Jak już pisałem w podsumowaniu BlizzCona dotyczącym serii Diablo, do samego 15. sezonu nie planowałem wracać, chciałem wówczas zrobić sobie przerwę, ponieważ to, co do mnie dochodziło z banieczki na temat PTS/PTR, w ogóle nie zachęcało do powrotu. Po tym, co zostało pokazane na święcie Blizzarda, zmieniłem zdanie i ostatecznie wyruszyłem do świata Sanktuarium. Czy było warto? Czy tego żałuję? Już teraz mogę powiedzieć, że niczego nie żałuję, a dlaczego?
Zostań na chwilę i posłuchaj
Otóż jednym z powodów jest gigantyczny ładunek nostalgii, jaki został wrzucony do Diablo IV z okazji 30-lecia serii. I nie jest to tak biednie zrobione, jak to miało miejsce z wydarzeniem w Diablo III dotyczącym „powrotu do Tristram” — które początkowo, owszem, podobało mi się, ale z perspektywy czasu powiedziałbym, że było bardzo słabo wykonane.
O ile początkowo sam powrót Deckarda Caina z zaświatów nie był tym, czego oczekiwałem, wręcz byłem temu mocno przeciwny takiej koncepcji na wątek fabularny dla 15. sezonu gry, tak ostatecznie muszę przyznać, że jest to bardzo dobrze poprowadzone fabularnie — jak na standardy serii. Choć z drugiej strony występ naszego horadrimskiego przyjaciela jest dość krótki na tle pozostałych sezonów, gdzie po wbiciu konkretnego progu na tablicy sezonowej wracaliśmy po kolejną dawkę fabuly. Tutaj tego nie ma.
Wraz z pojawieniem się naszego starego przyjaciela powróciły wszystkie koszmary Sanktuarium i w dużej mierze ponownie przeżywamy najważniejsze momenty serii, w których, swoją drogą, pojawiają się również elementy z Diablo 1: Hellfire — a to sugeruje, że tytuł ten może jest już „kanoniczny”. W ten oto sposób przedzieramy się ponownie przez skrawki fabularne Diablo 1, Diablo 2, Diablo 3 oraz Diablo Immortal, co właśnie ma nieść ze sobą ten ogromny ładunek nostalgii i robi to naprawdę bardzo dobrze.

Mechanika sezonowa
Jeśli przyjrzymy się samej mechanice sezonowej, to tutaj de facto nic nowego się nie pojawia, raczej jest to iteracja tego, co już przez te trzy lata poznaliśmy. Czyli kamienie, które wkładamy do biżuterii, oraz glify, które wpływają na naszą postać. Tutaj myślę, że już nigdy nic nie zostanie zmienione i trzeba się z tym pogodzić. Bo tak została stworzona ta gra i pewnie dlatego też twórcy zdecydowali się ogłosić Diablo V. Choć trzeba pamiętać, że prace nad poprzednimi odsłonami serii również rozpoczynały się niedługo po premierze podstawki. Tak może wreszcie doczekamy się tytułu, który nie będzie restartowany, jak to miało miejsce w przypadku zarówno Diablo III, jak i IV.
Natomiast to, co faktycznie zrobiło na mnie efekt „łał”, to implementacja słów runicznych z Diablo II: Lord of Destruction do Diablo IV tak, jak faktycznie słowa runiczne powinny wyglądać. Tylko oczywiście sposób ich tworzenia jest zgoła inny, a mianowicie w Kostce Horadrimów. I mam szczerą nadzieję, że system ten zostanie z nami już na zawsze, a nie tylko przez te kilka miesięcy. Bo po pierwsze, znacząco wpływa to na rozwój naszej postaci, po drugie kompletowanie tych — jak na razie odkrytych 19 słów runicznych — sprawia, że faktycznie mamy ochotę wchodzić do gry i te runy farmić.
Kolejną mechaniką, która sprawia, że gra jest znacznie przyjemniejsza, jest rozwinięcie szczelin z poprzedniego sezonu, które pozwalają nam odwiedzać te stare, znane już krainy, jak chociażby Kamienne Pole czy Farma Moo. Jest to sezon pełen easter eggów, których samodzielne odkrywanie udowadnia,, że przy Diablo IV da się spędzić więcej czasu niż tylko pierwsze dwa tygodnie, co osobiście oceniam zdecydowanie na plus.
