Granblue Fantasy: Relink – Endless Ragnarok – Recenzja (PC). Czy warto wrócić na Wyspy Niebios?

Gra dostępna na:
NS2
PC
PS5
XSX
Grafika promocyjna gry Granblue Fantasy: Relink ze wszystkimi głównymi bohaterami i logiem gry na fioletowo-niebieskim tle.
Marcin Ćwiek
Marcin Ćwiek

Kiedy w lutym 2024 roku na rynku zadebiutowało Granblue Fantasy: Relink, mało kto spodziewał się, że produkcja o tak burzliwej historii stanie się jedną z największych niespodzianek wśród gier akcji ostatnich lat. Połączenie dynamiki japońskich Action-RPG z systemem polowań na potwory oraz świetnym rozwojem postaci sprawiło, że gracze spędzili w świecie Wysp Niebios setki godzin. Naturalną kontynuacją tego sukcesu stało się rozszerzenie Endless Ragnarok, które obiecywało jeszcze więcej trudniejszych starć i powodów do dalszej zabawy. Warto jednak od razu podkreślić, że nie mówimy tu o samodzielnym tytule – to klasyczny dodatek do podstawki, który do uruchomienia wymaga nie tylko posiadania głównej gry, ale też spędzenia na Wyspach Niebios dziesiątek godzin na przygotowaniu drużyny.

Szybko okazało się jednak, że Cygames obrało bardzo konkretny kierunek – to nie był klasyczny dodatek fabularny, lecz pakiet zawartości stworzony z myślą o weteranach szukających ekstremalnej optymalizacji buildów. Choć fundament Relinka pozostał niezwykle mocny, twórcy skupili się niemal wyłącznie na końcowej fazie rozgrywki. Dla jednych było to idealne rozwinięcie gry, dla innych zaś dowód na to, że seria coraz mocniej przesuwała się w stronę niekończącego się szlifowania statystyk kosztem klasycznej przygody.

Powrót do świata Wysp Niebios

Zanim przejdziemy do samego dodatku, warto przypomnieć, czym właściwie było Granblue Fantasy: Relink. Produkcja nie jest klasycznym RPG z otwartym światem, lecz samodzielną historią osadzoną w niezwykle popularnym uniwersum Granblue Fantasy, znanym z gry mobilnej oraz adaptacji anime i mangi. Cygames zadbało o to, aby nowi gracze mogli rozpocząć przygodę bez znajomości wcześniejszych wydarzeń, osadzając akcję w nowym dla serii regionie Zegagrande – fantastycznym świecie unoszących się w przestworzach wysp. Wcielając się w Grana lub Djeetę, wraz z tajemniczą Lyrią i wierną Kataliną, przemierzamy kolejne krainy na pokładzie statku Grandcypher, by odnaleźć legendarną wyspę Estalucia oraz rozwikłać tajemnicę wiadomości pozostawionej przez ojca głównego bohatera. Historia w Zegagrande Skydom, gdzie załoga zostaje wciągnięta w konflikt z Imperium Avia i odkrywa zagrożenie ze strony pradawnych istot, to klasyczna opowieść o przyjaźni i poświęceniu, która nie próbuje przewracać gatunku fantasy do góry nogami.

Kadr z rozgrywki. Dynamiczna walka, wojowniczka wykonuje potężny, błyskawiczny atak na grupę wrogów.

Jej największą siłą okazał się jednak sposób prowadzenia bohaterów – załoga Grandcyphera jest sercem całej historii, a każda postać otrzymała wystarczająco dużo miejsca, by zaprezentować swój charakter i relacje, dzięki czemu szybko zaczęła przypominać prawdziwą ekipę, z którą chcemy spędzać czas. Duża w tym zasługa świetnego tempa podstawowej kampanii, która idealnie balansowała spokojniejsze fragmenty z widowiskowymi starciami przeciwko ogromnym przeciwnikom, co ułatwiało zaangażowanie się w losy drużyny. I właśnie na tym tle najlepiej widać różnicę pomiędzy podstawką a Endless Ragnarok. Dodatek wrócił do tego samego świata, ale diametralnie zmienił priorytety: przygoda ustąpiła miejsca wyzwaniom, a opowieść stała się przede wszystkim drogowskazem prowadzącym do kolejnych aktywności.

