Spider-Man: No Way Home – recenzja. Jazda bez trzymanki

Był kiedyś taki film lub serial, którego premiery nie mogliście się doczekać? Produkcja trafiająca idealnie w Wasze gusta. To całe czekanie sprawiło, że oczekiwań nie dało się spełnić? W Waszej głowie film urósł do rangi mistycznego przeżycia.

MATERIAŁ ZAWIERA PEWNE SPOILERY

Piszę te słowa w kontekście wszystkich przecieków o najnowszym filmie z pająkiem w roli głównej. Zdawały się niczym wyjęte z palca. Pojawienie się przeciwników z innych filmów, bitwa na statule wolności i cały wątek multiwersum. Film faktycznie powstał, a ze zwiastunów już dowiedzieliśmy się, że multiwersum jest faktem.

Spider-Man: No Way Home 1

Zapraszam na moją bezspoilerową recenzje filmu Spider-Man: No Way Home. Patrząc na wydarzenia i konsekwencje, jakie niesie ze sobą ten film, ciężko napisać cokolwiek co nie będzie spoilerem. Sytuacja jest tutaj jeszcze bardziej skomplikowana, bo No Way Home, tak naprawdę nie posiada fabuły.

Fanserwis zamiast historii

Przypomnę tylko, że ostatnia część zostawiła nas z cliffhangerem. Mysterio przed swoją śmiercią wyjawił światu kim jest Spider-Man. Nie liczcie jednak, na długie batalie sądowe i bawienie się w szukanie dowodów. Wątek ten został w filmie potraktowany niestety po łebkach, aby zrobić miejsce dla kolejnych wydarzeń.

Po około godzinie seansu fabuła całkowicie staje się nieistotna, aby zastąpić go tzw. fanserwisem, czyli mrugnięciami w stronę fanów. Odniesień jest ogromna ilość i aż dziwię się, że chciano iść dalej w tym kierunku. Wiele rzeczy oczywiście wyłapią tylko najwięksi fani MCU, a z racji, że nie chcę psuć Wam zabawy nie podam o jakie konkretne sceny mi chodzi.

Film ma w sobie ogromną dawkę emocjonalną przez wydarzenia na ekranie, są to jednak moim zdaniem dość proste zagrania. Przyrównać to mogę do jumpscare-a w horrorze. Tylko że tutaj wydźwięk jest pozytywny. Nie zrozumcie mnie źle, ten film ma fabułę. Jednak nie ona tutaj jest najważniejsza. Z drugiej strony, czego się spodziewać. Skoro za wzór do opowieści służył jeden z najgorszych komiksów o Spider-Manie, czyli “One More Day” i jego swoista kontynuacja.

Spider-Man: No Way Home 2

Powrót do korzeni

Muzyka za to jest cudowna, znajdziemy tutaj aranżacje w dwóch poprzednich serii filmów o Spider-Manie. Pomimo że lata nie oglądałem tych filmów. Pamięć mnie nie zawodziła i co jakiś czas przez seans miałem takie-znam to skądś. Było to ponownie, świetne zagranie na nostalgii.

Skoro o tym mowa, napomknę tylko. Jak dobrze było zobaczyć ponownie Willema Dafoe i Alfreda Molinę w roli Zielonego Goblina i Dr. Octopusa. Pierwszy raz w historii dostaliśmy interakcje tych dwóch postaci na wielkim ekranie.

Spider-Man: No Way Home 3

Festiwal antagonistów

Panowie nie zapomnieli jak się gra czarne charaktery. Pomimo że szalonego Dafoe ciężko przebić. To moim zdaniem Molina skrada tutaj każdą scenę. Jego Dr. Octopus jest po prostu idealny, niczym wyjęty z komiksów. Z każdym jego słowem słychać wręcz tę pogardę do innych i przerośnięte ego.

Trochę gorzej wypada tutaj Electro. Jamie Foxx gra tutaj po prostu siebie. Oczywiście, jest to ciekawsza postać niż w The Amazing Spider-Man 2, ale nie wybija się. Tak samo przeciwnicy CGI w postaci Sandmana i Jaszczura. Po prostu jest ich tutaj za mało i przez to nie czuć zbytnio ich obecności. No i wiem, że jest to czepialstwo, ale Jaszczur ponownie nie ma swojego ikonicznego lekarskiego kiltu.

To, co błyszczy to sceny walki, zrealizowane chyba najlepiej w całej trylogii. Świetna walka na moście znana z trailerów, czy walka na statule wolności. Od tych scen bije efekciarstwo, a i fani gier od Insomniac znajdą tutaj parę odniesień. Efekty specjalne i komputerowe są realizowane fantastycznie. Magia Doctor-a Strange, ponownie zachwyca, swoją kreatywnością.

Spider-Man: No Way Home 4

Z wielką mocą…

Tom Holland jako Spider-Man sprawdza się świetnie i, pomimo że nie jest to moja ulubiona wizja na tę postać to trzeba mu przyznać, że świetnie odnajduje się w tej roli. To samo jego przyjaciele, z czego teraz dużo bardziej było widać Ned’a i MJ. Co chwilę rzucają jakieś suchary czy żarty. Niektóre z nich oczywiście budzą lekkie zażenowanie, pamiętajmy jednak, że to mają być dzieciaki z liceum.

W ogóle cały film jest bardzo zabawny i jakbym miał go do czegoś przyrównać to byłaby to jazda na kolejce górskiej, ze wszystkimi jej elementami. Ekscytacją, strachem i żalem, że seans się już skończył. To chyba jest mój największy zarzut do najnowszego Spider-Mana. Ten film działa, ale tylko raz.

Oczywiście ten argument można dać do każdego filmu, aby dokładniej to wyjaśnić musiałbym wejść na tematy spoilerów. A tego tutaj nie chcemy. Nie zgadzam się jednak z opinią, że aby doświadczenie było pełne. Trzeba obejrzeć wszystkie poprzednie filmy ze Spider-Manem (Trylogia Raimi-ego i Dylogia Webb-a). Specjalnie nie przypominałem sobie tych filmów, a i tak nie miałem problemów ze śledzeniem wydarzeń na ekranie.

Spider-Man: No Way Home 5

…wiąże się równie wielka odpowiedzialność.

Nie jest to idealny film o Spider-Manie, nawet nie wiem, czy jest to najlepszy film o pajączku. To, czego jestem pewny, to fakt, że jest to najlepszy film z pajączkiem w MCU. Wszystko wskazuje na to, że nie będzie to też jego ostatni występ. Film broni się świetnymi postaciami, muzyką i efektywnymi walkami. Nie wszystko jest tu jednak idealne.

Sama fabuła się rozmywa, a rozwiązanie fabularne całego konfliktu wydaje mi się dość leniwe i trochę naciągane. Z perspektywy czasu jest to ważny film dla Marvel Cinematic Universe, bo przedstawia pojęcie wieloświatów, z którego garściami czerpać będzie druga część Doctor-a Strange.

Jakub, człowiek, dla którego nigdy nie ma problemu. Próbował już w życiu wszystkiego: aktorstwa, żonglowania, gotowania, pisanie to jego najnowsza pasja, w której ma nadzieje się spełnić. Gra od kiedy pamięta, na początku na komputerze, później głównie na konsolach. Fan nietuzinkowych produkcji z kraju kwitnącej wiśni. Uwielbia wszelkiej maści komiksy o superbohaterach. Zawsze powtarza, że nie liczy klatek woli po prostu grać.
Scroll to top