Time Master – recenzja. Czas to godny przeciwnik

time master logo

Time Master to logiczno-zręcznościowa platformówka z sympatycznym małym czarodziejem Zeno w roli głównej. O produkcji studia MorpheusZ wspominaliśmy niedawno na łamach Pograne. Demo gry bardzo przypadło mi do gustu. Nic więc dziwnego, że postanowiłem sprawdzić też pełną wersję. Według mnie twórca odważnie podszedł do tematu, ale o szczegółach, dlaczego tak uważam, napiszę za chwilę. Zacznijmy od początku.

Zeno

Dawno, dawno temu

Nasz sympatyczny bohater Zeno przez przypadek zesłał swoją siostrę do więziennego wymiaru. Naszym zadaniem jest pomóc maluchowi w uwolnieniu Fifi. Aby tego dokonać, będziemy musieli pozbierać fragmenty zniszczonego Kryształu Czasu.

Powiem szczerze, że nie spodziewałem się wiele po fabule. W końcu jest to gra logiczna, w której historia nie jest najważniejsza. Dlatego wielkie było moje zdziwienie, kiedy zostałem zaskoczony nieoczekiwanym zwrotem akcji. Ani trochę się tego nie spodziewałem. Duży plus dla scenarzystów za wydłużenie czasu dość krótkiego tytułu. Ukończenie wszystkich 61 poziomów zajęło mi około 4 godzin, a dodatkowe dwie poświęciłem na zebranie pozostałych części kryształu.

Time Master

Zawarudo

Jeżeli tytuł paragrafu jeszcze nie zdradził, jaka mechanika pomoże nam w osiągnięciu naszego celu, to już spieszę z wyjaśnieniem. Podstawowym narzędziem jest oczywiście manipulacja czasem, a dokładniej jego cofanie. Najpierw wykonujemy pierwszą turę, poruszając się po planszy. Wciskamy przyciski, przesuwamy skrzynie, zbieramy fragmenty. Gdy już jesteśmy zadowoleni z naszych poczynań, resetujemy wszystko do pierwotnego stanu. W momencie, gdy poruszymy się ponownie, nasze widmo z pierwszej tury zaczyna robić to, co zaprogramowaliśmy. Dodatkowo w każdej chwili możemy swoją kopię zatrzymać. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie zebrać wszystkie dostępne na danym poziomie kryształowe kawałki.

3 stars

Time Master potrafi dać w kość

Tutaj zaczęła się prawdziwa zabawa. O ile pierwszych kilka plansz jest bardzo łatwe, ponieważ służą jako samouczek, tak dalej potrafi być naprawdę ciężko. Każdy poziom zaczynałem od dokładnego zbadania otoczenia. Zamiast od razu wpadać w wir rozgrywki, szczegółowo studiowałem kolejność swoich ruchów, aby ukończyć poziom jak najszybciej. Powód był prosty. Im mniej czasu poświęciłem na przejście etapu, tym więcej części kryształu dostałem. Zdarzało się, że przez dziesięć minut gapiłem się w ekran, żeby dopracować swój plan. Nie da się ukryć, że nie każdemu taki styl rozgrywki przypadnie do gustu. Twórca zaryzykował i według mnie dobrze zrobił. W Time Master grało się wyśmienicie i takie przestoje nie psuły zabawy w żadnym stopniu.

Koniecznie na padzie

Była jednak jedna rzecz, która na początku spowodowała, że prawie zacząłem rwać włosy z głowy, czyli sterowanie. Według mnie używanie klawiatury jest bardzo niewygodne pomimo tego, że można dowolnie zmienić klawiszologię. Nie wiem, czy powodem był izometryczny rzut, czy moje długoletnie używanie wyłącznie kontrolera. Nawet przestawienie opcji, która pozwala na zmianę sposobu poruszania bohatera, nic nie dało. Gdy tylko przełączyłem się na pad, cała złość przeszła i mogłem wziąć się za ratowanie Fifi.

Spokojne chwile z Time Master

Od strony techniczno-dźwiękowej tytuł prezentuje się dobrze. Co prawda nie zdobędzie żadnej nagrody w kategorii Najlepsza Grafika, ale dla mnie jest w porządku. Zdarzały się co prawda przycinki, kiedy włączałem widok na całą planszę, ale nie przeszkadzało to za bardzo. Ewidentnie było widać, że autor powinien trochę popracować nad optymalizacją. Natomiast ze ścieżką dźwiękową trafili idealnie. Fortepian i skrzypce jestem w stanie przyjmować w każdych ilościach, więc wsłuchiwałem się w każdy dźwięk. Szkoda tylko, że utworów jest tak mało. Podobały mi się również kwestie wypowiadane przez głównego bohatera. Doskonale dopasowywały się do sytuacji, w której się znajdował.

Warto zagrać

Time Master to krótka, ale przyjemna gra, która wymaga intensywnego używania szarych komórek. Sam nie jestem alfą i omegą, ale tytuł ukończyłem bez większych przeszkód. Nie ukrywam, że są chwile, w których trzeba myśleć „outside of the box”. Właśnie te chwile były najlepsze. Dużą radość sprawiało mi ukończenie poziomu w jak najkrótszym czasie. Pomimo tego, że rozgrywka w większości sprowadza się do patrzenia i myślenia, a nie samego grania, warto poświęcić swój czas, aby pomóc Zeno. Bardzo szanuję studio MorpheusZ, że odważyło się na taki zabieg. Jeżeli wytężanie zwojów mózgowych nie powoduje u Was torsji, polecam zagrać w Time Master. Jest to kolejny tytuł, który chętnie zobaczyłbym na PlayStation i ukończył raz jeszcze.

Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy MorpheusZ Games.

Gameplay

Avatar photo
Gram w gry odkąd pamiętam. Jako mały brzdąc właziłem na stołek, żeby pograć na automatach w salonie dziadka. Teraz rozsiadam się wygodnie w zaciszu własnego domu i z padem w rękach oddaję się swojemu ulubionemu hobby. Zawsze chciałem dzielić się swoimi wrażeniami ze wspaniałego świata wirtualnej rozrywki. Pamiętajcie, że czas spędzony na czytaniu nigdy nie jest czasem zmarnowanym.
Scroll to top