Za około tysiąc sześćset złotych kupicie konsolę, przyzwoity monitor albo kilka gier AAA w premierowych cenach. Turtle Beach chce, żebyście wydali tę kwotę na słuchawki, i robi naprawdę dużo, by ta propozycja nie brzmiała absurdalnie. Stealth Pro II dostaje sześćdziesięciomilimetrowe przetworniki z rozdzielonym głośnikiem nisko i wysokotonowym, dwie wymienne baterie, stację ładującą będącą jednocześnie odbiornikiem, drugi nadajnik do konsoli oraz twarde etui, w którym to wszystko się mieści. Audiofilem nie jestem, ale kilka tygodni z tym headsetem wystarczyło, żebym zaczął patrzeć krzywo na każde inne słuchawki.
Zawartość pudełka i pierwsze wrażenia
Producenci sprzętu z górnej półki lubią sugerować wartość zestawu samym pudełkiem, tutaj jednak liczy się to, co w środku, a wypakowywanie trwa dłużej niż zwykle. Oprócz samych słuchawek dostajecie twarde etui transportowe, stację ładującą pełniącą rolę nadajnika, drugi nadajnik USB do podpięcia pod inne urządzenie, dwie wymienne baterie, odpinany mikrofon oraz dwumetrowy kabel USB-A na USB-C. Jak na sprzęt za tysiąc sześćset złotych to zestaw, do którego trudno się przyczepić, bo mamy tutaj wszystko.
Pierwsze wrażenie po założeniu jest jednoznaczne: to nie wygląda i nie brzmi jak typowy headset gamingowy. Anodowane aluminium na muszlach, chromowane akcenty, żłobione metalowe pokrętła i materiałowy pałąk sprawiają, że sprzęt bliżej jest do dobrych słuchawek podróżnych niż do plastikowych konstrukcji z podświetleniem RGB. Po zdjęciu mikrofonu jedynym śladem gamingowego rodowodu zostaje logo producenta, więc wyjście z nimi na miasto nie powinno być problemem.
Specyfikacja
| Dane techniczne | |
|---|---|
| Konstrukcja | Wokółuszna, zamknięta |
| Przetworniki | 60 mm Eclipse Dual Drivers (osobny woofer i tweeter) |
| Pasmo przenoszenia | 10 Hz – 40 kHz |
| Audio | Hi-Res Wireless 24-bit/96 kHz (certyfikat JAS), Dolby Atmos |
| Redukcja szumów | Aktywna, regulowana |
| Mikrofon | 9 mm, kierunkowy, odpinany, flip-to-mute + mikrofony wbudowane |
| Pasmo mikrofonu | 100 Hz – 16 kHz |
| Łączność | 2,4 GHz USB (CrossPlay 2.0), Bluetooth 5.3, jednocześnie |
| Liczba obsługiwanych nadajników | Do 4 |
| Bateria | 2 wymienne pakiety, do 40 godzin każdy |
| Nauszniki | Dwuwarstwowa pianka memory foam, tkanina athletic weave |
| Kompatybilność | Xbox Series X|S, Xbox One, PS4, PS5, PC, urządzenia mobilne |
| Oprogramowanie | Swarm II |
| Waga | 382 g / 393 g (z mikrofonem) |
Wykonanie i komfort
Prawie czterysta gramów to sporo, zwłaszcza że rynek od kilku lat goni za lekkością, a konkurencja zbija wagę do dwustu kilkudziesięciu gramów. Stealth Pro II idzie pod prąd i przyznaję, że po przesiadce z lżejszego headsetu przez pierwsze godziny czuć różnicę na czubku głowy. Ratuje sytuację elastyczny pałąk z tkaniny, który rozkłada masę zamiast punktowo dociskać, oraz naprawdę grube nauszniki z dwuwarstwowej pianki. Po kilku dniach przestałem zwracać na wagę uwagę, a dłuższe sesje przy ARC Raiders kończyły się co najwyżej lekkim rozgrzaniem uszu, nie bólem.
Docisk jest mocny i to świadoma decyzja, bo bez niego aktywna redukcja szumów nie miałaby czego uszczelniać. Osoby o mniejszych głowach powinny natomiast wiedzieć, że zakres regulacji jest umiarkowany, a same suwaki trzymają pozycję tak pewnie, że zmiana ustawienia wymaga zdecydowanego szarpnięcia. Sterowanie rozłożono na obu muszlach i wypada ono bardzo dobrze, bo każdy element ma inny kształt i inny opór, dzięki czemu po dwóch dniach trafiacie w potrzebny przycisk bez zdejmowania słuchawek. Głośność, miks czatu, tryb odsłuchu i przełączanie źródła obsłużycie bez sięgania po aplikację, co przy sprzęcie działającym na kilku platformach ma spore znaczenie.
CrossPlay 2.0 i łączność
To jest ta funkcja, o której nie myślicie przy zakupie, a potem trudno się bez niej obejść. Stacja ładująca pełni jednocześnie rolę nadajnika, a w pudełku leży drugi, zwykły pendrive’owy odbiornik USB. Wtykacie jeden w komputer, drugi w konsolę i przeskakujecie między nimi jednym przyciskiem na prawej muszli. Producent deklaruje obsługę do czterech źródeł, choć kolejne nadajniki trzeba dokupić osobno. Przełączanie zajmuje moment i działa bez kombinowania z parowaniem, wybudzaniem czy przepinaniem kabli.
