Potworna słodycz. Tom 1 – recenzja mangi. Uroki miłości budzącej bestię

Choć główna bohaterka mangi „Potworna słodycz” jawi się, pod pewnym względem, jako idealna wybranka serca dla niejednego fana Godzilli, właśnie to, co mogłoby takie osoby przyciągać do tej dziewczyny, potrafi być zarazem źródłem niemałego kłopotu. Ba, mowa o wręcz gigantycznej komplikacji, acz – paradoksalnie – nie sposób nie dostrzec w owym problemie nietuzinkowego uroku.

„Potworna słodycz” to cykl azjatyckich komiksów, którego autorką jest Spica Aoki i który zadebiutował na polskim rynku nakładem wydawnictwa Studio JG. Pierwsze skrzypce w przedstawionej historii gra nieśmiała nastolatka Kuroe Akaishi, a codzienność tej panny upływa pod znakiem iście osobliwego zaburzenia. Bo gdy do głosu dochodzą u protagonistki silniejsze emocje, różne części jej ciała nabierają dosłownie potwornych kształtów. Stąd Kuroe woli trzymać się na uboczu, przez co rówieśnicy przyczepiają nieboraczce łatkę dziwoląga. Jednakże tej niepochlebnej opinii nie podziela pewien przystojny kolega ze szkolnej ławy – Arata Minami, którego nad wyraz serdeczne nastawienie wywołuje motylki w brzuchu młodej outsiderki. Szkoda tylko, że – pod wpływem takiej miłosnej bomby emocjonalnej – dziewczyna przeistacza się w ogromną bestię o przydomku Harugon.

Zabawna rzecz o miłości i nie tylko

Pierwszy tom serii daje dobry wgląd w to, czego należy się po niej spodziewać. A mamy tutaj do czynienia z młodzieżową komedią romantyczną, wzbogaconą o elementy fantastyki. Wywołujące uśmiech sceny idą więc w parze z miłosną opowieścią o nastolatkach, która bazuje na uczuciu kiełkującym między szkolną gwiazdą a osobą o cechach szarej myszki i opinii wyrzutka. Komiksowe postacie miewają typowe dla swojego wieku zachowania oraz przemyślenia, zaś momenty zbliżające do siebie główny duet zostały poprzeplatane przeszkodami ku potencjalnemu szczęściu. Niemniej autorka nie ograniczyła się do niewolniczego odtworzenia doskonale kojarzonej przez wszystkich melodii. W zamian dodała wszak do tego rodzaju historii motyw wielkich stworów, określanych jako tzw. kaiju. Ale mimo że ów nieszablonowy zabieg był ryzykownym posunięciem, Spica Aoki zgrabnie i rozbrajająco poradziła sobie z podjętym wyzwaniem, częstując też fanów „potwornych” klimatów stosownymi smaczkami, na czele z nawiązaniem do samej Godzilli.

Co więcej, formuła lekko i pomysłowo podanej rozrywki nie przeszkodziła w poruszeniu jak najbardziej aktualnych kwestii. Losy Kuroe, włącznie z transformacjami dziewczyny w Harugona, można też bowiem odczytać na uniwersalnej płaszczyźnie, odwołującej się do tematu dojrzewania. A jeszcze bardziej widoczny jest na kartach omawianej mangi problem wykluczenia, który ukazano w dwojaki sposób. Z jednej strony, Kuroe stanowi przykład osoby, której, ze względu na pewną dokuczliwą przypadłość, trudno normalnie funkcjonować i która sama próbuje przez to wycofywać się w relacjach międzyludzkich, wiedziona lękiem przed brakiem akceptacji. Z drugiej, większość rówieśników i tak ją odtrąca, wykazując się nietolerancją wobec kogoś, kto odstaje od innych wyglądem czy zachowaniem.

Wyrazista obsada

„Potworna słodycz” nie zawodzi także pod kątem kreacji postaci. Kuroe to dobra, wrażliwa, lecz skryta i przytłoczona krępującym położeniem dziewczyna, u której wiarygodnie nakreślono swoisty mechanizm obronny, polegający na częstym wzbranianiu się przed zbytnim zacieśnianiem kontaktów. Co równie istotne, wzbudza sympatię, podobnie zresztą jak Arata. Życzliwie usposobiony chłopak, który, tak na marginesie, bywa zmęczony własną popularnością, ujmuje postawą wobec protagonistki. Przyznam, że w pewnym momencie nawet mi zaimponował zdecydowaną, aczkolwiek bardzo opanowaną reakcją, by uciąć czyjeś docinki pod adresem Kuroe. Wśród pozostałych postaci, na uwagę zasługuje zwłaszcza nastoletnia Manatsu. Panna ta ma takiego bzika na punkcie potężnych potworów, że obdarza Harugona obsesyjnym uwielbieniem. Lubi też przebierać się za dużą ćmę, co jest ukłonem w stronę znanej z monstrualnego uniwersum Mothry. W pamięć zapada ponadto wesoła, dość zakręcona matka Kuroe, która stara się chronić córkę i akceptuje jej specyficzną dolegliwość.

Estetyka słodkości z pazurkiem

Złego słowa nie napiszę również o warstwie wizualnej. Manga nie dość, że przykuwa wzrok urokliwą kreską, to w dodatku, ilustracje podkreślają sympatyczny nastrój całokształtu. Na szczęście, Spica Aoki nie zapomniała też o tym, by, prócz wszelkich przejawów radości czy wzruszeń, odmalować na obliczach bohaterów mniej pozytywne emocje typu smutek, strach bądź złość, gdy zajdzie odpowiednia potrzeba. Z kolei Kuroe wyróżnia się zadziornymi kosmykami, sterczącymi na jej głowie niczym różki, a także noszeniem generalnie luźnego ubrania, by zakryć ewentualne przeobrażenia pojedynczych części ciała. Natomiast Harugon, czyli alter ego protagonistki, przypomina kultową Godzillę. Owszem, ma wystającą z grzbietu narośl w formie serca i taki kształt dostrzeżemy jeszcze w jego ślepiach, lecz to kolosalna bestia, która budzi należyty respekt groźną aparycją.

Udane otwarcie cyklu

Nie ukrywam, że spodobała mi się „Potworna słodycz”. A przynajmniej jej debiutancki tom, bo kolejne dopiero przede mną. Na pewno zaopatrzę się zatem w następne części, skoro początek serii wywarł na mnie bardzo zachęcające wrażenie. Wprawdzie odnajdziemy w tej komedii romantycznej o nastolatkach dobrze znane motywy, lecz jednocześnie zostały tak umiejętnie wykorzystane, że czuć w owej historii spory powiew świeżości. Oczywiście za sprawą przeszczepienia na dowcipno-miłosny grunt wątku o olbrzymim monstrum podobnym do Godzilli. Dlatego polecam tę mangę nie tylko zwolennikom lekkich opowieści o młodzieńczych porywach serca, lecz także sympatykom kaiju, o ile są otwarci na niesztampowe ujęcie takiej tematyki.

Autorką tekstu jest Julita Plucińska, która prowadzi również swojego bloga crouschynca.blogspot.com.

Scroll to top