„Grałem całe życie i wiem jedno – jak zetniesz komuś statystyki o połowę, to każdy powie, że dostał nerfa”. Tak jeden z pracowników id Software skomentował to, co spotkało studio po ostatniej fali cięć w Xboksie. Iskrą zapalną były słowa dyrektora Hugona Martina, który zapewniał, że w firmie wszystko gra. Ludzie, którzy właśnie stracili pracę, widzą to zupełnie inaczej.
Martin uspokaja, liczby straszą
Na transmisji z okazji premiery Revelations, dodatku do Doom: The Dark Ages, Martin ucinał plotki o tym, że studio dogorywa. – Mówiło się, że nas wypatroszyli i że została garstka pięćdziesięciu osób. To nieprawda. Jesteśmy w takiej formie jak przy Doomie z 2016 roku, a id Tech ma się świetnie – przekonywał (cytat za Eurogamera).
Kłopot w tym, że tło tej wypowiedzi jest ponure. Z dokumentów WARN wynika, że teksańskie biuro id straciło 136 osób, w tym 40 pracujących zdalnie. To fragment większej operacji Microsoftu, który do końca roku podatkowego chce zlikwidować 3200 etatów w całym Xboksie.
„Połowa zespołu została, połowę wyrzucono”
I tu zaczyna się sedno sporu. Anonimowe źródła Game Developera twierdzą, że na początku miesiąca pożegnano jakieś dwie trzecie ludzi, którzy zostali w studiu jeszcze z ekipy Dooma 2016 – w tym wielu weteranów łączących po kilka ról naraz. Rozmówcy nie kłócą się o liczby, owszem, id może dziś liczyć tyle samo głów co dekadę temu. Wściekają się jednak, że Martin zbył milczeniem stracone doświadczenie, jakby ich wkład w sukces gier nic nie znaczył.
Jest w tym jeszcze gorzka ironia. Argument „jesteśmy w formie z 2016 roku” źródła odbijają jednym: tamten stan to był efekt exodusu z lat 2010–2011, który wpędził studio w potworne tarapaty. Firmę ratował dopiero późniejszy pośpieszny nabór i crunch tak wyniszczający, że kilka osób harujących wtedy po nocach również znalazło się teraz na liście zwolnionych. Trudno o gorszy punkt odniesienia.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.