Do tego dochodzi Bluetooth 5.3, który działa równolegle z połączeniem bezprzewodowym, więc telefon zostaje podpięty cały czas. W praktyce oznacza to, że gracie, a rozmowa czy powiadomienia trafiają do tych samych słuchawek bez rozłączania czegokolwiek. Zasięg okazał się zaskakująco dobry, bo z komputera w pokoju spokojnie docieram do kuchni przez ścianę nośną, na czym poległo kilka wcześniejszych headsetów na moim biurku. Warto pamiętać o jednej rzeczy przy zakupie: wersja dla Xboxa obsłuży wszystkie platformy, natomiast wersja dla PlayStation nie zadziała na konsoli Microsoftu, więc posiadacze obu sprzętów powinni sięgnąć po tę pierwszą.
Baterie i stacja ładująca
Wymienne baterie to rozwiązanie, które Turtle Beach stosuje nie od dziś, ale dopiero teraz nabrało pełnego sensu, bo każdy pakiet wytrzymuje około czterdziestu godzin i deklaracje producenta pokrywają się z tym, co widziałem w praktyce. Jedna bateria pracuje w słuchawkach, druga leży w stacji i czeka naładowana. Zamiana polega na ściągnięciu magnetycznej płytki z lewej muszli i wciśnięciu nowego pakietu, co da się zrobić bez zdejmowania słuchawek z głowy. Warto uczciwie zaznaczyć, że nie jest to wymiana na gorąco, bo headset gaśnie na sekundę czy dwie, ale wraca do połączenia tak szybko, że w praktyce nie ma to znaczenia.
Efekt jest taki, że przez cały okres testów ani razu nie musiałem podpinać słuchawek kablem, a o poziomie naładowania przestałem myśleć po tygodniu. Sama stacja jest prosta i dobrze przemyślana, bo świetlny pierścień u podstawy informuje o stanie połączenia i wyciszeniu mikrofonu, a przycisk pod baterią zmienia kolor w zależności od postępu ładowania. Brakuje tu ekranu i menu, które oferuje część konkurencji, ale szczerze mówiąc po skonfigurowaniu takiej bazy raz na zawsze i tak nikt do niej nie zagląda. Jedyne, czego żałuję, to że stacja nie służy jednocześnie za stojak na słuchawki, bo sprzęt tej klasy zasługuje na coś lepszego niż wieszanie na krawędzi biurka.
Brzmienie
Sercem konstrukcji są sześćdziesięciomilimetrowe przetworniki Eclipse Dual Drivers, w których każda muszla mieści osobny głośnik niskotonowy i wysokotonowy. Brzmi to jak marketingowy slogan, ale różnicę słychać od pierwszych minut, bo bas nie miesza się z resztą pasma i nie zamula średnicy, jak potrafi to robić jeden przetwornik obrabiający wszystko naraz. Do tego dochodzi pasmo od 10 Hz do 40 kHz oraz certyfikowany dźwięk Hi-Res 24-bit/96 kHz, co dla większości z nas jest wartością głównie na papierze, natomiast realnym efektem jest zapas mocy, dzięki któremu nawet przy wysokiej głośności nic tu nie chrypi ani nie traci kształtu.
Domyślne strojenie jest wyraźnie basowe i tego trzeba mieć świadomość. Pierwsze wystrzały w ARC Raiders potrafią autentycznie zadudnić na głowie, a wybuchy w Battlefield 6 dostają masę, jakiej nie słyszałem w żadnym headsecie z niższej półki. Miłośnicy neutralnego brzmienia uznają to za przesadę i będą mieli sporo racji, bo przy niektórych utworach nisko ustawione partie potrafią zagłuszyć wokal. Na szczęście dziesięciopasmowy korektor w aplikacji rozwiązuje problem w kilka minut, a ustawienia zapisują się w pamięci samych słuchawek, więc działają na każdym podpiętym urządzeniu.
Po wyprostowaniu góry i średnicy robi się naprawdę dobrze i to właśnie wtedy widać, gdzie poszły te tysiąc sześćset złotych. Scena jest szeroka, kroki w sieciowych strzelankach da się lokalizować bez włączania trybu Superhuman Hearing, a przy ścieżce dźwiękowej Clair Obscur: Expedition 33 smyczki nie walczą o miejsce z wokalem. Sprzęt obsługuje też Dolby Atmos, choć w moim odczuciu w grach sieciowych spokojnie można go pominąć, bo naturalna scena tych przetworników radzi sobie lepiej niż software’owa symulacja przestrzeni.
