin – recenzja (PC). Początek całego chaosu

Stranger of Paradise Cover

Kolaboracja Square-Enix, Koei-Tecmo oraz Team Ninja zaowocowała ciekawym projektem. Stranger of Paradise: Final Fantasy Origin, bo o nim mowa, to połączenie Nioha, Devil May Cry, a także Final Fantasy. Technicznie nierówna gra, do pewnego momentu bardzo zagmatwana fabularnie, a mimo to ciężko było się od niej oderwać. To jedna z tych pozycji, która pochłania człowieka coraz bardziej i nie chce wypuścić. Czy jednak warto zwrócić na nią uwagę? Wszystkiego się zaraz dowiecie.

Początek wszystkiego

Z początku miałem dość mylne spojrzenie na ten tytuł. Mógłbym obwinić wydawcę i dział PR gry, ale oni z premedytacją ukryli wiele ważnych rzeczy, aby odbiorca sam wszystko odkrył. Dlatego przez lwią część czasu byłem przekonany, że mam do czynienia z połączeniem spin-offa i restartu serii Final Fantasy, a dokładniej jej pierwszej odsłony. W końcu wszystko dzieje się w tym samym świecie, poruszamy się po znanych z jedynki lokacjach, fabuła kręci się dokoła kryształów, a protagoniści zostali okrzyknięci Wojownikami Światła. Nic więc dziwnego, że wysnułem takie, a nie inne wnioski.

Stranger of Paradise - Zamek

Prawda jest natomiast taka, że to taki Final Fantasy 0, który nie tylko rozbudowuje wszystkie wątki oryginału, ale również pokazuje nam, jak do nich w ogóle doszło. Nie ukrywam, że znajomość pierwszego Final Fantasy jest tutaj szalenie istotna. Można również po Stranger of Paradise od razu przejść tę odsłonę, co zajmie jakieś 13-15 godzin. Dopiero wtedy poznamy cały kontekst i docenimy to, co oferuje fabularnie omawiana produkcja. Jeżeli widzieliście zwiastuny czy memy, to wiecie, że w SoP często pada słowo Chaos i z boku to wydaje się wręcz komiczne, ale o dziwo, ma to sens i zostaje dobrze wytłumaczone.

Znajoma historia, a jednak trochę inna

Gracz wciela się w postać Jacka, którego przepełnia żądza pokonania Chaosu. Nie wie, skąd bierze się to uczucie, ale to właśnie ono napędza go do działania. Mężczyzna nie pamięta zbyt wiele ze swojej przeszłości, ale nie przeszkadza mu to w pokonywaniu kolejnych hord potworów. Dość szybko napotyka na swej drodze dwóch innych osobników, którzy tak samo, jak on, posiadają czarne kryształy. Postanawiają wspólnie wyruszyć w podróż, której celem będzie zgładzenia zła panoszącego się po świecie. Docierają do królestwa Cornelia, gdzie król widzi w nich Wojowników Światła ze znanej wszystkim legendy. Różnica jest taka, że według niej, herosów powinno być czworo i każdy miał ze sobą biały kryształ. Jack wraz z towarzyszami nie przejmuje się legendą i wyrusza stawić czoła Chaosowi w pobliskich ruinach.

Początek nie rzuca odbiorcy na kolana, ale od tej pory będzie tylko lepiej. Historia nabierze rozpędu, chociaż przez długi czas będziemy mieli więcej pytań niż odpowiedzi. Trzeba się więc trochę uzbroić w cierpliwość, by historia zaczęła nabierać coraz to więcej sensu, aby w finale dać nam to uczucie spełnienia i satysfakcji z odbytej przygody. Nie brakuje tutaj sztampowych dialogów i częstego powtarzania słowa “Chaos”, ale to tylko sztuczki, które maskują najważniejsze rzeczy przed graczem. Kiedy jednak dowiecie się wszystkiego, to spojrzycie inaczej na wątek główny, zarówno Stranger of Paradise, jak i pierwszego Final Fantasy. Łatwo by było popsuć Wam zabawę, stąd też sam stronie od spoilerów. Wierzcie mi natomiast, że warto poznać całą historię.

Stranger of Paradise, a technikalia

Nowy Final Fantasy to bardzo nierówna produkcja. W pewnych momentach robi wspaniałe wrażenie, tyczy się to danych lokacji i projektów ubioru naszych postaci, a w innych, można ją porównać do średnio ładnych gier z czasów PS3. Jedne scenki są prześlicznie, a drugie wręcz odstraszają odbiorcę. Dochodzą do tego również spadki animacji i to w momentach, których nikt by się ich nie spodziewał. Od strony technicznej dzieją się tutaj naprawdę dziwne rzeczy. Nie oznacza to jednak, że gra jest niegrywalna, wręcz przeciwnie. Po prostu trzeba wziąć pod uwagę, że tytuł ma swoje gorsze momenty.

