Sony i Microsoft prężą muskuły, ale Activision także nie próżnuje

Ostatnio wszyscy rozbijają bank. Sony nie nadąża z produkcją nowych PlayStation, Microsoft kupuje studia na lewo i prawo, a tymczasem, gdzieś tam w tle, Activision także nie próżnuje.

Płacić za demo? Kto to widział?

Zaczęło się dosyć niewinnie. W maju 2020 Activision wraz z “najlepszym Geoffem z Geoffów” ogłosiło na Summer of Games powstawanie Tony Hawk’s Pro Skater 1+2, remake’u dwóch pierwszych klasycznych odsłon gier o Tomaszu Jastrzębiu Deskorolkarzu Najlepszym. W social mediach zawrzało, wszyscy trzydziestolatkowie pobiegli do szaf po swoje deskorolki, a ja, nerwowo spoglądając na portfel, zapisałem w kajeciku drugą już, po The Last of Us Part II, ważną dla mnie w tym roku premierę. Pojawiła się nawet jej data: 4 września 2020.

Activision: płatne demo Tony Hawk’s Pro Skater 1+2

Krótko mówiąc, plotki, które od jakiegoś czasu krążyły po sieci okazały się być prawdziwe. Powiem więcej, po tym jak ogromny sukces odniosły wznowienia serii Crash Bandicoot oraz Spyro the Dragon, nawiązanie kontaktu z Tonym Hawkiem było fantastycznym pomysłem, zwłaszcza że nostalgia do czasów PS1 powoli kończy w naszej branży swoje 5 minut.Jedna informacja za to była dosyć zaskakująca. Activision wymyśliło, że bonusem za pre-order gry będzie ekskluzywne, wcześniej udostępnione demo gry. Tak jest, 169 złotych za zawartość czarnej skrzynki, w której może być deskorolka albo ogórek.

Activision nie jest jedyne

Rzadko w naszej branży zdarzało się, żeby wydawca stawiał demo gry za pay-wallem. Oficjalnie? Nigdy. Stosunkowo najbardziej niedawnym przykładem wydaje się być Metal Gear Solid V: Ground Zeroes, warty według Hideo Kojimy 30 dolarów w roku 2014 osobny prolog do oficjalnej piątki. Innym, bardziej bezpośrednim aktem wykazało się Polyphony Digital, serwując dwukrotnie w przypadku ich flagowej serii wyścigowej Gran Turismo Prologue (a w sumie to trzykrotnie, jeśli liczyć Gran Turismo HD z 2007 roku), które dzisiaj nazwalibyśmy grą early-access za jedyne 250 złotych.

Crash 4 tylko w preorderze Activision

Pomyślcie tylko jak bardzo Activision musiało być pewne remake’u, że zdecydowało się na taki zabieg. Studia wewnętrzne Activision, czyli Vicarious Visions, Beenox oraz Toys for Bob są obecnie na fali. Odnowione wersje starych trylogii Crash Bandicoot oraz Spyro the Dragon, a także odświeżenie Crash Team Racing w postaci edycji Nitro-Fueled to produkcje pełne miłości do wyżej opisanych marek. Doskonale po każdej z nich widać, że developerzy kochają byłe maskotki PlayStation i dzięki temu otrzymaliśmy remaki, które wyznaczyły standard innym studiom, ku uciesze klientów i jękach zawodów Ubisoftu.

Dawno, dawno temu

Najpierw pomysł umieszczenia dema za paywallem przez Activision uznałem za niedorzeczny. Przecież to zabija pierwotny cel wersji demonstracyjnej gry. Dema od zawsze miały na celu wyjęcie z gry tak miodnego jej kawałka, by zachęcić grającego do zakupu pełnej wersji niemalże natychmiast. W przypadku Tony Hawk’s Pro Skater 1+2 łatwo można było postarać się o darmowe punkty PR, bo to dzięki wersji demo gra stała się tak naprawdę popularna. Demo Tony Hawk’s Pro Skater pojawiło się na PlayStation w aż trzech różnych wydaniach.

Dawno temu w Activision

Subskrybenci PlayStation Underground w USA oraz czytelnicy Oficjalnego Magazynu PlayStation w całej Europie uzyskali dostęp do dema w wakacje 1999 roku, a dodatkowo w ramach kolaboracji marketingowej Sony i Pizza Hut, w Stanach Zjednoczonych demo THPS znalazło się w jednej składanek dołączanych do zamówionej pizzy w trakcie trwania oferty. W ten sposób wszyscy zainteresowani gracze wiedzieli o tym, że gra z Tonym Hawkiem się ukaże, a po przejażdżce i kilku combosach w Hangarze byli pewni, że będzie naprawdę dobra.