Redukcja szumów
Aktywna redukcja szumów w gamingowych słuchawkach bywa dodatkiem wpisanym do specyfikacji na siłę, tutaj jednak działa na poziomie porównywalnym z dobrymi słuchawkami podróżnymi. Szum komputera znika całkowicie, odgłosy z drugiego pokoju zostają wytłumione do poziomu, na którym przestają istnieć, a wszystko to bez sztucznego syku, który przy tańszych konstrukcjach zdradza pracę układu. Poziom redukcji reguluje się w aplikacji, więc da się ją przykręcić, gdy chcecie mieć jakikolwiek kontakt z otoczeniem.
Jest jednak jedna rzecz, o której trzeba uczciwie uprzedzić. Skuteczna redukcja idzie tu w parze z mocno wyczuwalnym efektem ciśnienia w uszach, tym samym, który znacie z lotu samolotem. Mnie to nie przeszkadza, ale znam osoby wrażliwe na to zjawisko i im odradzałbym kupowanie tego modelu w ciemno. Jeśli macie możliwość przymierzenia sprzętu przed zakupem, akurat w tym przypadku warto z niej skorzystać.
Mikrofon
Odpinany mikrofon o średnicy dziewięciu milimetrów to element, przy którym spodziewałem się standardowego gamingowego kompromisu, a dostałem coś, czym spokojnie nagrałbym materiał na kanał. Głos jest pełny, wyraźny i pozbawiony charakterystycznej blaszanej barwy, którą znamy z większości bezprzewodowych headsetów. Nagrania testowe wypadły na tyle dobrze, że przez chwilę zastanawiałem się nad odłożeniem oddzielnego mikrofonu na półkę.
Producent dorzucił redukcję szumów opartą na uczeniu maszynowym i tutaj mam mieszane uczucia, bo funkcja faktycznie wycina hałas z otoczenia, ale przy okazji spłaszcza głos i odbiera mu sporo naturalności. W cichym pokoju lepiej ją po prostu wyłączyć i pogodzić się z tym, że mikrofon złapie odgłosy klawiatury. Do wyboru jest też osobny korektor dla toru mikrofonowego, którym da się dopieścić barwę pod własne ucho. W słuchawkach siedzą dodatkowo mikrofony wbudowane, więc po zdjęciu wysięgnika nadal odbierzecie telefon na ulicy, choć jakość jest wtedy dużo niższa.
Oprogramowanie Swarm II
Za konfigurację odpowiada dobrze znana z innych sprzętów tej marki aplikacja Swarm II i wypada ona przyzwoicie, choć bez fajerwerków. Ustawienia rozbito na cztery zakładki: poziomy głośności i wzmocnienia mikrofonu wraz z redukcją szumów oraz odsłuchem własnego głosu, korektory dla słuchawek i mikrofonu po dziesięć pasm każdy, przypisania funkcji do pokrętła i przycisku na lewej muszli, a na końcu ustawienia zasilania i skrótów. Interfejs jest prostszy i mniej dopracowany niż u konkurencji, ale wszystko da się znaleźć bez instrukcji, a co ważniejsze, po jednorazowym skonfigurowaniu ustawienia lądują w pamięci słuchawek i aplikacja przestaje być potrzebna.
Gorzej wypada pierwsze uruchomienie. Aktualizacja firmware potrafi zatrzymać się w połowie i wymagać kolejnego podejścia, a cały proces ciągnie się kwadrans albo dłużej, w trakcie którego lepiej niczego nie dotykać. To bolączka, która przewija się przez wszystkie sprzęty Turtle Beach, jakie ostatnio przez nas przechodziły, i szkoda, że producent nadal jej nie rozwiązał. Po przebrnięciu przez tę drogę przez mękę aplikacja pracuje już stabilnie, ale pierwszy kontakt ze sprzętem za tysiąc sześćset złotych powinien wyglądać lepiej.
Podsumowanie
Turtle Beach Stealth Pro II to najlepszy bezprzewodowy headset, jaki przewinął się przez moje biurko, i piszę to jako osoba, która na co dzień nie mierzy pasma przenoszenia, tylko sprawdza, czy słychać kroki i czy po czterech godzinach nie bolą uszy. Rozdzielone przetworniki dają dźwięk z realną masą i przestrzenią, redukcja szumów działa na poziomie porządnych słuchawek podróżnych, mikrofon nadaje się do nagrywania, a system dwóch baterii z ładowarką raz na zawsze zamyka temat pilnowania poziomu naładowania. Do tego dochodzi CrossPlay 2.0, który przy więcej niż jednej platformie zamienia się z ciekawostki w funkcję pierwszej potrzeby.
Cena boli i nie ma co udawać inaczej, bo za połowę tej kwoty kupicie headset, który odwali robotę w grach sieciowych, a zbliżając się do tysiąca sześciuset złotych wchodzicie już w rejony, gdzie czekają przewodowe słuchawki audiofilskie. Doliczyć trzeba jeszcze basowe strojenie wymagające poprawki korektorem, efekt ciśnienia przy włączonej redukcji szumów oraz aktualizację firmware, która potrafi zepsuć humor w dniu zakupu. Jeśli jednak szukacie jednego sprzętu do grania na dwóch platformach, do muzyki, do rozmów i do wyjścia z domu, a budżet jest kwestią decyzji, a nie możliwości, to trudno o lepszą propozycję na rynku.
Udostępnienie urządzenia w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.