Stranger of Paradise - Dark Elf

Na szczęście, dobrych jest wyjątkowo dużo, aby można było cieszyć się Stranger of Paradise. Fani serii Final Fantasy wyciągną z gry więcej, ponieważ dostrzegą podobieństwa do pewnych lokacji, a część utworów to znane melodie z innych odsłon w nieco innej aranżacji. Nowi gracze natomiast poczują tutaj elementy zaczerpnięte z Nioha czy Devil May Cry. Najważniejsze jednak, że rdzeń tego tytułu, czyli starcia, są po prostu przyjemne i sprawiają odbiorcy frajdę. Dochodzi do tego dość zaawansowany system klas, który jest mocno powiązany ze zdobytym ekwipunkiem. Nie ma tutaj natomiast biegania po mapie świata, zwiedzania miast i setek NPC, z którymi trzeba rozmawiać godzinami. To bardzo liniowa produkcja, która trzyma w napięciu i zachęca do dalszego odkrywania fabuły.

Walki, itemy i skille

Podkreśliłem kilkukrotnie, że Stranger of Paradise posiada całkiem niezłą fabułę, ale jednak przez większość czasu musimy toczyć pojedynki, zmieniać wyposażenie i ustalać zdolności, którymi chcemy się posługiwać. Sam system walki mocno skomplikowany nie jest, ale trzeba jednak nabrać trochę wprawy, aby móc go w pełni opanować. Szczególnie że gra oferuje ogromną liczbę klas, gdzie każda daje nam coś innego. Zaczynamy od prostych typu: wojownik, mistrz ostrzy, mag, a potem dochodzą kolejne: ronin, maruder, a po nich jeszcze inne, bardziej zaawansowane: breaker, tyrant, dark knight i tak dalej. Każda z nich ma jakieś dobre i złe strony, pozwala korzystać z danych broni i lepiej sprawdzi się w defensywie lub ofensywie. Trzeba mocno kombinować, aby znaleźć coś idealnego do danego momentu gry.

Same starcia można sprowadzić do “klikania” dwóch lub trzech przycisków, bo mamy: lekki i silny atak, gardę, unik i ustalone umiejętności. Byłoby to jednak spore uproszczenie, bo jednak dochodzi do tego stamina, combosy i specjalne moce. Oprócz HP i paska wytrzymałości jest jeszcze współczynnik MP, który nie jest stały i w każdej lokacji trzeba go budować od zera. Chyba że gramy na poziomie Easy, wtedy nie trzeba się nim przejmować. Gra sama w sobie łatwa wcale nie jest i zwykle parcie do przodu nie wystarczy. Trzeba dostosować strategię do przeciwnika, aby jak najszybciej zniszczyć jego “defensywę”, wtedy będzie bardziej podatny na nasze ataki. Nawet jeżeli zwykli przeciwnicy nie będą stanowić problemu, to gwarantuję, że bossowie już tak.

Kto powinien zagrać w Stranger of Paradise?

Polecam głównie fanom Final Fantasy, Nioha czy wspomnianego Devil May Cry. Gra łączy elementy tych trzech produkcji. Czasami robi to lepiej, a czasami gorzej, ale jest ogólnie tak “świeżo”. Jeżeli starcia zaczynają być monotonne, to znaczy, że albo za długo korzystamy z tych samych klas, albo idziemy po najniższej lini oporu. Stranger of Paradise zmusi nas do kombinowania z jobami i ekwipunkiem, abyśmy nie stali w miejscu. Naprawdę warto to robić, bo pojedynki z tymi samymi przeciwnikami mogą wyglądać zupełnie inaczej, jeżeli zrobimy tak, jak chcieli tego twórcy.

Oczywiście, niektóre osoby mogą, tak czy inaczej, się znużyć, bo jednak całość opiera się na określonym schemacie. Mnie na szczęście to nie dopadło. Irytował mnie natomiast system przedmiotów, których mamy setki, a w sumie większość i tak przerabiamy na surowce do ulepszania obecnego ekwipunku. Tylko że obecny zestaw też się nam często zmienia, więc nie widziałem sensu, aby go ulepszać. To ma większe znaczenie pod sam koniec gry i w sumie tylko wtedy. Może w co-opie — tak, gra pozwala na zabawę z innymi przez sieć, albo na wyższym poziomie trudności całość bardziej się przydaje. Ja jednak nie czułem potrzeby inwestowania w “upgrade system”. Gdyby samych itemów było mniej, to może wtedy. Stranger of Paradise daje nam ich za dużo i zbyt często, aby był sens je ulepszać.

Czy warto?

Stranger of Paradise: Final Fantasy Origin nie jest grą na już i teraz. Możecie spokojnie poczekać, aż cena spadnie i dopiero wtedy sięgnąć po niego. To ciekawa odskocznia od tego, co oferują obecne gry. Ma swoje wady, czasami działa lepiej, czasami gorzej, ale ma swój urok. Jeżeli jednak interesuje Was, w jaki sposób rozwija pierwszą odsłonę Final Fantasy i możecie przymknąć oko na niedociągnięcia, to powinniście być zadowoleni. Widziałem, że osoby, które głównie lubują się w produkcjach typu Nioh, polecają SoP, więc to też może być argument za dla tego tytułu.

Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie Cenega.

Avatar photo
Cześć! Mam na imię Artur i uwielbiam gry wideo niezależnie od platformy. Mimo 30 lat na karku cały czas sprawiają mi radość i liczę, że to się nie zmieni.
Scroll to top