Rok 1993 był wyjątkowo przykrym rokiem dla serii Top Racer (znanej wówczas na rynkach zachodnich jako Top Gear). Po bardzo udanej części pierwszej twórcy poszli za ciosem, tworząc kontynuację pozbywającą się w zasadzie wszystkich bolączek oryginału. Nie została ona jednak zbyt pozytywnie przyjęta przez krytyków z bardzo prozaicznego powodu – grafiki. Top Racer 2 ukazał się bowiem w okresie niesamowicie szybkiego rozwoju technologicznego, więc to, co w 1992 roku wyglądało świetnie, rok później mocno trąciło już myszką. Sytuacji gry nie pomogły również bliskie premiery takich hitów jak Ridge Racer czy Daytona USA, kompletnie deklasujących propozycję Gremlin Graphics pod względem oprawy.
Dalsza część tekstu pod materiałem video
Palcem po mapie
Całe szczęście obecnie możemy spojrzeć na ten tytuł bez konieczności porównywania go do obecnej na rynku konkurencji i docenić go za to, czym jest. Tak się akurat składa, że Top Racer 2 w swojej najczystszej postaci jest wybitnie wręcz przyjemną grą wyścigową, w której przemierzymy cały świat, by osiągnąć mistrzostwo. Podstawa nie uległa zatem większym zmianom względem oryginału, choć kontynuacja jest widocznie większą produkcją, oferującą aż 68 tras na przestrzeni 16 krajów – od Niemiec i UK, przez Egipt i Indie, aż po Chile i Brazylię. Wprawdzie pod względem wizualnym poszczególne trasy nie różnią się aż nadto, ale wciąż posiadają one charakterystyczny wygląd i nawiązujące do konkretnego miasta tło.

Odpicuj sobie brykę (ale tylko jedną)
Bardziej znaczącym, choć nie rewolucyjnym zmianom uległa mechanika rozgrywki. O ile zasady wciąż pozostają te same, tak już poszczególne aspekty produkcji wymyślono na nowo. Przyznam, że do części tych zmian mam mocno ambiwalentne podejście. Przede wszystkim odebrano graczom możliwość wyboru pojazdu. Samochód jest tylko jeden, ale za zdobywane w trakcie wyścigów pieniądze możemy go ulepszać, zmieniając opony na bardziej przyczepne (zarówno na suchą, jak i deszczową pogodę), silnik i dopalacz na mocniejsze, skrzynię biegów na wydajniejszą, a nawet karoserię na wytrzymalszą. Autko możemy też za darmo przemalować na kilka sposobów, ale poza kolorem wizualnie nic się w nim nie zmienia.
Z jednej strony szkoda, bo nie zachęca to zbytnio do przechodzenia gry ponownie, ale system sam w sobie nie jest zły, dając silniejsze poczucie progresji, kiedy nasz samochód staje się coraz szybszy i zwrotniejszy. Ciekawą funkcję pełnią też ulepszenia skrzyni biegów, bo wpływają one nie tylko na przyśpieszenie, ale także na zużycie paliwa. Element ten powraca w Top Racer 2, lecz ma on tak naprawdę marginalne znaczenie, o ile systematycznie wymieniamy skrzynię. Jeżeli tego nie zrobimy, to istnieje spore prawdopodobieństwo, że paliwo skończy nam się, nim dojedziemy do mety, co jest o tyle problematyczne, że twórcy tym razem postanowili pozbyć się pit stopów. Szkoda, bo ich obecność w oryginale zachęcała do bardziej taktycznej jazdy.

W Top Racer 2 jedyną rzeczą, którą należy przemyśleć, jest zatem moment, w którym odpalimy dopalacz. Możemy to bowiem zrobić wyłącznie sześć razy, zatem warto to uruchomić go tam, gdzie będziemy mogli wykorzystać pełnię jego potencjału. Na niektórych trasach znajdziemy dodatkowo różne bonusy do zebrania, jak chociażby dodatkowe pieniądze, chwilowe przyśpieszenie czy właśnie bonusowe ładunki nitro. Warto je zbierać, bo ich użycie potrafi odwrócić niekiedy szale zwycięstwa.
Piękno piksela
To powiedziawszy, Top Racer 2 jest produkcją znacznie łatwiejszą od oryginału. Przede wszystkim nasza pozycja w wyścigu odgrywa tu zdecydowanie mniejsze znaczenie. Wystarczy bowiem, że dojedziemy do mety w pierwszej dziesiątce, by zapewnić sobie miejsce w kolejnym wyścigu. Warto jednak się postarać, bo od naszej pozycji zależy wysokość nagrody pieniężnej. Toteż istnieje szansa, że wykręcając słabe wyniki, przypadkowo utrudnimy sobie kolejne zawody. Płynniejsza rozgrywka (pozbyto się w końcu wymuszonego dzielenia ekranu) sprawia jednak, że manewrowanie po torze jest łatwiejsze, więc z wygrywaniem nie powinniście mieć większych problemów. Obawiać należy się jedynie nocy, podczas której wyjątkowo łatwo jest wypaść z trasy, bo przez ograniczoną widoczność jechać trzeba na czuja.
Ponownie świetnie wypada również oprawa audiowizualna. Grafika zyskała na szczegółowości, choć przez brak różnych modeli samochodów nie jest to jakoś mocno zauważalne. Dostrzeżecie z pewnością nowe animacje. Wjazd w przeszkodę nie kończy się już natychmiastowym zatrzymaniem, ale gra raczy nas wówczas widowiskową kraksą koziołkującego samochodu. Na niektórych trasach znajdziemy też drobne hopki, posyłające nasze auto w powietrze. Prezentuje się to świetnie, a całość wzbogaca ponownie kapitalna i zagrzewająca do walki o pierwsze miejsce muzyka.
Ofiara postępu
Przyznam, że początkowo nie byłem zbyt optymistycznie nastawiony. Top Racer 2 jest odczuwalnie inny oryginału, nawet pomimo niezmienionej z grubsza formuły. Samochód jest odrobinę toporniejszy w prowadzeniu, do ustawionej dość nisko kamery trzeba się przyzwyczaić, a brak różnorodności w modelach aut boli. Niemniej, kiedy już przejechałem kilka kółek, absolutnie zakochałem się w tej grze i śmiem twierdzić, że koniec końców jest to produkcja od oryginału zwyczajnie lepsza. Niezależnie od tego, czy grać będziecie sami, czy chcecie pościgać się we dwójkę na podzielonym ekranie, Top Racer 2 jak najbardziej warto odpalić. To świetna produkcja i żal, że w momencie premiery oceniano ją przez grafiki.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), naszym Discordzie lub Fediverse. Jesteśmy też dostępni w Google News!
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.

