Priest Simulator: Vampire Show – recenzja (PS5). Gra zrobiona na 30% możliwości? No i zajebiście!

Gra dostępna na:
PC
PS5
XSX
grafika to dwuwymiarowa, rysunkowa ilustracja przedstawiająca cztery groteskowe postacie stojące blisko siebie na tle ponurego krajobrazu z uschniętymi drzewami i sylwetką budynku pod nocnym niebem. Od lewej strony widzimy postać w ciemnym kapturze i czerwonej masce z czarnymi oczami, następnie bohatera z gładką, niebieską głową w stroju duchownego, postać z głową całkowicie owiniętą białymi bandażami z namalowanym dużym, czerwonym krzyżem, a po prawej stronie znajduje się ksiądz, którego głowa to zwykły ziemniak w małym, niebieskim bircie z prostą, uśmiechniętą miną.
Marcin Ćwiek
Marcin Ćwiek

Polskie studio Asmodev doskonale wiedziało, co robi, serwując nam ten absolutnie unikalny pokaz kontrolowanego kiczu. Priest Simulator: Vampire Show w wersji na PlayStation 5 to growy odpowiednik produkcji tworzonych na legendarne 30% możliwości – i wiecie co? Dokładnie tyle wystarczyło, żeby stworzyć coś genialnego w swojej kategorii. Gra nie bierze jeńców, wjeżdżając z buta w naszą rodzimą popkulturę i bezczelnie czerpiąc z klasyki internetowych memów o Janie Pawle II czy uniwersum legendarnego asa Gwiezdnej Floty od Bartosza Walaszka.

Czeluście piekielne kontra polska wieś

Fabuła to czysta, niczym nieskrępowana abstrakcja zaprezentowana jako rasowy mockumentary, czyli udawany dokument telewizyjny. Wcielamy się w postać Orloka – wampira, który prosto z piekielnych czeluści zostaje zesłany do totalnie odciętej od świata polskiej wsi San de Ville. Szybko okazuje się, że jedyną drogą do przetrwania i powrotu na stare śmieci jest… przejęcie lokalnej parafii. Jako ksiądz-wampir musimy zadbać o wiejski kościół, wysłuchać spowiedzi zszokowanych parafian w absurdalnych minigierkach i przede wszystkim spuścić srogie manto hordom satanistów, którzy panoszą się po okolicy. Całość została napisana z tak potężną dawką czarnego humoru, bezkompromisowej satyry z religii oraz ordynarnych bluzgów, że podczas zabawy co chwilę człowiek łapie się za głowę z głośnym pytaniem, jak to w ogóle przeszło przez jakąkolwiek cenzurę.

zrzut ekranu ukazuje perspektywę pierwszoosobową we wnętrzu wysokiego, kamiennego kościoła, gdzie w miejscu tradycyjnego ołtarza na pierwszym planie zamontowano nowoczesny pulpit mikserski dla DJ-a z podświetlonymi elementami. Gracz trzyma przed sobą lewą dłoń w bordowej rękawicy zwiniętą w pięść, a po prawej stronie widoczna jest mroczna, ostro zakończona broń z jasnoniebieskim rdzeniem, podczas gdy w głębi kościoła szerokie, marmurowe schody prowadzą w stronę balkonu z organami, gdzie stoją dwie kobiece postacie z uniesionymi rękami.

Egzorcyzmy z gnatem w ręku i urok Malucha

Pod kątem samej rozgrywki mamy do czynienia z pierwszoosobowym shooterem, który miesza klasyczną rozwałkę z elementami sandboksu, a nawet bardzo uproszczonym symulatorem rozbudowy bazy (czyli naszej zrujnowanej parafii). Model walki opiera się na dość specyficznym patencie, w którym lewa ręka obsługuje klasyczny zestaw uzbrojenia (od krucyfiksów i toporów po strzelby i gnaty o sile rażenia pompy), a prawa odpowiada za specjalne wampirze moce magicznej rękawicy, takie jak chociażby rzucanie przedmiotami za pomocą telekinezy. Klepanie satanistów po gębach daje mnóstwo radochy, chociaż fizyka obiektów bywa mocno umowna, a sam system strzelania potrafi po czasie wydać się nieco schematyczny.

kadr prezentuje dynamiczną akcję z oczu bohatera na wiejskim podwórku obok ogrodzenia i piętrowego domu w mglisty, pochmurny dzień. W dolnej części ekranu gracz trzyma metalowe widły po lewej stronie oraz niebieską rękawicę po prawej, przygotowując się do starcia z trzema biegnącymi prosto na niego przeciwnikami, którzy mają na głowach charakterystyczne czerwone maski z rogami diabła.

Absolutnym sztosem i genialną odskocznią od czyszczenia lokacji z potworów jest jednak mechanika przemieszczania się po mapie. W wyznaczonych punktach możemy przyzwać legendarnego polskiego Malucha i ruszyć nim w tany po okolicy. Jazda tym małym, rzężącym cudem techniki to czysta esencja growego odlotu, zwłaszcza gdy rozjeżdżamy uciekających wrogów w trakcie wykonywania kolejnych szalonych misji, zbierając złom niezbędny do ulepszania kościoła czy instalowania w nim… stanowiska DJ-a. Gra doskonale maskuje swoje techniczne ograniczenia masą nietypowych zadań, jak chociażby polowanie na autorów bezbożnych graffiti, wymuszanie od wieśniaków kopert po kolędzie czy bezczelne rozbijanie zniczy na cmentarzu w celu zdobycia surowców, co skutecznie chroni przed nudą.

