Jeśli oglądaliście kiedyś Matrixa, chcieliście prawdopodobnie, niczym Neo, odkryć, kim jest Morfeusz i czym w ogóle jest Matrix. Problem w tym, że kiedy już to wiecie, dociera do was, że ignorancja jednak byłaby lepsza. Z HackHubem jest podobnie.
Zostań hakerem, bo to świetna decyzja!
Koncepcyjnie ta gra jest niezwykle prosta. To czysty symulator hakowania, a cała rozgrywka toczy się na pulpicie prostego komputera z systemem łudząco przypominającym Linuksa. Zamiast standardowych aplikacji dostajemy narzędzia do inwigilacji, wyłudzania danych i skanowania informacji, za pomocą których realizujemy zadania osadzone w dość specyficznym, ale bardzo na czasie, wątku fabularnym o wielkiej inwigilacji.

Przykładowe zlecenie? Wyciągnięcie hasła do serwisu Twotter i opublikowanie kompromitującego wpisu, włamanie na konto bankowe i kradzież pieniędzy albo wykradzenie egzaminu profesorowi. Wszystko to robimy za pomocą komend wpisywanych według konkretnych schematów, i to wcale nie na niby. Część z nich jest naprawdę autentyczna, ponieważ podobnych musimy używać na co dzień w systemach z rodziny Linux, więc gra ma realną wartość edukacyjną, a nie stanowi jedynie fabularnej atrapy terminala. Popełnicie błąd? Zobaczycie to od razu na ekranie. Jednych graczy to odrzuci, innych zmotywuje do większej precyzji. Sam popełniłem takich błędów sporo, więc wierzcie mi na słowo. Jedna literówka potrafi bardzo mocno namieszać, ale paradoksalnie zwiększa to immersję i uświadamia, jak ważna w tym zawodzie oraz w tej grze jest żelazna dokładność.

Progresja stoi tu na prostym, ale niezwykle skutecznym fundamencie. Im dalej zajdziemy, tym zadania stają się bardziej złożone, a w części z nich całkowicie znikają podpowiedzi. To realny test tego, czy faktycznie rozumiecie sposób działania wpisywanych wcześniej komend, a nie tylko to, czy potraficie je odtworzyć z pamięci. Podobnie wygląda kwestia z warstwą wizualną. Design jest przerysowany, ale wciąż czytelnie nawiązuje do prawdziwego Linuksa, a kolejne funkcje i aplikacje odblokowują się stopniowo wraz z postępem misji, więc pulpit rośnie i rozwija się razem z wami.
Nieokrzesany diament?
Trochę tak, chociaż w HackHubie zdecydowanie jest co robić. Swój kontakt z tytułem zaczynałem jeszcze w fazie wczesnego dostępu. Tłumaczyło to wtedy pewne błędy, takie jak kiepskie tłumaczenie, zablokowaną wiadomość w komunikatorze Kisscord czy brak działającego pełnego ekranu mimo włączonej opcji w ustawieniach. Dzisiaj mówimy już jednak o pełnoprawnej premierze. Twórcy wzięli sobie uwagi graczy do serca i na bieżąco łatali produkcję, dzięki czemu najgorsze niedociągnięcia to w większości przeszłość. Taka zaktualizowana i dopracowana wersja z pewnością przekona do siebie znacznie więcej osób. Faktem jednak pozostaje, że idea samej rozgrywki bywa niezwykle hermetyczna i specyficzna.

Jeśli graliście kiedyś w Uplink albo Hacknet i te gry bardzo wam siadły, to tutaj dostajecie coś odświeżającego. Całość zbudowano na podobnym fundamencie, więc powinniście się świetnie bawić. HackHub kosztuje na Steamie około 54 złote.
Kupować czy nie kupować?
Jeśli macie od czegoś zacząć zabawę z symulatorami hackingu i chcecie, choć na chwilę, poczuć się jak prawdziwy specjalista od cyberbezpieczeństwa, to ta gra jest idealna dla was. Tytuł ten znajdzie swoich odbiorców nawet wśród osób niekoniecznie zafascynowanych technologią, a przy okazji może zwiększyć ich świadomość bezpieczeństwa cyfrowego jako zwykłych użytkowników. W dzisiejszych czasach nie pozostaje to bez ogromnego znaczenia.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.

