Monster Hunter, czyli polowanie na wielkie potwory w gronie znajomych

Do niedawna marka Monster Hunter nie była wcale tak znana, jak mogłoby się wydawać. Pierwsza odsłona ukazała się jeszcze na PlayStation 2, a duży sukces osiągnęła na PlayStation Portable. Kolejne części zaczęły pojawiać się na sprzęcie Nintendo, aż w końcu doczekaliśmy się World, który w sumie zmienił wszystko. Nie tylko przyczynił się do popularyzacji produkcji Capcomu, ale był o wiele bardziej przystępny niż jakakolwiek gra z uniwersum. Dzięki temu sięgnęło po niego wielu graczy, którzy nawet nie słyszeli o tej marce.

Trudne początki

Sam należę do osób, które nie zakochały się w serii ot, tak. Próbowałem kilkukrotnie na PSP, potem na 3DS, a nawet i Wii U. Ciągle coś mi nie pasowało. Irytował mnie system walki, dziwny interfejs, mnóstwo różnych mechanik i podział lokacji na wiele małych kawałków. Niby starcia z wielkimi potworami potrafiły być widowiskowe, to jednak ciągła pogoń za celem i nudne otoczenia nie zachęcały do dalszej zabawy. Choć gra miała swój urok, to jednak ja całkowicie go nie czułem. Przyzwyczajony do innych produkcji, nie mogłem się w ogóle w odnaleźć w świecie wykreowanym przez Capcom. Choć wielu zachwalało i zapraszało do wspólnej zabawy, to u mnie brakowało chęci. Myślałem, że już nie złapie bakcyla na Monster Hunter.

Wszystko zmieniło się wraz z zapowiedzią World. Pierwszy zwiastun wywarł na mnie ogromne wrażenie. Poważniejszy ton całej produkcji, wspaniała oprawa, możliwość gry po sieci i ten żyjący świat. Grę zaprezentowano w taki sposób, że to, czego nie lubiłem, zeszło na drugi plan. Zdawałem sobie sprawę, że UI pewnie będzie trochę przekombinowany, pewne słodkości się pojawią, ale jakoś nie miało to już znaczenia. Tytuł prezentował się naprawdę dobrze i chciałem w niego zagrać jak najszybciej. Nie musiałem jakoś bardzo długo czekać, gdyż „demo” było dostępne na jednej edycji Warsaw Game Show. Szybko się przekonałem, że to będzie produkcja, w której spędzę mnóstwo czasu i tak też się stało. Na samym PS4 mam ponad 100 godzin.

Monster Hunter World to prawdziwy wyjątek

Rzadko zdarza się, że ustawiam grę w rodzimym języku. Głównie dlatego, że wybija mnie to trochę z rytmu i nie pasuje do klimatu. Wyjątkami są seria Uncharted i Wiedźmin, wszystko inne ogrywam po angielsku z ewentualnym lokalnym voice actingiem. Tutaj jednak zdecydowałem się na głos japoński, a wszystko inne ustawiłem na polski. To była naprawdę dobra decyzja. Ludzie odpowiedzialni za lokalizację powinni dostać medal, bo nie brakuje tutaj dobrego humoru, genialnych ksywek postaci i dobrze napisanych opisów. Naprawdę, szczerze polecam Wam taką opcję. Gra nic nie traci z klimatu, a odbiorca co krok się z czegoś śmieje. Kawał solidnej roboty.

Monster Hunter Miauskularny Kucharz

Kiedy przebrnie się przez pierwszy samouczek, ilość informacji zwala z nóg. Crafting, różne rodzaje broni, misje, śledztwa, łapanie ryb, polowania, wydarzenia i wiele więcej. Do tego setki różnych przedmiotów w ekwipunku. Naprawdę można się pogubić. Na szczęście, bawiąc się we własnym tempie, bez większych przeszkód da się wszystkiego nauczyć. Mamy arenę treningową, wiele tutoriali opisujących dane czynności, mechaniki i tym podobne. Zajmuje to trochę czasu, ale nie tyle, aby się zniechęcić. Potem przychodzi moment na wykonywanie zadań, a te, potrafią dostarczyć solidną dawkę adrenaliny. Nawet jeżeli z początku myślimy, że zebranie miodu to kaszka z mleczkiem.

Polowania w co-op

Jeżeli ktokolwiek chce grać w Monster Hunter solo, to nie ma w tym nic złego. Choć twórcy zachęcają do wspólnej zabawy, to ich tytuł został na szczęście w miarę dobrze zbalansowany, aby poradzić sobie samemu. Ja przez wiele godzin bawiłem się samotnie i nie czułem potrzeby uczestniczenia w grupowych zadaniach. Dopiero tak naprawdę, teraz gdy powróciłem do World, ale już na PC, to zachęciłem innych, aby również sprawdzili, co oferuje ta produkcja. Nie miałem żadnej gwarancji, że znajomym się spodoba, ale chyba dopiąłem swego. Chłopaki spędzili już kilka godzin w świecie stworzonym przez Capcom. Z jednym z nich nawet wyruszyłem na kilka polowań, takich prostych, a i tak bawiliśmy się świetnie.

Monster Hunter Walka

Najciekawsze dopiero przed nami, bo naprawdę silne kreatury ukrywają się w dalszych etapach gry, a tam pomocna dłoń będzie na wagę złota. Na PS4 trochę się męczyłem, aby samemu pokonać dane bestie i czasami trzeba było użyć flary, która sygnalizuje wezwanie na pomoc. Obecnie mam już tyle doświadczenia, że wiem, co trzeba robić, choć coś czuję, że dodatek to zmieni. Jego jeszcze nie ruszałem, a pewnie wyzwań tam nie brakuje. Miło jest wraz z grupą powalić jakiegoś kolosa, nawet jeżeli w składzie są całkowicie obcy ludzie. Jestem bardzo ciekaw, czy w nadchodzącym Rise na Nintendo Switch będzie podobnie?

To dopiero początek przygody z Monster Hunter

Rozpoczęło się od World, ale już wiem, że kolejną odsłonę również zakupię. Zresztą wstępny preorder już złożyłem. Demo Monster Hunter Rise utwierdziło mnie w przekonaniu, że deweloper chce rozwijać to, co zaprezentował w omawianej odsłonie. Obawiałem się możliwości konsoli Nintendo, bo ta nie jest tak mocna, jak PS4, XO czy PC, ale twórcy wiedzą, co robią. Nowy MH nie jest ładniejszy, ale oferuje dość wysoki poziom wykonania i tyczy się to wszystkich elementów. Pewne z nich udało się wykonać lepiej niż w World. Na prawdziwe testy przyjdzie jeszcze pora.

Monster Hunter World Potwór

Jeżeli posiadacie Switcha, to koniecznie sprawdźcie to demko. Przynajmniej dowiecie się, czy to w ogóle tytuł dla Was. Dla reszty natomiast mogę jedynie zapewnić, że gwiazda tekstu — Monster Hunter World, to naprawdę świetny tytuł. Nie jest uniwersalny i możecie się od niego odbić, ale warto zaryzykować. W sieci znajdziecie mnóstwo materiałów, z którymi warto się zapoznać. Jeżeli ktoś chciałby zagrać ze mną, to zapraszam na naszego Discorda. Z chęcią wyruszę z Wami na polowanie!

Cześć! Mam na imię Artur i uwielbiam gry wideo niezależnie od platformy. Mimo 30 lat na karku cały czas sprawiają mi radość i liczę, że to się nie zmieni.
Scroll to top