Crash 4 i Activision

W tym roku jednak Activision się uparło i demo zostało zamknięte za pre-orderem. Co prawda przed premierą gry pojawiło się kilka akcji promocyjnych, które umożliwiły jego zdobycie (w Polsce na przykład na pyszne.pl), ale trudno nie domyślić się, że na wielu efekt FOMO (Fear of Missing Out) mógł zadziałać. Na mnie nie zrobiło to raczej większego wrażenia, bo od momentu ogłoszenia wiedziałem, że zaopatrzę się w ten tytuł.

Demo Crash 4

A gdy wydawało się, że jest to raczej sytuacja jednorazowa, inna zbliżająca się gra Activision, czyli Crash Bandicoot 4: It’s About Time, także otrzymała demo za pre-order. Najgorsze jest to, że to jest ono cholernie dobre. Crash 4 od momentu ogłoszenia także był na moim radarze premier. Przygody jamraja to jedna z moich ulubionych franczyz w naszej branży od dziecka i to, jak Toys for Bob, studio pracujące nad czwartą odsłoną (Wrath of Cortex nigdy się nie wydarzyło) ulepszyło klasyczną formułę Crasha przechodzi najśmielsze pojęcie.

Czas na zmiany?

Nareszcie mamy 60 klatek na sekundę na mocniejszych konsolach, nowe maski i ich zdolności wprowadzają zamieszanie jakiego jeszcze w etapach w Crashu nie było. Drobnostki typu przyciąganie owoców wumpa lub marker oznaczający gdzie bohater spadnie po skoku, składają się kompetentną całość. Zastanawiam się jak w praktyce będą działać inne, nie pokazane w demie mechaniki i grywalne postaci, bo tych też przecież będzie wiele!

Po ograniu tego dema jestem w stanie powiedzieć, że Crash Bandicoot 4: It’s About Time, to najprawdopodobniej gra godna końca generacji i jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza platformówka dostępna na systemach PlayStation oraz Xbox. Tylko żeby się o tym przekonać, musiałem za tą grę już zapłacić całe 289 złotych za wersję cyfrową, bo w myśl walki z pudełkami, dostęp do dema nie obejmuje fizycznych zamówień przedpremierowych. No dobra, 259 złotych po czarach ze zdrapkami i rabatami, ale to nie jest duża różnica.

Jakie plany na przyszłość panie Activision?

Co firma chce tym ruchem osiągnąć? To jest akurat proste, bo mowa o zmaksymalizowaniu liczby cyfrowych zamówień przedpremierowych. Ryzyko jest oczywiście ogromne, bo inni więksi wydawcy mogą pójść śladem ekipy Kotticka i wersji demonstracyjnych od dużych studiów wkrótce nie zobaczymy w ogóle. Oczywiście, zawsze można po prostu wejść na YouTube i wpisać “Crash 4 demo gameplay”, ale kwintesencja i największy czar naszego medium polega na tym, że grę trzeba poczuć razem z wibracjami kontrolera.

Fragment rozgrywki na YouTube nie odda Ci tego jak niesamowicie responsywny jest Crash, czy też wcześniej Tony Hawk podczas robienia kolejnego combo wartego 100.000 punktów. Ostatnio odpaliłem sobie THPS 3 na PS2, jak to mam w zwyczaju, gdyż to jedna z moich ulubionych gier all-time i dłoniom swoim nie mogłem uwierzyć, gdy po raz pierwszy po ograniu THPS 1+2 na PS4 czułem na gałce analogowej to jak Tony porusza się… wolniej, mniej sprawnie! Tak dobrą robotę odwaliło Vicarious Visions w remake’u, że zepsuło mi ulubioną grę!

Na razie to pojedyncze przypadki

Dlatego dobrze, że chociaż za tymi płatnymi demami kryją się u Activision fantastyczne gry. Pozostaje zatem czekać, czy inni wydawcy będą w stanie podchwycić praktykę i być może demo następnego Final Fantasy także zobaczymy już jako pre-order bonus? Wiadomo, że czasy płytek z magazynów wypełnionych demówkami nie wrócą, ale jako gracz chcę po prostu móc spróbować produktu przed zakupem, nie będąc przy tym zmuszonym lecieć do Los Angeles na E3 lub Kolonii na Gamescom. A jeśli przygotowanie dema marnuje za dużo czasu, bo też tak może być, to po prostu dajcie godzinę triala. Ewentualnie wrzućcie całą grę do Xbox Game Pass, whatever.

Moim marzeniem zawsze było mówić i pisać o grach. Z zazdrością patrzyłem na redaktorów wielkich gazet oraz Hypera, dlatego teraz robię wszystko by być jak moi idole. Choć moim konikiem są wyścigi i platformówki, staram się coraz częściej wychodzić z giereczkowej strefy komfortu.
Scroll to top