Cienie nad Zefyrionem – recenzja. Dziewczyna demon

Cienie nad Zefyrionem
Jakub Mrozowski
Jakub Mrozowski

Czy da się powiedzieć coś jeszcze w tematyce demonów? Od lat dzieła popkultury karmią nas mniej lub bardziej mrocznymi wizjami tych istot. Raz przedstawiając ich jako rządne krwii bestie, innym razem jako atrakcyjnych amantów, a jeszcze kolejnym jako zadziornych obrońców świata. Książka Cienie nad Zefyrionem Sylwii Zapaśnik nie wymyśla koła na nowo, ale stara się czerpać z tego wszystkiego i wychodzi jej to bardzo dobrze.

Życie pod kopułą

Na początku poznajemy półdemona Adiannę, która żyje ze swoim przybranym wujkiem w kopule Gryf, czyli miejscu, gdzie są chronieni przed resztą zagrożeń z zewnątrz. Okazuje się, że w tym świecie takich miejsc jest pełno. Bohaterka szkoli się, aby zostać wprawionym wojownikiem i stara się trzymać nerwy na wodzy, by nie obudzić swojej demonicznej postaci. Drugi z bohaterów nazywa się Calisto i jest rasowym demonem, który ma za zadanie odnaleźć dziewczynę.

Niestety, całość intrygi jest tylko ciekawa na początku i na samym końcu. Kiedy poznajemy ten świat, autorka sprawnie stara się nam jak najwięcej opowiedzieć o otoczeniu i jak najbardziej go urozmaicić, wprowadzając masę nazw własnych, co jest ogromnym plusem. Niestety mam tutaj z historią trochę inny problem. To dark fantasy, w którym trochę za mało jest właśnie tej ciemności. Tak, opisywane walki czy wydarzenia potrafią być naprawdę krwawe, ale brakuje tutaj nieco tej dawki grozy, moralnie szarych bohaterów lub napięć politycznych.

Dwójka bohaterów

Calisto i Adianna to dwie skrajnie różniące się od siebie postaci. Ten pierwszy to demon, który zrobi wszystko, aby osiągnąć swój cel, manipulant, uwodziciel itd. Dziewczyna z kolei jest pyskata, zadziorna i zawsze pakuje się w kłopoty. Muszę przyznać, że to typ postaci, którego nie lubię, tym bardziej, że bohaterka miała kochającego wujka i gdyby nie jej przypadłość, to można by pomyśleć, że miała całkiem dobre życie. Jednak autorka stara się nam ją pokazać jako outsiderkę.

Demon z kolei to cwaniak, kobieciarz i gość, który wie, czego chce. Kombinuje i szuka sojuszników, a także wykorzystuje słabości innych. Calisto to zdecydowanie ciekawsza postać, ale uważam, że poświęcono mu zdecydowanie za mało czasu. Jeszcze przyczepię się do tego, że ich relacja ma naleciałości romantasy. Wiecie, dziewczyna widziała go tylko raz w życiu, a już o nim myśli cały czas i uginają się pod nią kolana.

Dwuistość opowieści

Całość, jak na swój gatunek, jest lekka i czyta się ją niezwykle szybko. Język jest tutaj prosty. Czasami autorka gubi obrazowanie i skupia się na suchym opisie. Co prawda czasami musiałem coś przeczytać dwa razy, aby zrozumieć, co autor miał na myśli. Osobiście nie uznaję tego za wadę. Styl pani Sylwii przypadł mi do gustu. Chociaż postaci podczas tej powieści za często wyrażały swój gniew uderzając pięścią o stół.

Tutaj ujawnia się największa wada Cieni nad Zefyrionem. Historia do niczego nie prowadzi. Wiele wątków zostaje otwartych, a historia nie kończy się w jakimś kulminacyjnym momencie, przez co mamy wrażenie, jakby bohaterowie nie ruszyli się w swoim rozwoju ani o krok.

Tym bardziej że potencjał wielu pobocznych bohaterów został nieco zmarnowany. Syzoniusz to jedna z postaci, które dręczą Adiannę. Jest zły bo jest, taki trochę wiecie Draco Malfoy z Harry’ego Pottera. Przez co wydaje się kompletnie płaski i tak samo jest z innymi postaciami. Nie wszystkimi, ale łatwo tutaj wyznaczyć odpowiadające im stereotypy dobrego wujka, przyjaciela z dzieciństwa, który skrycie ją kocha, czy też wymagającego mentora.

Walka Adianny z jej demoniczną stroną również została potraktowana trochę po macoszemu i tak naprawdę uznaje to za leniwe. Być może miałem tutaj nieco większe oczekiwania, bo sam jestem fanem takiego zabiegu, a nie ukrywajmy, widzieliśmy to już nieraz w Bleach czy Black Clover. Nawet w klasykach kina grozy jak Dr Jekyll i Mr Hyde czy The Incredible Hulk. Tutaj nie czujemy, że demoniczna strona jest zagrożeniem, tym bardziej, że na początku nawet nie zdajemy sobie sprawy, że istnieją “dwie” Adianny. Przez co cała walka wewnętrzna nie ma bagażu emocjonalnego, bo panie nie miały wcześniej ze sobą interakcji.

Podsumowanie

Cienie nad Zefyrionem to udany debiut i ciekawa pozycja dla wielbicieli fantasy. Pani Sylwia pokazuje, że można jeszcze w tematyce demonów powiedzieć dość sporo i będzie to wciąż intrygujące. Jeśli nie przeszkadza wam, że do konkluzji tej historii będzie trzeba poczekać na drugi tom, to warto się z tą pozycją zapoznać.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie egzemplarza dziękujemy Wydawnictwu Nie powiem!.
Udostępnienie ebooka w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Avatar photo
Jakub, człowiek, dla którego nigdy nie ma problemu. Próbował już w życiu wszystkiego: aktorstwa, żonglowania, gotowania, pisanie to jego najnowsza pasja, w której ma nadzieje się spełnić. Gra od kiedy pamięta, na początku na komputerze, później głównie na konsolach. Fan nietuzinkowych produkcji z kraju kwitnącej wiśni. Uwielbia wszelkiej maści komiksy o superbohaterach. Zawsze powtarza, że nie liczy klatek woli po prostu grać.
Scroll to top