Wróżka Zębuszka i Polonez w gratisie

W zestawie z grą mamy też od razu dostępne Her Ghost. To właściwie krótki, trwający około godziny, samodzielny dodatek i coś w rodzaju wydłużonego, bardziej intymnego odcinka specjalnego, w którym stara ekipa spotyka się ponownie po finale podstawki. Twórcy sami zresztą lojalnie ostrzegają w opisie, że to rzecz „trochę śmieszna i jeszcze bardziej trochę żałosna” – i dokładnie tak jest. Tym razem w San de Ville ostro rozrabia Wróżka Zębuszka, a z pomocą Orlokowi przychodzi sam kardynał Godspeed. Dostajemy kilka genialnie durnych dialogów, nowe cutscenki i trzy dodatkowe, widowiskowe egzorcyzmy do odpalenia na czas.

obrazek to kadr z rozgrywki w zalesionym terenie, który został w całości pokryty silnymi, poziomymi liniami stylizowanymi na efekt zakłóceń starej taśmy VHS. Po lewej stronie widoczna jest od tyłu sylwetka postaci w ciemnym płaszczu i czerwonej czapce z daszkiem, natomiast przed nią, w głębi lasu, stoją trzej gotowi do walki oponenci w czerwonych, diabelskich maskach zasłaniających twarze.

Prawdziwym hitem rozszerzenia jest jednak zupełnie nowa fura dorzucona do naszego garażu, czyli legendarny Polonez. Rozbijanie się tym polskim klasykiem motoryzacji po wiejskich bezdrożach i taranowanie kolejnych hord demonów daje niesamowicie potężną satysfakcję. To świetny, niesamowicie zwariowany epilog, po który warto sięgnąć od razu po napisach końcowych, żeby przedłużyć sobie tę całą doskonałą zabawę.

Gruzja w głośnikach i sztywne 60 klatek na PS5

Wizualnie od razu widać, że to produkcja niezależna z wyraźnie określonymi ograniczeniami budżetowymi, więc fani fotorealistycznych tekstur z segmentu AAA nie mają tu czego szukać. Modele postaci bywają kanciaste, a fizyka pojazdów potrafi widowiskowo zwariować, stawiając naszego Malucha pionowo na ścianie, ale ta specyficzna, brudna i przesiąknięta klimatem VHS oprawa idealnie pasuje do ogólnego, trashowego klimatu produkcji. Co najważniejsze, wersja na PlayStation 5 działa pod kątem optymalizacji po prostu wzorowo. Gra trzyma stabilne 60 klatek na sekundę, dzięki czemu dynamiczna demolka i chaos na ekranie pozostają przez cały czas idealnie płynne i responsywne.

ujęcie wykonane w surowej, kanciastej stylistyce low-poly, gdzie cała scena skąpana jest w mocnych, czerwonych barwach i pokryta poziomymi paskami przypominającymi stary monitor. Przedstawia ona postać o jasnej skórze, spiczastych uszach i w ciemnej bejsbolówce, która stoi z założonymi rękami na skraju betonowego balkonu lub dachu budynku i patrzy z powagą przed siebie.

Prawdziwym majstersztykiem, który ostatecznie cementuje genialny klimat tego tytułu, jest oprawa dźwiękowa. Zamiast generycznych motywów czy anielskich pieśni, z głośników ryczy potężna, ciężka i bezkompromisowa muzyka, w której prym wiodą genialne kawałki z wydanego specjalnie na potrzeby gry albumu Vulgator od uwielbianego w naszym kraju zespołu Gruzja. Słuchanie ich industrialnych, blackmetalowych brzmień podczas rozjeżdżania demonów polskimi klasykami motoryzacji to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju. Do tego dochodzi po prostu kapitalny, naturalny polski dubbing – aktorzy włożyli w te role całe swoje serce, idealnie oddając wiejski, przaśny klimat i specyficzne stany emocjonalne tego zwariowanego świata.

Werdykt

Priest Simulator: Vampire Show na PS5 to gra straszliwie pokręcona, wulgarna i zrobiona z pełną świadomością własnych ograniczeń, która bezbłędnie trafia w specyficzne, polskie poczucie humoru. Jeśli szukacie dopracowanego technicznie, ugrzecznionego shootera, omijajcie ten tytuł szerokim łukiem. Jeżeli jednak uwielbiacie totalną jazdę bez trzymanki, czarny humor i po prostu chcecie się kapitalnie bawić przy bezkompromisowej rozwałce w rytm Gruzji – to jest to absolutny sztos, obok którego nie da się przejść obojętnie.

zrzut ekranu pokazuje pierwszoosobową walkę toczącą się na zewnątrz, tuż obok ciemnej, drewnianej stodoły i gęstych zarośli. Gracz unosi obie dłonie, z których prawa, odziana w niebieską rękawicę, generuje jasne wyładowania elektryczne, a na środku pola widzenia wyświetla się przezroczysty, błękitny kontur puszki, służący jako znacznik namierzania wrogów kryjących się w trawie.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do testów dziękujemy firmie Ultimate Games.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Marcin Ćwiek
Imperator krainy jeży, pasjonat ciężkiej muzyki, gracz i obieżyświat. Cześć! Mam na imię Marcin i uwielbiam grać oraz gotować, podróżować, aktywnie spędzać czas z moją kochaną rodzinką. Za dnia jestem ojcem oraz menadżerem hostelu w centrum Gdańska, w nocy zaś zakładam kocyk i ratuję wirtualne światy 😄 Gram na wszystkim i nie lubię wojen konsolowych!
Scroll to top