Kiedy kierownik kazał mi wczoraj zostać na nadgodziny przy inwentaryzacji, nie myślałem, że po powrocie do domu odpalę komputer tylko po to, żeby… znowu układać towar na półkach. A jednak. „Sort them Ducks” to gra, która z perspektywy sprzedawcy pachnie jak PTSD, ale o dziwo, gram w nią z własnej, nieprzymuszonej woli. Weźcie koszyk i posłuchajcie, bo za trzy minuty kończy mi się przerwa.
O co w ogóle chodzi na tej zmianie?
Zasadniczo wchodzicie do sklepu, a tam jest taki chlew, jakby właśnie przeszła wycieczka szkolna po darmowych próbkach energetyków. Ktoś wywalił na podłogę dokładnie 4000 unikalnych gumowych kaczek. Cztery. Tysiące. Ty, jako naczelny pracownik miesiąca, masz je wszystkie posortować i poukładać na właściwych regałach. Z tą różnicą, że, w przeciwieństwie do prawdziwego etatu, nie ma tu limitu czasu ani wkurzających klientów dyskutujących o cenie z zeszłego tygodnia. Jest tylko spokój, ty i góra plastiku. Kaczki dzielą się na kategorie – są piraci, czarodzieje, astronauci, kucharze, a nawet dinozaury. Twoim zadaniem jest odstawić każdą sztukę do jej własnego działu.
Gameplay, czyli od nosiwody do kierownika zmiany
Początkowo nosisz po jednej kaczce i łazisz po sklepie wolniej niż stażysta na kacu. Ale spokojnie, za każdą poprawnie odłożoną sztukę gra płaci ci prowizję. I tu wchodzi cudowna maszyna „Quack Pot” stojąca przy wejściu. Możesz w niej losować ulepszenia, żeby nosić więcej towaru naraz, szybciej biegać, włączyć sobie autozbieranie albo podświetlanie pasujących produktów.
Są też smaczki, które ratują sytuację. Z „Quack Pota” może czasami wypaść prawdziwa bomba. Serio. Możesz ją wziąć, wrzucić prosto w wielką stertę nieposortowanych kaczek i patrzeć, jak wszystko radośnie wylatuje w powietrze (każdy z nas na inwentaryzacji chociaż raz o tym marzył). Dodatkowo na sklepie i na zapleczu poukrywanych jest 10 jajek, których zebranie zespawnuje w biurze wielkie jajo, z którego wykluje się specjalna kaczka z twoim nickiem. A jeśli wzięliście podwójne espresso, możecie spróbować przejść tryb speedrunowy i ułożyć całe 4000 sztuk w mniej niż 4 godziny, za co wpada elitarne osiągnięcie.
Wystrój i muzyka
Wizualnie to typowy, kolorowy i przytulny symulator 3D. Kaczki wyglądają bardzo uroczo, a obserwowanie, jak sklep płynnie zmienia się z totalnego pobojowiska w perfekcyjnie ułożoną wystawę, koi zszargane nerwy. Muzyczka plumkająca w tle to taki bezstresowy, powolny chillout, który w przeciwieństwie do hitów z naszego sklepowego radiowęzła w ogóle nie irytuje. Nawet to ciągłe gumowe kwakanie jest mniej męczące niż pikanie kasy przez osiem godzin bez przerwy.
Wady (bo zawsze musi być jakieś manko)
Cóż, bądźmy szczerzy – to wciąż praca. Gra opiera się na brutalnej powtarzalności: chodzisz, podnosisz, kładziesz na półkę, powtarzasz. Jeśli masz awersję do sprzątania własnego pokoju, po dwóch godzinach poczujesz się tu jak chomik w kołowrotku. Czasami kaczki potrafią też utknąć w wielkiej fizycznej stercie i ciężko wyłowić tę jedną, na której ci akurat zależy.
Podsumowując
„Sort them Ducks” to dziwnie wciągający symulator organizacji, który bierze moją codzienną pracę, wycina z niej to, co najgorsze, i zostawia samą relaksującą satysfakcję. Będziesz w niej robić za darmo to, za co w prawdziwym życiu ledwo starcza na czynsz – i założę się, że sprawi ci to przyjemność. Polecam każdemu, kto ma nerwicę natręctw, lubi porządek albo chce po prostu wyłączyć mózg po ciężkim dniu. Teraz wybaczcie, muszę wracać na alejkę numer cztery, znowu ktoś rozwalił paletę z kubeczkami. Paragon czy faktura?
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Reddicie lub Fediverse.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.