Ostatnim elementem, na który warto zwrócić uwagę, są nowe Koszmarne Podziemia, który to daje nam możliwość wracania do historii Diablo, gdzie na przykład odwiedzamy Siedlisko Zła z Diablo II, czy też w pełni odwzorowany Grobowiec Tal Rasha wraz z robaczym gniazdem i Świątynią Żmijoszponów. A to tylko kilka z nich, o których wspominam. Jest to bez wątpienia coś, co chciałbym, aby zostało z nami na dłużej.
Nie ma róży bez kolców – problemy techniczne
Choć sam tragicznego startu sezonu nie doświadczyłem, bo wówczas nie miałem możliwości grać, to nie mogę pominąć tego, jak zlagowany i zbugowany on był na samym początku. Już sam fakt, że Blizzard wyłączył możliwość grania Solo Self Found (SSF), bo sprawiało to problemy techniczne, wiele mówi o tym, jak słabo było to przygotowane. Kolejnym problemem — którego jako gracz SSF mógłbym uniknąć — jest powrót do duplikowania przedmiotów, co negatywnie wpływa na odbiór rozgrywki, gdy ma się poczucie, że już na starcie jesteśmy na straconej pozycji, jeśli chodzi o ranking. Dlatego też samego endgame w tym sezonie raczej nie będę ruszał. A już na pewno nie po to, by walczyć o rankingi i min/max cyferki, jak tylko się da. A szkoda, bo gdyby nie fakt, że technicznie Blizzard zawalił sprawę, to mógłby być to faktycznie najlepszy sezon, w jaki grałem przez te trzy lata.
BlizzCon 2026 – Podsumowanie ceremoni otwarcia. Blizzard nie brał jeńców
Co nie zmienia faktu, że jeśli chodzi o sam proces wbijania poziomów od 1 do 70, sprawiał mi on mnóstwo frajdy. Choć trzeba przyznać, że dalej proces ten jest dość krótki na tle innych gier z gatunku. Ale wiadomo, tutaj jeszcze dochodzą paragony i to jest ta forma „endgame”, do której dążymy. Ostatnio trafiłem na portalu X na ciekawy podział poziomów trudności w Diablo IV i nawet się z nim zgadzam u podstaw, ale przepisałbym go na nomenklaturę Diablo: normalny/pokuta – Normal, Udręka 1/9 – Nightmare, Udręka 10/12 – Hell. I chyba tak będę od tej pory patrzeć na to, co zrobił Blizzard pod kątem poziomów trudności od czasów Diablo III, i mam nadzieję, że w Diablo V już takiego czegoś nie zobaczymy.
Jeśli chodzi o lagi, to te dalej się gdzieniegdzie pojawiają, jest to spowodowane przede wszystkim sczytywaniem przedmiotów posiadanych przez graczy w mieście, zarówno tych, które mają w plecaku, jak i tych w skrytce. Zatem raczej, mimo iż stolica Skovos jest najlepiej rozplanowana pod kątem QoL dla gracza, tak osobiście, jeśli wolicie ominąć lagi, polecam Kurast — choć to jest już tylko moja osobista obserwacja miejsc, gdzie te lagi występują rzadziej.
Czy warto wrócić do Diablo IV: Lord of Hatred na sezon 15?
Szczerze mówiąc, dzisiaj myślę, że dla samej nostalgicznej przygody warto wrócić do gry. Bo w zdecydowanej większości przypadków twórcy postarali się o to, aby przenieść niemal 1:1 to, co znamy z poprzednich odsłon, do Diablo IV. To, czy zostaniecie tak jak ja, aby zrobić wszystkie słowa runiczne dostępne w grze, to już wasza decyzja, ale mimo wszystko myślę, że przez te kilkanaście godzin gra da wam dużo frajdy. W przypadku endgame’u czy też wbijania rankingów, to tutaj niestety — o ile nie wróci SSF — niewiele da się zrobić. Wiele zależy więc od tego, czego od gry jako gracze oczekujecie. Moim zdaniem jest to jeden z lepszych sezonów, w jakie grałem, i szczerze mówiąc, chciałbym, aby zarówno słowa runiczne z Diablo II, jak i nightmare dungeony pozostały z nami na stałe, bo jest to jednak coś, co sprawiało mi najwięcej przyjemności z gry w tym sezonie.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.



