Rescue Heli RH407 od jednoosobowego studia G-REX Games po raz pierwszy ograłem podczas jednej z ostatnich edycji Pixel Heaven, kiedy gra była jeszcze w fazie beta. Tytuł od razu przykuł moją uwagę nietuzinkowym podejściem do rozgrywki, mocno stawiającym na realizm.
Fabuła
W grze wcielamy się w pilota śmigłowca ratunkowego, którego zadaniem jest ratowanie cyber-górników na kosmicznej bazie wydobywczej. Za kryzys odpowiada Superkomputer, który uległ awarii i doprowadził do eksplozji w całym kompleksie. Wyruszamy więc na misję, by ocalić uwięzionych pracowników — ich umiejętności są kluczowe, by przywrócić maszynę do działania.
Rozgrywka, czyli jak (nie)rozbić helikoptera
Początkowo, gdy pierwszy raz dostałem pada do ręki, pomyślałem: co może być trudnego w pilotowaniu helikoptera? Zwłaszcza patrząc na to, jak sprawnie radził sobie z nim deweloper. Szybko okazało się, jak bardzo się myliłem — już po chwili zobaczyłem napis: „GLEBA!” i tylko uśmiechnąłem się pod nosem.
Sterowanie jest tu wyraźnie nastawione na realizm — operujemy nie tylko w osiach X i Y, ale również Z, ustawiając maszynę przodem lub tyłem. Dzięki temu możemy „prześlizgiwać się” przez wąskie szczeliny.
Sam model poruszania się jest responsywny i daje sporo satysfakcji. Jeśli rozbijemy się o ziemię, wynika to wyłącznie z naszych błędów, co szybko prowadzi do syndromu „jeszcze jednej próby”. Jako osoba lubiąca wyzwania bardzo to doceniam.
Istotnym elementem rozgrywki jest także rozwój śmigłowca. W trakcie gry zdobywamy ulepszenia, takie jak dopalacz, bomby czy pole ochronne, rozmieszczone na mapie. Dodatkowo możemy rozwijać parametry poprzez naprawę superkomputera, wykorzystując statystykę Pamięć RAM oraz Gwiazdki dzięki którym możemy kupić Bombera.
Całość podzielono na trzy sektory, z których każdy zawiera dziewięć poziomów. Dla osób nastawionych na rywalizację i poprawianie wyników przygotowano także tryb speedrun.
Stan techniczny gry i oprawa audiowizualna
Choć gra działa płynnie, pojawia się tu niestety łyżka dziegciu w beczce miodu. Niezależnie od tego, czy gram na PC, czy na Legion GO S (SteamOS), zdarzają się dropy gry do pulpitu bez żadnego komunikatu o błędzie. Co ciekawe, częściej problem występował na urządzeniu mobilnym niż na komputerze stacjonarnym. W ciągu około 3–4 godzin gra zawiesiła się w ten sposób mniej więcej dwanaście razy. Trudno jednoznacznie ocenić, czy to dużo, ale na pewno na tyle często, by uznać to za istotny problem.
Pod względem wizualnym Rescue Heli RH 407 stawia na minimalizm. Dzięki temu pozostaje bardzo czytelne, co w tego typu grach ma kluczowe znaczenie. Muzyka i efekty dźwiękowe dobrze współgrają z tym, co dzieje się na ekranie, nadając rozgrywce odpowiednie tempo.
Podsumowując, czy warto zagrać w Rescue Heli RH 407?
Moim zdaniem — mimo wszystko — tak. To wymagający tytuł pod względem sterowania, ale jednocześnie dał mi mnóstwo frajdy podczas kilku godzin spędzonych z grą, a nawet nie jestem blisko jej ukończenia.
Szczególnie przypadnie do gustu osobom lubiącym produkcje nawiązujące do ery C64. Sam twórca otwarcie przyznaje się do inspiracji takimi tytułami jak Airwolf, Choplifter czy Fort Apocalypse. Trzeba jednak pamiętać, że fizyka odgrywa tu dużą rolę, przez co gra bywa wymagająca.
Jeśli lubicie retro w nowoczesnym wydaniu, zdecydowanie warto się zainteresować. Pozostałym polecam potraktować to jako okazję do poszerzenia horyzontów. Tym bardziej że Rescue Heli RH 407 kosztuje na Steamie 19,99 zł i raczej nie obciąży portfela. A jeśli nadal macie wątpliwości, dostępne jest demo, które pozwala sprawdzić grę przed zakupem.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.