Endless Ragnarok – historia schodzi na drugi plan

Rozszerzenie rozpoczyna nowy rozdział przygód załogi Grandcyphera. Bohaterowie ponownie zostają wciągnięci w wydarzenia związane z zagrożeniem dla Wysp Niebios, mierząc się z przeciwnikami przewyższającymi wyzwania znane z podstawowej kampanii. Fani uniwersum Granblue Fantasy otrzymują kolejną porcję charakterystycznego klimatu, efektowne sceny oraz kilka interesujących momentów fabularnych. Szybko można jednak zauważyć, że tym razem historia nie znajduje się na pierwszym planie. Fabuła pełni przede wszystkim rolę łącznika pomiędzy kolejnymi aktywnościami endgame’owymi, prowadząc gracza od jednego wyzwania do następnego i stopniowo odblokowując nowe możliwości rozwoju. W porównaniu z podstawową kampanią bohaterowie otrzymują znacznie mniej czasu na budowanie relacji. Tam, gdzie wcześniej rozmowy pozwalały złapać oddech przed kolejną wielką bitwą, tutaj narracja szybciej ustępuje miejsca walce. Kolejne wydarzenia są sprawnie poprowadzone, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że pełnią bardziej funkcję wprowadzenia do nowych systemów niż samodzielnej historii.

Walka z bossem. Grupa czterech graczy atakuje potężnego, skrzydlatego smoka ze złotymi akcentami w kamiennym kanionie.

Fani świata Granblue Fantasy znajdą tutaj kilka ciekawych momentów, a sam dodatek dobrze wpisuje się w klimat uniwersum. Cygames nadal świetnie rozumie charakter swoich bohaterów i potrafi stworzyć widowiskowe sceny, które przypominają, dlaczego podstawowa wersja gry zdobyła tak dużą sympatię. Różnica polega jednak na proporcjach: Endless Ragnarok nie próbuje opowiedzieć drugiej wielkiej przygody. To rozszerzenie skierowane do osób, które po zakończeniu głównej historii nie chciały jeszcze odkładać gry na półkę. Fabuła istnieje, spełnia swoją funkcję i dostarcza efektownych momentów, ale prawdziwym centrum dodatku pozostaje walka oraz rozwój drużyny. Widać to szczególnie po konstrukcji nowych aktywności, zaprojektowanych z myślą o wielokrotnym powtarzaniu. W pierwszej części chcieliśmy walczyć, ponieważ sama droga była przyjemna – poznawanie mechanik, opanowanie postaci i pokonywanie bossów dawały ogromną satysfakcję. W rozszerzeniu walka coraz częściej staje się sposobem na zdobycie kolejnego ulepszenia, materiału lub poziomu rozwoju. Nie oznacza to, że ten kierunek jest zły, ale Endless Ragnarok wyraźnie określa swoją grupę odbiorców: to dodatek dla weteranów, a nie dla graczy oczekujących kolejnego pełnoprawnego rozdziału historii.

Rozgrywka – kiedy świetna walka zaczyna przegrywać z liczbami

Jeżeli jest jeden element, który od początku do końca pozostaje największą siłą Granblue Fantasy: Relink, jest nim system walki. Cygames stworzyło jedną z najbardziej satysfakcjonujących mechanik Action-RPG ostatnich lat, łącząc szybkość charakterystyczną dla japońskich gier akcji z przygotowaniem drużyny, doborem wyposażenia i taktycznym podejściem znanym z produkcji nastawionych na polowanie na potężne bestie.

Zbliżenie na postać. Mężczyzna o białych włosach i kocich uszach, w czarnej kurtce, trzymający strzelbę na pustynnym tle.

Największą zaletą tego rozwiązania jest różnorodność bohaterów. Każda postać została zaprojektowana tak, aby oferować zupełnie inne doświadczenie. Gran pozostaje wszechstronnym wojownikiem, Katalina łączy defensywę z lodowymi atakami, Siegfried wymaga perfekcyjnego wyczucia rytmu, a Narmaya, Zeta czy Vaseraga całkowicie zmieniają sposób prowadzenia walki. To właśnie ta różnorodność sprawia, że nawet po ukończeniu kampanii trudno całkowicie rozstać się z grą – zawsze można spróbować swoich sił innym bohaterem lub znaleźć skuteczniejszy sposób na konkretnego przeciwnika. Fundament walki działa znakomicie: perfekcyjny unik, odpowiednie wykorzystanie zdolności czy wspólne wykonanie Chain Burst wciąż potrafią dostarczyć ogromnej satysfakcji.

