Ghostrunner: Project HEL – gra, która mnie pokonała

Ghostrunner: Project HEL - grafika promocyjna

To miała być recenzja Ghostrunner: PROJECT HEL. Następnie sobie przypomniałem, że w sumie to nie skończyłem wcześniej gry podstawowej. No więc i tą przechodziłem z uporem maniaka, zapominając o oryginalnym projekcie. Później przyszedł deadline, drugi już z kolei. Pomówmy więc o losach tej polskiej marki, bo takie historie sukcesu są już coraz rzadsze.

W zasadzie, to już włoskiej marki. Trójstronne porozumienie zawarte między One More Level, All in! Games oraz 505 Games sprawiło, że Polacy nie mają już kontroli nad tym fantastycznym IP. Studio odpowiedzialne za powstanie gry i dodatku – One More Level – otrzymało od włoskiego 505 Games 1,04 mln euro. Jest jednak pewien haczyk – studio nie dostanie już żadnych tantiem ze sprzedaży tego i przyszłych tytułów z tego uniwersum.

Nieco lepiej na umowie wyszedł też polski wydawca gry. All in! Games otrzymało od 505 Games 1,56 mln euro. Włoski wydawca nie wziął jednak IP bez pokrycia. One More Level otrzymało kolejne 5 mln euro na stworzenie Ghostrunner 2, które w chwili obecnej powstaje w studiu Polaków. I bardzo dobrze – dawno już nie mieliśmy tak unikatowej, polskiej gry.

Ja i Ghostrunner, czyli mijamy się

Nazwijcie mnie dziennikarską kaleką, lecz to jak od 2020 roku mijam się z ukończeniem Ghostrunner, jest zabawną sytuacją samą w sobie. Jest to jedna z niewielu gier, które zamówiłem przedpremierowo na PlayStation Store. Na samym Pograne znajdziecie przecież zapowiedzi, w których we własnej osobie rozpływałem się nad tą grą. Przez te kilkanaście godzin, które łącznie spędziłem z tytułem przez ostatnie półtora roku, bawiłem się fantastycznie. Już od dnia premiery, była to niesamowicie szybka, wypolerowana pozycja, która w niczym nie przypominała katastrofy, jaką miesiąc później przeżył Cyberpunk 2077.

Połączenie parkourowej platformówki w stylu Mirrors Edge, szybkiego i taktycznego slashera z fantastycznym dubbingiem sprawiło, że nie mogę przestać się rozpływać nad kunsztem gry Ghostrunner. To jest, dopóki nie zacznę w nią grać. Uczciwie mogę przyznać, że jest to jeden z najtrudniejszych tytułów, w jakich kiedykolwiek się bawiłem. Licznik zgonów sięga dziesiątki na poziom, a gdy wreszcie skończę jeden z nich, po 40 minutach walki jestem zdecydowanie zbyt zmęczony, by kontynuować zemstę wobec kluczniczki Mary.

Ghostrunner: PROJECT HEL nie pomógł mi w ogóle w tym aspekcie. Od pierwszego komunikatu, gra sugeruje żeby zabrać się za nią po ukończeniu podstawowej kampanii. I niestety, nawet tutorial jest zdecydowanie wchodzi na wyższy poziom trudności. Hel to zupełnie inna postać z nowymi zdolnościami. Nastawiona na otwartą walkę, zaangażowana w destrukcję, z mocno dłuższym skokiem – tak zwany paradoks Luigiego. Niby jest to samo, lecz nauka zaczyna się tak naprawdę od nowa. Zwłaszcza że mamy do czynienia z nowymi rodzajami wrogów, których łatwo również wykorzystać w dziele destrukcji.

Mara zawsze wygrała

To wszystko jest dla mnie świeżym doświadczeniem, ponieważ pokazało jak granie czasami potrafi być męczące. Ghostrunner walczy o moją uwagę uczciwie. Po każdej śmierci, powrót do zabawy jest niemalże natychmiastowy. Punkty kontrolne są również rozstawione tak często, żebym przypadkiem się nie sfrustrował. Po ukończeniu poziomu jednak, spada we mnie taki kamień z serca, że to całe zmęczenie kumuluje się w jedną dawkę, sprawiającą iż w większości wypadków zamykałem aplikację na PlayStation 5.

Doceniam jednocześnie to, jak wypolerowanym, ekskluzywnym produktem jest Ghostrunner. Niewiele robi się już takich indyków, które zakrawają jakością o poziom gry ze średnim budżetem. Być może też stąd pojawiła się decyzja o sprzedaży marki. Tytuł gościł już w PlayStation Plus, Twitch Prime, a samodzielnie sprzedał ponad milion egzemplarzy. Jak na debiut małej gry – fantastyczny wynik.

Liczę więc, że uda mi się pokonać Marę. Wtedy na pełnej wprawie, usiądę do PROJECT HEL, by pokierować wojowniczką ku chwale kluczniczki. W moim uniwersum, ona jednak wygrywa za każdym razem. Jeden krok w przód, dwa do tyłu. Jeżeli jednak macie więcej samozaparcia, to będzie jeden z najlepszych tytułów, w jaki zagracie przez najbliższe lata – łącznie z rozszerzeniem.

Gameplay

Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy agencji Better.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.

Avatar photo
Moim marzeniem zawsze było mówić i pisać o grach. Z zazdrością patrzyłem na redaktorów wielkich gazet oraz Hypera, dlatego teraz robię wszystko by być jak moi idole. Choć moim konikiem są wyścigi i platformówki, staram się coraz częściej wychodzić z giereczkowej strefy komfortu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Scroll to top