Kradnoludy w kosmicznym wydaniu – recenzja powieści The High Kähl’s Oath

Okładka książki The High Kahl's Oath
Kamil Podryban
Kamil Podryban

W każdym świecie fantasy zawsze najbardziej ciągnęło mnie do krasnoludów. W Warhammerze 40,000 także mają oni swój odpowiednik, choć często zaniedbywany przez Games Workshop, w postaci Leagues of Votann. Dlatego konsekwentnie realizując swój plan czytelniczy pod tytułem “cokolwiek przykuje mój wzrok na dłużej niż kilka sekund”, zdecydowałem się sięgnąć po The High Kähl’s Oath autorstwa Gava Thorpe’a, pierwszą powieść skupiającą się właśnie na nich. Czy warto było poświęcić kilkanaście godzin na poznanie kosmicznych krasnoludów?

Po prostu krasnoludy w kosmosie, czy coś więcej?

Powieść skupia się na postaci Myrtun Dammergot, która dotychczas wiodła dość swobodne życie odkrywczyni, zdobywając cenne surowce i walcząc o przetrwanie. Wkrótce otrzymuje jednak nowe, o wiele bardziej odpowiedzialne obowiązki, ale to niespodziewana wiadomość dostarczona przez jedynego ocalałego z tajemniczej wyprawy poprzedniego Wysokiego Kähla całkowicie wstrząsa jej światem. Zobowiązana doniosłą przysięgą wyrusza w podróż, która ma okazać się jej dotychczas najbardziej niebezpieczną przygodą.

W trakcie wydarzeń z książki poznamy relacje Lig z Imperium Ludzi, a także ich konflikty z orkami czy Chaosem. Jednak przede wszystkim powieść stanowi ogromną kopalnię wiedzy o kulturze kosmicznych krasnoludów. Poznamy ich strukturę społeczną, filozofię czy unikalny w tym uniwersum stosunek do sztucznej inteligencji. Pod tym względem to niesamowicie ciekawa powieść, pełna smaczków i informacji dla tych, którzy jej szukają. Natomiast miłośnicy krasnoludów z innych uniwersów, choćby zwykłego Warhammera, mogą poczuć się zawiedzeni tym, że członkowie Leagues of Votann są zbyt… ludzcy.

Siła historii czy siła postaci? Jest trzecia opcja

Zazwyczaj przy książkach utrzymuje mnie jedno z dwóch: albo interesująca historia, albo świetnie napisane postacie. Cóż, The High Kahl’s Oath nie ma ani jednego, ani drugiego. Jednocześnie żadne z nich nie jest na tyle słabe, aby mnie zniechęcić do kontynuacji odsłuchiwania audiobooka. Jestem jednak przekonany, że gdyby to nie była książka o Ligach, to nie umiałbym się zmusić do brnięcia dalej. Bohaterowie zdają się dość generyczni, a także mało rozbudowani. Najlepiej wypada spośród nich przyjaciel głównej postaci, Lutar, będący tzw. Ironkin, czyli maszyną ze sztuczną inteligencją. Jego spojrzenie nieco z boku na postacie i wydarzenia daje trochę inną perspektywę, a w tym samym czasie pozwala lepiej poznać inteligentną maszynę, jakich w tym świecie mało.

Jednak właśnie przez to, że książka dotyczy Leagues of Votann, nie potrafiłem się oderwać od słuchania. Gav Thorpe doskonale wplata kulturę Lig w wydarzenia powieści, a każdy rozdział przynosi nowe informacje. W odróżnieniu od innych ras i frakcji uniwersum The Kin – jak tu zwie się zbiorczo kosmiczne krasnoludy – to pragmatyczne i wyrachowane istoty. Nie są one jednak tak chłodne, jak Adeptus Mechanicus, przez co o wiele przyjemniej mi się o nich słuchało. Dużym plusem samej powieści jest też to, że choć bohaterowie potrafią sobie poradzić w razie zagrożenia, nie są oni głównie wojownikami, jak to bywa w powieściach z Warhammer 40,000, dzięki czemu nieco łatwiej się z nimi zżyć. Jednocześnie ich przeciwnicy nie mają żadnej głębi, po prostu są tutaj, ponieważ bohaterowie potrzebują jakichś przeciwności losu. Nie wiemy o nich praktycznie niczego, poza tym, że co jakiś czas się pojawiają i trzeba z nimi walczyć.

The High Kähl’s Oath to książka dla specyficznego odbiorcy

The High Kähl’s Oath nie jest złą książką, ale nie jest ona powieścią dla każdego. Nie znajdziemy tutaj wybitnych postaci czy wstrząsających kosmosem wydarzeń. Próżno szukać tu epickich bitew, choć walki nie brakuje, czy konfliktów na wielką skalę. Jeśli jednak jest się fanem krasnoludów i chciałoby poznać tę rasę w wersji science-fiction, książka potrafi wciągnąć. Zwłaszcza że Gav Thorpe potrafi pisać w taki sposób, że szczegóły dotyczące kultury The Kin poznajemy do samego końca, a nie tylko w pierwszej części lektury, by później skupić się na samej akcji.

Jednak jak w przypadku wielu powieści z The Black Library, książka ta nie jest dostępna po polsku, co może być ogromną przeszkodą dla wielu czytelników. Sam sięgnąłem po niej w wersji audio z Audible. 11,5 godziny z narracją Debry Michaels spędziłem przyjemnie i choć może lektorka nie ma w swoim repertuarze wielu różnorodnych głosów dla postaci, jej własny głos jest przyjemny. Dużą zaletą jest także jej dykcja, która jest tak dobra, że swobodnie mogłem słuchać powieści w przyspieszeniu bez problemów ze zrozumieniem treści.

Choć w uniwersum Warhammera znajdziemy wiele lepszych powieści, tak niewiele sprawiło, że po lekturze rzuciłem się do zakupu figurek. Być może to dlatego, że Leagues of Votann byli od bardzo dawna zaniedbywani przez Games Workshop. Fakt, zawsze miałem słabość do krasnoludów, co także zapewne miało nie lada znaczenie. Dlatego, jeśli macie podobnie, zapewne docenicie tę książkę. Jeśli nie, cóż… lepiej poszukać czegoś innego. Ja w międzyczasie będę trzymał kciuki, żeby pozwolono Thorpe’owi napisać kontynuację.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.



Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Avatar photo
Czołem, na imię mam Kamil! Kocham gry miłością bez wzajemności, ale staram się nie brać ich za bardzo na poważnie. Najlepiej czuję się w taktycznych strzelankach, ale chętnie próbuję wszystkiego, co się da. Odkąd tylko pamiętam, zawsze chciałem pisać o grach, a tutaj mogę nareszcie spełniać to marzenie.
Scroll to top