Właśnie dlatego niektóre decyzje projektowe w Endless Ragnarok mogą budzić mieszane uczucia. Zamiast rozwijać walkę poprzez jeszcze bardziej kreatywne wyzwania, dodatek momentami skupia się przede wszystkim na zwiększaniu wymagań sprzętowych. Na najwyższych poziomach trudności coraz większą rolę zaczynają odgrywać odpowiednio dobrane Sigile, wysoki Damage Cap oraz perfekcyjnie zoptymalizowany ekwipunek. Sama znajomość mechanik przeciwnika nadal jest ważna, ale coraz częściej równie istotne staje się pytanie, czy nasza drużyna posiada odpowiednio wysokie statystyki. Po pewnym czasie zmienia się sposób myślenia o starciach: zamiast zastanawiać się, jak lepiej wykorzystać możliwości bohatera, zaczynamy analizować liczby. Walka pozostaje największą zaletą gry, ale dodatek sprawia, że chwilami schodzi ona na drugi plan względem otoczki związanej z optymalizacją.

Conflux – ciekawy pomysł, który szybko zamienia się w rutynę

Największą nowością Endless Ragnarok jest tryb Conflux, który miał zaoferować świeże spojrzenie na końcową fazę rozgrywki. Połączenie elementów roguelite z systemem walki Relinka wydawało się bardzo naturalnym kierunkiem, biorąc pod uwagę, że produkcja Cygames od początku opierała się na krótkich, intensywnych starciach.

Spektakularny atak ognia. Olbrzymi, płonący potwór wykonuje dewastujące uderzenie w ziemię, tworząc fale lawy na arenie.

Pierwsze podejścia do Conflux potrafią sprawić sporo frajdy. Nigdy nie mamy pełnej pewności, jakie bonusy otrzymamy lub z jakimi przeciwnikami przyjdzie nam się zmierzyć. Czasami przypadkowy zestaw ulepszeń pozwala stworzyć konfigurację, której normalnie nigdy byśmy nie wypróbowali. Problem w tym, że z czasem magia tego trybu zaczyna słabnąć. Po kilkunastu godzinach schemat staje się bardzo znajomy: eliminujemy grupy przeciwników, wybieramy ulepszenia i przygotowujemy się do finału. Sama konstrukcja nie jest wadliwa, ale brakuje jej większej liczby zmiennych, które sprawiałyby, że każda próba byłaby rzeczywiście wyjątkowa. Losowość wpływa na przebieg rozgrywki, ale rzadko całkowicie zmienia sposób, w jaki podchodzimy do walki. Z czasem zaczynamy mniej myśleć o tworzeniu ciekawych połączeń, a bardziej o tym, ile jeszcze razy musimy przejść dany etap, aby zdobyć materiały potrzebne do kolejnego ulepszenia. I tutaj najlepiej widać filozofię całego dodatku: Cygames stworzyło mnóstwo systemów zachęcających do dalszej gry, ale granica pomiędzy świadomym ulepszaniem postaci a mechanicznym powtarzaniem aktywności jest wyjątkowo cienka.

Endgame – raj dla fanów farmienia

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że właśnie tutaj Endless Ragnarok może trafić w oczekiwania wielu graczy. Jeżeli ktoś pokochał podstawowe Granblue Fantasy: Relink za możliwość ciągłego ulepszania drużyny, zdobywania lepszego wyposażenia i mierzenia się z trudniejszymi przeciwnikami, rozszerzenie będzie bardzo mocnym przedłużeniem tej przygody. Cygames doskonale wiedziało, do kogo kieruje ten dodatek – to zawartość dla graczy, którzy traktują rozwój bohatera jako główną część zabawy. Dla nich kolejne poziomy trudności i możliwość dopracowania postaci do perfekcji mogą zapewnić dziesiątki godzin rozgrywki.

