Tales of Eternia Remastered – recenzja (PC). Gra, która odzyskała imię

Gra dostępna na:
NS
NS2
PC
PS4
PS5
XSX
Okładka gry Tales of Eternia Remastered z wizerunkami postaci i logiem
Artur Janczak
Artur Janczak

Przez ponad dwadzieścia lat ta gra nosiła cudze imię. W Ameryce Północnej trafiła na półki jako Tales of Destiny II, choć z Tales of Destiny łączyło ją niewiele, a w Japonii z czasem ukazała się zupełnie inna gra o niemal identycznym tytule. Europa dostała ją dopiero na PSP i dopiero tam pod właściwą nazwą. Przeszedłem Tales of Eternia zarówno na pierwszym PlayStation, jak i na przenośnej konsoli Sony, więc do remastera na PC siadałem z pewną obawą, że wspomnienia okażą się ładniejsze od rzeczywistości. Na szczęście było odwrotnie.

Gra, która odzyskała imię

Tales of Eternia zadebiutowało w Japonii w 2000 roku jako trzecia główna odsłona serii Tales of i rozbudowanie dwuwymiarowego systemu walki znanego z Tales of Phantasia. Remaster, oparty na wersji z PSP, trafia na niemal każdą współczesną platformę: PC, oba Switche, PlayStation 4 i 5 oraz Xboksa Series X|S. Nowej zawartości fabularnej tu nie znajdziecie, ale to pierwszy raz od lat, gdy można zagrać w ten tytuł legalnie i bez konieczności odkurzania starych konsol.

Screen z gry Tales of Eternia Remastered na PC - Rozmowa z królek

Po trzech odświeżeniach trójwymiarowych odsłon to pierwszy tak odległy skok w przeszłość w ramach najnowszej fali remasterów Tales of – do czasów, gdy seria dopiero definiowała swój charakter. To o tyle istotne, że to właśnie z tej epoki wywodzi się DNA całej marki. Mamy tu system walki bliższy bijatykom niż klasycznym, turowym jRPG-om, charakterystyczne skecze przy ognisku oraz drużynę, która kłóci się, żartuje i dojrzewa na naszych oczach. Kto zna tylko nowsze części, zobaczy tu w najczystszej postaci elementy, które dzisiaj uważa za absolutny standard serii.

Dziewczyna, która spadła z nieba

Historia zaczyna się od dosłownego trzęsienia ziemi. W spokojnej wiosce na planecie Inferia rozbija się dziwna, metalowa maszyna, a ze zgliszcz wychodzi Meredy, dziewczyna posługująca się zupełnie nieznanym językiem. Reid to miejscowy myśliwy, który najchętniej spędza czas w świętym spokoju, więc wolałby udawać, że nic się nie stało. Jednak jego przyjaciółka z dzieciństwa, Farah, nie potrafi przejść obojętnie obok potrzebujących i postanawia pomóc. Niedługo później dołącza do nich Keele, dociekliwy młody uczony, a ciekawość całej grupy płynnie przeradza się w wyprawę ratunkową, od której zależą losy Inferii oraz Celestii – dwóch światów zagrożonych katastrofą o nazwie Grand Fall.

Screen z gry Tales of Eternia Remastered na PC - Początek przygody

Fabuła sprawnie żongluje klasycznymi schematami jRPG, ale czuć w niej serce. Od samego początku oba światy mocno zaznaczają swoją obecność, a wzajemne uprzedzenia i różnice kulturowe mieszkańców nadają historii ciężaru, jakiego nie sugeruje kolorowa oprawa. Największą siłą napędową jest tu główna czwórka bohaterów. Reid uparcie uchyla się od odpowiedzialności, Farah skrywa pod swoją dobrocią głębsze problemy, a Meredy z czasem obnaża kolejne warstwy tajemnic. Postacie poboczne, nawet te zasilające naszą drużynę na chwilę, dostają o wiele mniej czasu antenowego, ale przy tak mocnym pierwszym planie łatwo przymknąć na to oko.

