Jak zapewne wiecie, albo i nie, jestem ogromnym fanem Gwiezdnych wojen. Zapewne właśnie dlatego przypadł mi obowiązek zrecenzowania połączenia planszówki Monopoly z tym właśnie uniwersum, jakim jest Monopoly: Star Wars Heroes vs Villains. Choć trzeba przyznać, że nie był to pierwszy crossover popularnej planszówki, to tym tytułem niespecjalnie byłem zainteresowany i niespecjalnie śledziłem jego losy. Czy kilka godzin spędzonych z grą zmieniło moje postrzeganie wobec niej? Jak zapewne się domyślacie po tytule recenzji – niekoniecznie.

Dawno dawno temu, w odległej galaktyce…
Nie bez przyczyny użyłem tutaj znanego fanom cytatu otwierającego fabularny wątek filmów, seriali i niektórych gier. Nie ukrywam, zrobiłem to świadomie, aby przykuć waszą uwagę. W tej grze fabuły jako takiej jednak nie uświadczycie. To raczej zlepek znanych z filmów wydarzeń przedstawionych w cutscence, które w danym momencie mają jedynie nadać kontekst temu, co dzieje się na planszy. Jakby na to nie patrzeć, jest to w końcu Monopoly, więc nie ma co oczekiwać tu głębokiej historii. Wybieramy drużynę bohaterów składającej się z dwóch lub trzech bohaterów, następnie poruszamy się po planszy, próbujemy zdobyć przewagę nad przeciwnikiem i w zasadzie tyle.
Niech moc być z wami…
Skoro nie ma tutaj rozbudowanej fabuły, to może tytuł broni się rozgrywką? Na papierze jak najbardziej. Gdybym miał z kim grać, tak byłoby prawdopodobnie w praktyce. Niestety rzeczywistość była okrutna: przez kilka godzin spędzonych z tym tytułem, grając z SI, osiem z dziesięciu minut rozgrywki to patrzenie w monitor i próbowanie przyśpieszenia tur pozostałych graczy sterowanych przez komputer, bo niestety każda animacja ruchu wymagała kombinacji klawiszy spacja + backspace, aby ją anulować. Tak właśnie wygląda rozgrywka w trybie „solo vs SI”, gdy zajmujemy tylko jeden slot bohatera jako gracz.
Warto dodać, że można sterować trzema pionkami z własnego zespołu, gdy dodamy siebie jako graczy jednej drużyny. To daje większą sprawczość w rozgrywce, ale mimo wszystko można oczekiwać czegoś więcej. W grze wyraźnie czuć pewien niedosyt, choć trudno jednoznacznie wskazać jego źródło.
Co zasługuje na pochwałę, to fakt, że crossover ten zmienia nieco zasady względem oryginału. Zaznaczę tu, że jest to moja pierwsza styczność zarówno z Monopoly na PC, jak i wszelakimi crossoverami. Gdy w normalnej planszówce staniemy na polu innego gracza — z założenia przeciwnika — musimy mu zapłacić czynsz, w zależności od tego, co znajduje się na tym polu. Tutaj sprawa wygląda inaczej: rywalizujemy między sobą przez rzuty kością i w ten sposób przejmujemy władzę nad polem.
Zamiast stawiać hotele czy domki, budujemy garnizony, które dają nam korzyści defensywne. Kolejnym pozytywnym elementem jest fakt, że każdy bohater faktycznie się czymś wyróżnia, nie tylko modelem. Dla przykładu Darth Vader jako aktywną umiejętność ma możliwość przyzwania szturmowca do lokacji znajdujące się od nas w odległości trzech pól, Hrabia Dooku może wydać 300 kredytów, by wysłać losowego przeciwnika do więzienia, a Chewbacca może przesunąć się do najbliższego przeciwnika i go zaatakować. Pomysły na rozgrywkę są, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia, zwłaszcza jeśli chodzi o samo tempo gry. Mimo to, że jedna partia trwa od sześćdziesięciu do osiemdziesięciu minut.
Oprawa audiowizualna
Jeśli miałbym wskazać najmocniejszy element tej gry, to zdecydowanie byłaby to właśnie oprawa audiowizualna. Nie wiem, czy to efekt tego, że przypomina Wojny Klonów, Rebeliantów czy Bad Batch. Zdecydowanie uderza w te nuty, w które powinna. Dzięki temu utrzymano zapewne niskie wymagania tytułu. W przypadku SFX również nie mam się do czego przyczepić — element ten jest zwyczajnie poprawnie wykonany. Optymalizacja, z racji na niskie wymagania samej gry, nie sprawiła żadnych problemów na moim komputerze. Niestety, z racji posiadania kopii na Ubisoft Connect, nie mogłem sprawdzić, jak ten tytuł sprawuje się na Legion Go S (SteamOS), ale myślę, że ten nie powinien sprawić problemów, jeśli posiadacie go na Steam.
Czy warto zatem zainteresować się Monopoly: Star Wars Heroes vs Villains?
Jak zawsze odpowiedź na takie pytanie może być tylko jedna: to zależy. Tutaj wiele zależy od tego, czy mamy z kim grać w ten tytuł na kanapie lub po sieci – na Steam jest możliwość grania ze znajomymi na jednej kopii gry przy użyciu funkcji Remote Play Together. Wówczas faktycznie rozważyłbym taki zakup w trakcie jakiejś promocji. W przypadku, gdy, tak jak ja, nie macie możliwości grania ze znajomymi, będzie to po prostu strata czasu i pieniędzy. Szczerze mówiąc nie wiem, co musiałoby się zmienić, żeby rozgrywka solo dawała frajdę.
Szkoda, bo to nie jest tak, że w planszówki nie można grać samemu z komputerem. Wszak są takie gry jak np. Talisman czy nasz rodzimy Wiedźmin: Gra przygodowa, przy których grając solo bawiłem się przynajmniej przyzwoicie. W przypadku Monopoly: Star Wars Heroes vs Villains nie kliknęło, mimo iż na papierze było kilka ciekawych rozwiązań. Twórcy ostatecznie chyba nie potrafili ich przekuć w sukces.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.