Widok menu gry. Ekran "Lyria's Journal" (Dziennik Lyrii) w stylu fantasy, z podświetloną opcją "Glossary" (Słownik) i ilustracją różowego dziennika oraz małych postaci chibi.

Właśnie dlatego trudno jednoznacznie nazwać tę filozofię błędem. Gry nastawione na długoterminowy rozwój zawsze balansują pomiędzy satysfakcjonującym postępem a monotonią. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy nagroda przestaje być dodatkiem do dobrej zabawy, a zaczyna być jedynym powodem, dla którego uruchamiamy kolejną misję. Po pewnym czasie znaczenie zaczynają mieć tylko liczby. Czy Damage Cap jest wystarczająco wysoki? Czy konfiguracja Sigili zapewnia maksymalną skuteczność? Dla jednych będzie to naturalna ewolucja systemu RPG; dla innych – moment, w którym widowiskowe Action-RPG zaczyna przypominać bardziej arkusz kalkulacyjny niż przygodę. I właśnie ta granica jest najważniejszym tematem całego dodatku: Endless Ragnarok nie niszczy tego, co było dobre, ono po prostu przesuwa środek ciężkości. Mniej liczy się sama droga, a bardziej końcowy wynik.

Rozwój postaci – więcej możliwości, ale mniej miejsca na eksperymenty

Cygames rozbudowało system progresji poprzez nowe mechaniki, przede wszystkim Master Traits oraz dalszy rozwój uzbrojenia za pomocą Weapon Transcendence. Na papierze jest to bardzo naturalny krok dla gry, która od początku zachęcała do tworzenia silniejszych bohaterów. Master Traits pozwalają dokładniej specjalizować postacie, wzmacniając konkretne statystyki, a Weapon Transcendence sprawia, że ulubiona broń może pozostać przydatna na późniejszych etapach rozgrywki, zamiast być całkowicie wymienianą na nową.

Portret pięciu głównych bohaterów wykonujących wspólny, zsynchronizowany atak typu Burst z napisem "PRIMAL BURST".

Te systemy same w sobie są dobrym kierunkiem. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy wejdziemy głębiej w najwyższe poziomy trudności. Tam swoboda stopniowo ustępuje miejsca efektywności. Na początku można pozwolić sobie na nietypowe konfiguracje, grać ulubioną postacią i korzystać z mniej popularnych umiejętności, ciesząc się walką. Jednak endgame szybko pokazuje, które rozwiązania są najbardziej opłacalne. Niektóre zestawy wyposażenia dominują nad innymi, co w przypadku Relinka jest bardziej odczuwalne niż w podstawowej wersji gry. Dodatek nadal pozwala eksperymentować, ale im wyżej wspinamy się w strukturze endgame’u, tym bardziej gra sugeruje jeden konkretny kierunek rozwoju. Ostatecznie najważniejsze stają się skuteczność i liczby.

Bossowie i przeciwnicy – więcej wyzwań, ale nie zawsze więcej pomysłów

Jednym z największych atutów podstawowego Granblue Fantasy: Relink były starcia z bossami. Cygames świetnie rozumiało, że przeciwnik nie może być jedynie ogromnym paskiem zdrowia do opróżnienia; najlepsze potyczki wymagały obserwowania ruchów, reagowania oraz współpracy całej drużyny. To właśnie dzięki temu wiele starć zapadało w pamięć – zwycięstwo było wynikiem nauki mechanik, a nie wyłącznie odpowiedniego poziomu ekwipunku.

Antagonista w złotej zbroi siedzi na tronie na tle dramatycznego, ciemnego nieba z rozbłyskami światła.

