Po piętnastu latach od premiery istnienie The Sims: Średniowiecze wydaje się miejską legendą, ciekawostką, która pojawia się znienacka to tu, to tam, w jakimś filmie na temat serii opublikowanym na YouTubie. Szkoda, bo koncepcja jak najbardziej była ciekawa, z czego najwidoczniej zdaje sobie sprawę kolektywny monolit EA Maxis. No, przynajmniej w pewnym sensie, bo o ile wciąż nie przeniesiemy naszych Simów do średniowiecza bez sięgania po antyczne już odsłony serii, o tyle dodatek Królewskie dziedzictwo do The Sims 4 daje nam tego namiastkę.
Moda na sukces
Przyznam bez bicia, że jestem dość mocno zawiedziony. W zestawieniu z zeszłorocznymi rozszerzeniami wydaje się on dość ograniczonym pod względem oddawanych w ręce gracza możliwości. Jak można wywnioskować z tytułu, główną nowość stanowi tutaj sposobność rozpoczęcia własnej dynastii szlacheckiej, opierających się na konkretnych zasadach (premiowanie pewnych zachowań lub ścieżek kariery), pełnej złożonych relacji (złe relacje między członkami mogą doprowadzić do kryzysu), a także wchodzącej w sojusze bądź konflikty z innymi dynastiami. Zwiększanie rangi dynastii ponadto pozwoli na wykup szeregu bonusów do nauki, postępów w pracy i wielu innych.

Jej założenie wymaga uprzedniego podjęcia kariery szlacheckiej, której maksymalny szczebel uczyni nas królem bądź królową zamieszkiwanego świata, co w połączeniu z możliwością przekazania korony i tytułu wybranemu dziedzicowi, teoretycznie pozwala na dość ciekawy i zniuansowany sposób rozgrywki. W praktyce jednak jest to zaledwie stworzenie oficjalnej mechaniki dla czegoś, co gracze robili już od dawien dawna bez konieczności kupowania drogiego dodatku. Powracający tutaj konflikt dynastii Kapuletów i Monteków obecny był już przecież w The Sims 2, więc osobiście nie widzę w tej mechanice niczego nazbyt interesującego. Zwłaszcza że niegrane dynastie dość szybko wymierają, bo rodzące się w nich dzieci, nie są do nich dołączane.
Skrywane skandale
Szczerze powiedziawszy, to bardziej cieszyły mnie mniejsze zmiany, towarzyszące dynastiom. Twórcy w końcu poprawili niezbyt udane, oryginalne drzewko genealogiczne, które teraz może być zdecydowanie bardziej skomplikowane i dzięki temu bardziej satysfakcjonujące. Mechanika skandali z kolei pozwala na pozyskiwanie i rozpuszczanie plotek na temat innych Simów, by później ich szantażować lub plusować u nich obietnicą zachowania milczenia, ba, sami możemy paść ofiarą takowego wymuszenia. Może to być całkiem niezła zabawa, bo skrywane sekrety to zarówno głupotki pokroju zasikanych portek, jak i sekretni kochankowie i bękarty. Gdyby dynastie nie były mechaniką przylepioną do gry na plaster, to wraz z powyższymi mogłyby kompletnie zmienić sposób, w jaki doświadcza się The Sims 4, a tak pozostaje zaledwie ciekawostką.

Arystokraci całego świata
Na plus zdecydowanie zaliczyć trzeba natomiast nową krainę – królestwo Ondarion, które składa się z trzech niezwykle różnorodnych dzielnic. Zamieszkać możemy w karaibskim, ocierającym się o piractwo Verdemarze, europejskim Bellacorde tudzież sięgającej po motywy afrykańskie dzielnicy Dambele. Dawno EA Maxis nie dostarczyło równie zróżnicowanej mapy, oferującej tak wiele różnych stylów, co przekłada się również na tryb budowania (261 przedmiotów) i tworzenia Simów (193 elementy). Na swojej parceli wznieść możemy zatem nie tylko przepiękny zamek w stylu paryskim, ale też siedzibę arystokratycznego rodu w stylu afrykańskim. Simowe ponadto założą zarówno klasyczne suknie i surduty, jak i eleganckie agbady bądź kaftany.
Pośród nich pojawiło się dodatkowo kilka fajniejszych rzeczy, jak chociażby zegar z kukułką, który skrywa w sobie tajemne przejście. To, oczywiście, fizycznie nie istnieje, ale każdy dodatkowy zegar to dodatkowe wejście, więc swoją posiadłość możemy wyposażyć w sieć tajnych tuneli. Można też użyć go do uśmiercenia innego Sima, sabotując samą kukułkę. Pojawiły się również tron i podium do królewskich przemówień, poprzez które możemy podejmować się szlacheckich działalności, zwoływać dwór czy też organizować wielkie bale (na tym z grubsza polega kariera szlachecka – nie mamy ustalonych godzin, tylko konkretne obowiązki każdego dnia do wykonania). Manekin do fechtunku pomoże nam natomiast w ćwiczeniu walki mieczem, zwiększając nasze szanse w opcjonalnych turniejach. Pojawiły się też działające żaglówki oraz przeklęte pierścienie. Ciekawych rzeczy z pewnością tu nie brakuje.
Szlachecke zajęcia
Jeżeli natomiast będziecie chcieli zaliczyć wszystko, co Królewskie dziedzictwo ma do zaoferowania, to czeka Was sporo godzin grindowania. Przede wszystkim osiągnięcie maksymalnej, 11. rangi dynastii trwa bardzo długo, nawet jeśli zmieniamy premiowane aktywności w zależności od potrzeb. Mnóstwo czasu może Wam zająć również zebranie kolekcji 11 mieczy – część można kupić u kowala, a dwa z nich wymagają zaliczenia odpowiednich wyzwań (na przykład wygrania wszystkich turniejów), ale mniej więcej połowę z nich zdobyć można za pośrednictwem pojawiających się co jakiś czas na mapie skrzyń z losową zawartością. Ciekawie natomiast wypada nowa aspiracja Władcy marionetek, którą oparto na mechanice sekretów, a która ma kilka ciekawych, fabularnych motywów, związanych na przykład z królewskim rabusiem.
Król jest (prawie) nagi
Jest tego oczywiście trochę więcej, bo wspomnieć można przecież o cechach parcel, w tym tej pozwalającej na pełnienie przez miejscówkę innej roli w zależności od pory dnia (rano biblioteka, wieczorem dyskoteka), ale nie zmieniłoby to faktu, że Królewskie dziedzictwo to rozszerzenie raczej mierne. W miarę zjadliwe, ale mimo wszystko rozczarowujące w kontekście tego, czym mogłoby być. Jeżeli zatem plotki, iż miałby to być ostatni oficjalny dodatek, się sprawdzą, to bynajmniej nie będzie to królewskie pożegnanie. Warto sięgnąć w zasadzie wyłącznie, jeśli czujecie olbrzymi głód klimatów średniowiecznych.
Kolekcje The Sims 4 – przegląd (PC). Podwórkowy urok, Styl ze srebrnego ekranu, Oszklona weranda
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.


