Kreatywność i pasja na CD-Action EXPO. Część pierwsza przeglądu gier ze strefy indie

grafika promocyjna zapowiadająca pokaz gier „INDIE MANIA SHOW”, który odbędzie się w ramach wydarzenia „CD-ACTION EXPO”. Na jaskrawym, fioletowo-różowym tle oświetlającym sylwetki zgromadzonej publiczności umieszczono duży, żółty napis tytułowy. Na dole widoczne jest logo „CD-ACTION EXPO”, a po prawej stronie informacja o gospodarzu: „Hosted by FORNIXA GAMES” wraz z jego logotypem. Wokół całej kompozycji unoszą się dodatkowo rozmyte, pomarańczowe elementy trójwymiarowe.
Marcin Ćwiek
Marcin Ćwiek

Tegoroczne CD-Action EXPO przyciągnęło fanów wirtualnej rozrywki wieloma zróżnicowanymi atrakcjami, jednak dla naszej redakcji jednym z najważniejszych punktów programu była strefa gier niezależnych. To właśnie tam, pośród dziesiątek stanowisk, można było bezpośrednio poczuć ogromną pasję twórców oraz zobaczyć, jak świeże pomysły i nieszablonowe mechaniki nabierają realnych kształtów.

Spędziliśmy w tej przestrzeni wiele godzin, rozmawiając z deweloperami i testując przygotowane przez nich wersje demonstracyjne. Przekrój ogranych przez nas tytułów okazał się niezwykle szeroki – od projektów stawiających na nostalgiczną oprawę, przez unikalne gry RPG, aż po dynamiczne zręcznościówki. W poniższym materiale – będącym pierwszą częścią naszego podsumowania – zebraliśmy najciekawsze odkrycia oraz wrażenia z prezentowanych produkcji, które podczas targów szczególnie zapadły nam w pamięć.

Inconceivable Rat Endeavour (Seven Rats)

Humorystyczna i celowo chaotyczna grafika promocyjna. Po prawej stronie znajduje się duży, złośliwie patrzący szary szczur z wystającymi zębami. Obok niego rozciąga się różowy wir, w którym wirują dziesiątki drobnych obiektów: kawałki żółtego sera, małe myszy, monety, klucze, miecz, topór, a nawet zielony jaszczur. W centrum widnieje tytuł „INCONCEIVABLE RAT ENDEAVOUR”, a na samej górze żółty, odręczny napis „Play my game plz”.

Nietuzinkowa gra logiczna na planszy z sześciokątów. Wciel się w parszywego szczura, rozwiązując szalone i niestandardowe zagadki obracając pola na sześciokątnej planszy.

YouTube player

Dawid

„Szczurek” (bo tak nazwałem w głowie tę grę) zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. W głównej mierze dlatego, że patrząc z boku na ludzi ogrywających Inconceivable Rat Endeavour, ta wydawała mi się bajecznie prosta. Nic bardziej mylnego. Obracanie hexami tak, by przenieść szczura w konkretne miejsce, brzmi jak łatwe do wykonania zadanie, ale tak nie jest.

Dochodzi do tego uważne obserwowanie otoczenia oraz wrogów, których również możemy obracać. Każdy etap zwiększał poziom trudności, dokładając kolejną cegiełkę w postaci dodatkowego elementu, tym samym komplikując zadanie. Krótki, choć intensywny kontakt z Inconceivable Rat Endeavour utwierdził mnie w przekonaniu, że jest to tytuł wart uwagi dla każdego fana gier logicznych.

God Machines (Fornixa Games)

Minimalistyczny logotyp gry przedstawiony na jednolicie czarnym tle. Składa się z białego, nowoczesnego i geometrycznego napisu „GOD MACHINES” oraz umieszczonego nad nim białego sygnetu w kształcie sześcioboku, wewnątrz którego znajduje się wyraźna, czerwona kropka.

Wciel się w bezlitosną sztuczną inteligencję w turowej grze RPG. Zbieraj zasoby, aby wybudować swoją infrastrukturę, zmontuj oddział zabójczych bojowników i wyślij ich, aby odkryli sekrety wrogiego świata skażonego przez biologiczne życie.

YouTube player

Dawid

God Machines to specyficzna gra, która stylem graficznym i walką przypomina Darkest Dungeon przeniesione do postapokaliptycznych realiów. Na tyle czasu, na ile udało mi się z nią spędzić, muszę przyznać, że tytuł zapowiada się całkiem przyzwoicie. Dosłowne tworzenie żołnierzy to ciekawy element, który sprawia, że gra wyróżnia się na tle podobnych produkcji. Jedyne, do czego trzeba się przyzwyczaić, to UI, które miejscami nie było zbyt intuicyjne. Przez to zdarzało mi się, że zamiast wyjść np. z ekranu tworzenia żołnierza, wciskając Escape, przenosiłem się do menu głównego.

Sama walka odbywa się tutaj w systemie turowym i na jednej płaszczyźnie, gdzie pojedynkujemy się, wymieniając między sobą ciosy. Nie jest to szczególnie skomplikowany system rozgrywki, ale spełnia swoje zadanie. Mam nadzieję, że w pełnej wersji gry będzie jednak trochę szybszy i bardziej dynamiczny, bowiem walki raziły pewną „ociężałością”, a wyprowadzane ataki nie miały tego impetu, jakiego bym oczekiwał.