Endless Ragnarok próbuje podnieść poprzeczkę i w wielu miejscach robi to skutecznie. Nowe wyzwania potrafią być wymagające, efektowne i zmuszają gracza do lepszego poznania możliwości swojej drużyny. Cygames nadal ma ogromne wyczucie przy projektowaniu widowiskowych pojedynków: ogromne eksplozje, spektakularne animacje i dziesiątki efektów wypełniają ekran, dając poczucie walki z przeciwnikiem godnym finału wysokobudżetowego anime. Nie wszystkie pomysły wypadają jednak równie dobrze. Część nowych wyzwań zwiększa poziom trudności głównie poprzez wymagania dotyczące przygotowania bohatera. Przeciwnicy są bardziej wytrzymali, posiadają dodatkowe mechaniki kontrolujące tempo walki i wymagają większej precyzji, ale nie zawsze oznacza to bardziej interesujące starcie. Momentami można odnieść wrażenie, że gra bardziej sprawdza cierpliwość gracza niż jego umiejętności. Największym problemem nie jest sama trudność, lecz fakt, że wyzwanie wynika bardziej z konieczności długiego przygotowania niż z potrzeby nauczenia się nowych mechanik. Mimo wszystko fundament pozostaje świetny – Endless Ragnarok po prostu nie zawsze wykorzystuje pełny potencjał systemu stworzonego przez Cygames.

Grafika i technikalia – jedna z najpiękniejszych gier anime ostatnich lat

Jeżeli jest jeden element, któremu Granblue Fantasy: Relink – Endless Ragnarok absolutnie nie można niczego zarzucić, jest nim oprawa wizualna. Cygames od początku udowadniało, że doskonale rozumie, jak przenieść estetykę anime do wysokobudżetowej produkcji akcji. Nawet po premierze podstawowej wersji gry, Relink nadal pozostaje jednym z najładniejszych przedstawicieli swojego gatunku. Największą siłą oprawy jest spójność artystyczna. To nie jest przypadek gry, która próbuje zachwycać wyłącznie liczbą efektów czy technologicznymi sztuczkami. Styl cel-shadingu, szczegółowe modele postaci, animacje ruchów oraz kolorystyka tworzą świat wyglądający jak interaktywny film. Każdy bohater posiada własny język wizualny, a ataki specjalne potrafią zamienić zwykłą potyczkę w widowiskową scenę rodem z finału dużej produkcji animowanej.

Eksploracja świata. Widok z trzeciej osoby na bohatera stojącego na pokładzie latającego statku pod błękitnym niebem.

Dotyczy to również nowych elementów. Endless Ragnarok nie próbuje rywalizować skalą z największymi otwartymi światami, ale tam, gdzie skupia się na walce, pokazuje pełnię możliwości silnika. Ogromni przeciwnicy, dziesiątki efektów jednocześnie i dynamiczne animacje sprawiają, że nawet najbardziej chaotyczne starcia pozostają czytelne. To szczególnie ważne, ponieważ w endgame’owych potyczkach na ekranie dzieje się naprawdę dużo – umiejętności bohaterów, ataki obszarowe bossów oraz efekty Chain Burst wypełniają pole bitwy, a mimo to gra bardzo rzadko traci kontrolę nad tym widowiskiem.

Zbliżenie na głowę potężnego, czarnego smoka z płonącymi czerwonymi oczami i jasnym punktem światła w pysku.

Pod względem technicznym trudno znaleźć powody do narzekania. Relink jest produkcją bardzo dobrze zoptymalizowaną zarówno na PC, jak i na konsolach. Stabilna liczba klatek na sekundę, szybkie czasy ładowania oraz płynność animacji sprawiają, że nawet wielogodzinne sesje nie męczą technicznie. Nie oznacza to jednak, że dodatek wykorzystuje cały potencjał świata. Największy niedosyt pozostawia projekt lokacji. Podstawowa wersja gry również nie była klasycznym RPG z otwartą eksploracją, ale poszczególne krainy miały wyraźniejszy charakter. W przypadku Endless Ragnarok większy nacisk położono na funkcjonalność: lokacje są piękne i świetnie przygotowane pod starcia, ale częściej sprawiają wrażenie aren niż prawdziwych fragmentów świata. To paradoksalne, ponieważ uniwersum aż prosi się o większą eksplorację, jednak Cygames zdecydowało się skupić na tym, co działa najlepiej – walce. Trudno mieć do twórców o to pretensje, ale pozostaje świadomość, że ten świat mógłby zaoferować znacznie więcej.

Muzyka – epicki rozmach, który z czasem ginie w powtarzalności

Ścieżka dźwiękowa od zawsze była jednym z najważniejszych elementów Granblue Fantasy: Relink. Cygames nie potraktowało muzyki jako zwykłego dodatku do starć; kompozycje od początku miały budować skalę wydarzeń i podkreślać charakterystyczną dla japońskich RPG-ów mieszankę fantazji, emocji oraz patosu. Za muzykę odpowiada przede wszystkim Tsutomu Narita, kompozytor związany z serią, który współpracował również z Nobuo Uematsu. Ich doświadczenie słychać w każdym większym utworze. Motywy bitewne mają energię, orkiestralne aranżacje budują poczucie skali, a spokojniejsze fragmenty oddają atmosferę podróży.

Zrzut ekranu z rozgrywki. Bohater otwiera skrzynię ze skarbami na drewnianym pomoście w wiosce rybackiej; widoczny interfejs użytkownika z informacjami o drużynie.

Podczas pierwszego przejścia trudno nie docenić tego, jak dobrze ścieżka dźwiękowa wzmacnia najważniejsze momenty. Wielkie starcia z bossami zyskują dzięki niej intensywność, a kolejne fazy walki robią jeszcze większe wrażenie. Z czasem pojawia się jednak efekt uboczny konstrukcji Endless Ragnarok. Muzyka, która podczas pierwszego spotkania potrafi zachwycić, po kilkudziesięciu powtórzeniach zaczyna pełnić bardziej użytkową funkcję. Nie jest to wada samych kompozycji – wiele utworów stoi na bardzo wysokim poziomie – lecz wynika to z faktu, że dodatek opiera się na ciągłym powtarzaniu tych samych aktywności. Najlepsza muzyka w grach często działa dlatego, że jest związana z konkretnym doświadczeniem. W przypadku Endless Ragnarok częstotliwość powtarzania sprawia, że nawet świetne kompozycje częściowo tracą swoją wyjątkowość. To jednak bardziej komentarz do konstrukcji dodatku niż krytyka samej ścieżki dźwiękowej. Muzycznie Relink nadal pozostaje jednym z najmocniejszych Action-RPG ostatnich lat.

Podsumowanie – świetna walka zamknięta w pętli endgame’u

Granblue Fantasy: Relink – Endless Ragnarok jest rozszerzeniem bardzo specyficznym – nie jest to klasyczny dodatek oferujący nową wielką historię czy rozbudowę świata, lecz pakiet zawartości skrojony pod graczy, którzy po ukończeniu podstawki wciąż chcieli walczyć, rozwijać bohaterów i doskonalić swoje drużyny. Trzeba przyznać, że pod tym względem dodatek w pełni spełnia swoje zadanie; dzięki nowym systemom progresji i wymagającym wyzwaniom, fani polowania na potężnych przeciwników oraz szlifowania idealnych buildów otrzymują ogromną porcję zawartości, na którą trudno narzekać.

Wspólny portret całej głównej drużyny siedmiu bohaterów, stojących razem na tle malowniczej wioski.

Problem pojawia się jednak z perspektywy osoby oczekującej pełnoprawnej przygody RPG, ponieważ Endless Ragnarok zapomina o fundamentach, dzięki którym podstawowa wersja gry działała tak dobrze. O ile w oryginale walka stanowiła nagrodę samą w sobie, pchając nas do odkrywania kolejnych fragmentów historii i nowych lokacji, o tyle w dodatku staje się ona głównie narzędziem do zdobywania kolejnych materiałów, poziomów broni czy statystycznych bonusów. Dla części graczy będzie to idealna formuła, zapewniająca setki godzin analizowania buildów, jednak dla pozostałych zabraknąć może tego najważniejszego elementu: poczucia przygody.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Reddicie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do testów dziękujemy firmie Cygames.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Marcin Ćwiek
Imperator krainy jeży, pasjonat ciężkiej muzyki, gracz i obieżyświat. Cześć! Mam na imię Marcin i uwielbiam grać oraz gotować, podróżować, aktywnie spędzać czas z moją kochaną rodzinką. Za dnia jestem ojcem oraz menadżerem hostelu w centrum Gdańska, w nocy zaś zakładam kocyk i ratuję wirtualne światy 😄 Gram na wszystkim i nie lubię wojen konsolowych!
Scroll to top