Hank: Drowning On Dry Land (My Next Games)

Komiksowa grafika promocyjna na jaskrawoczerwonym tle otoczonym cienką, białą ramką. Po lewej stronie widnieje duży, stylizowany tytuł „HANK DROWNING ON DRY LAND” (w literę „A” w słowie Hank wpisano symbol czerwonego oka). Po prawej stronie przedstawiono z bliska postać w brązowej masce z wielkimi, świecącymi goglami, którą ze wszystkich stron chwytają liczne, tajemnicze ramiona w ciemnych rękawicach z rzemieniami i zegarkami.

Wyobraź sobie Batmana, ale zawsze pijanego i umiejącego podróżować w czasie. Zanurz się w komiksowym świecie Hanka i wydostań się z pułapki Unravelera. Zagraj w niebezpieczną kooperację z samym sobą z przeszłości, manipulując czasem.

YouTube player

Dawid

Co będzie, kiedy skrzyżujemy Batmana z alkoholikiem? Otrzymamy tytułowego Hanka. Superbohatera umiejącego cofać czas, który po kilku głębszych budzi się w opuszczonym kościele i musi uratować zakładnika, zanim wybuchnie bomba.

Hank: Drowning On Dry Land to bardzo krótka, ale treściwa gra, w której mimo niepowodzeń jesteśmy w stanie cofnąć bieg wydarzeń i w ten sposób rozwiązywać każdy kolejny etap zagadki. Musimy uciekać przed psem, dbać, by nasz bohater nie wpadł przypadkiem na samego siebie z przyszłości, uważnie obserwować, co dzieje się na ekranie, i kombinować aż do samego finału. A ten warto zobaczyć na własną rękę, bo jest… oryginalny. Polecam.

Tales From The Arcade: Fartmania (My Next Games)

Kreskówkowy, bąbelkowy logotyp gry „FART MANIA” z mniejszym dopiskiem „TALES FROM THE ARCADE”, umieszczony na tle uproszczonego, fioletowego krajobrazu górskiego. Po prawej stronie widać radosną, uśmiechniętą świnkę z zamkniętymi oczami, ubraną w skórzaną czapkę pilotkę z goglami oraz długi, biały, powiewający szalik.

Zabawna platformówka o poważnym przypadku zespołu jelita drażliwego. Odbijaj się, pierdź i skacz aż do samej stratosfery, by wyrwać swoich przyjaciół prosiaków ze szponów kosmicznych porywaczy.

Ważna Informacja

Wywiad zaczyna się od 8:29

YouTube player

Marcin

Rodzimy rynek gier wideo to nie tylko wysokobudżetowe, monumentalne produkcje, ale też skromniejsze projekty nastawione na bezkompromisową, czystą rozrywkę i humorystyczną odskocznię od codzienności. Doskonałym tego przykładem jest Tales from the Arcade: Fartmania autorstwa bardzo charyzmatycznego Kuby Lisickiego – mikroskopijnego, zręcznościowego tytułu, który opiera się na skrajnie absurdalnym założeniu fabularnym.

Gracze wcielają się w świnię z problemami gastrycznymi, która jako jedyna unika porwania przez kosmitów i za pomocą napędu gazowego próbuje dogonić statek obcych, by uratować resztę stada. Mechanika stanowi tu bezpośrednie, choć uproszczone skrzyżowanie dynamicznego operowania pozycją w stylu Flappy Bird z platformową precyzją i ryzykiem bolesnego upadku znanym z Jump Kinga. Całość okazuje się krótka, niezbyt frustrująca dzięki łaskawym hitboxom oraz ułatwiającym wspinaczkę fasolkom, a pierwszą udaną próbę ratunkową można zamknąć w zaledwie kilkunastu minutach.

Podsumowanie

Spędzone w strefie niezależnej godziny dobitnie pokazały, że siła twórców indie tkwi w ich bezkompromisowości, pasji oraz umiejętności przekuwania najbardziej szalonych pomysłów w niezwykle angażującą rozgrywkę, która potrafi rzucić wyzwanie intelektualne, zaskoczyć klimatem albo po prostu rozbawić do łez. Opisane wrażenia to jednak zaledwie wierzchołek góry lodowej i skromna przystawka przed tym, co działo się na targowych stoiskach, dlatego w nadchodzącej, drugiej części naszego podsumowania wejdziemy jeszcze głębiej w ten gąszcz kreatywności.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Marcin Ćwiek
Imperator krainy jeży, pasjonat ciężkiej muzyki, gracz i obieżyświat. Cześć! Mam na imię Marcin i uwielbiam grać oraz gotować, podróżować, aktywnie spędzać czas z moją kochaną rodzinką. Za dnia jestem ojcem oraz menadżerem hostelu w centrum Gdańska, w nocy zaś zakładam kocyk i ratuję wirtualne światy 😄 Gram na wszystkim i nie lubię wojen konsolowych!
Scroll to top