Bijatyka w szatach erpega

Walki toczą się w czasie rzeczywistym na płaskiej, dwuwymiarowej arenie – niczym w klasycznej bijatyce, z tą różnicą, że czteroosobowa drużyna ściera się z grupą potworów. Przejmujemy bezpośrednią kontrolę nad jedną postacią, płynnie łączymy ciosy ze specjalnymi technikami, a pozostałą trójką kieruje sztuczna inteligencja na podstawie naszych komend. Każdy walczy inaczej: Reid szatkuje wrogów mieczem, Farah używa pięści i kopniaków, a Meredy i Keele sypią potężnymi zaklęciami z drugiego rzędu. Najwięcej cierpliwości na początku wymaga opanowanie ataków z wyskoku, które są konieczne przy latających przeciwnikach.

Screen z gry Tales of Eternia Remastered na PC - Walka w pociagu

Gra pozwala w każdej chwili jednym przyciskiem przełączać się między trybem ręcznym, półautomatycznym i w pełni zautomatyzowanym. Większość typowych starć najwygodniej załatwić na półautomacie, gdzie postać sama dobiega do celu i wraca na miejsce. Natomiast walki z bossami potrafią szybko zmusić do przejścia na pełne sterowanie ręczne. Wtedy ten system ujawnia swoją głębię – pozycjonowanie na planszy, wyczucie odpowiedniego momentu na atak i blokowanie wrogów przed dotarciem do naszych magów potrafią zaważyć na wygranej bardziej, niż same statystyki drużyny.

Klatki pełne duchów i godziny szlifowania

Za system magii odpowiadają Craymele, potężne duchy żywiołów przypisywane do specjalnych klatek używanych przez Meredy i Keele’a. Od tego, jak je rozmieścimy, zależy, do jakich zaklęć nasi magowie zyskają dostęp. Żywioły z czasem zaczynają wchodzić w interakcje (tzw. Fringing), otwierając drzwi do nowych, połączonych czarów. Na starcie bywa to trochę nieczytelne i wymaga masy eksperymentów, ale kiedy w końcu jeden mag zaczyna potężnie bombardować pole bitwy, a drugi perfekcyjnie leczy i wzmacnia drużynę, daje to mnóstwo satysfakcji. Wojownicy z kolei rozwijają konkretne style walki, by odblokować nowe ciosy. Sporą rolę odgrywa też gotowanie posiłków, które w Eternii przydaje się dużo bardziej niż w kolejnych częściach cyklu.

Screen z gry Tales of Eternia Remastered na PC - Potyczka z bossem

Jeden element zestarzał się niestety nieco gorzej. Żeby przeżyć starcia z wymagającymi bossami czy oczyścić trudniejsze lochy, nadal trzeba poświęcić sporo czasu na pompowanie poziomów. Żmudny grind potrafi zmęczyć i mocno wybić z rytmu. Remaster co prawda rzuca koło ratunkowe, oferując potężne mnożniki doświadczenia i pieniędzy, ale ja z nich zrezygnowałem, żeby nie psuć sobie wspomnień o dawnym balansie rozgrywki. Dla kogoś bez nostalgii będą to jednak opcje na wagę złota.

Wygody, których brakowało w 2000 roku

Nowości dodane w remasterze nie wywracają gry do góry nogami, ale potrafią mocno uprzyjemnić życie. Świetnie sprawdzają się znaczniki na mapie, wyraźnie pokazujące kolejny cel fabularny, lokalizacje zadań pobocznych i – co kluczowe – aktywności czasowe, które łatwo przegapić na zawsze. W oryginale potrafiłem zgubić wątek, nawet tego nie zauważając. Doceniłem też opcję błyskawicznego powtarzania przegranej walki czy tryb przyspieszenia, dzięki któremu błąkanie się po raz kolejny w tych samych okolicach nie nuży aż tak bardzo. Dorzucono też autozapis, wygodniejsze menu oraz możliwość przewijania cutscenek.

Screen z gry Tales of Eternia Remastered na PC - Mapa świata i podróż statkiem

Ci szukający większych wyzwań mogą spróbować sił na poziomie Extreme (a po przejściu gry na Unknown). Natomiast dla graczy skupionych wyłącznie na fabule przygotowano pełen zestaw ułatwień – od wspomnianych mnożników aż po całkowite wyłączenie losowych spotkań. Każdy może więc bez problemu dopasować tempo do własnych upodobań. Ciekawym smaczkiem jest quiz wzbogacony o pytania dotyczące nowszych gier z serii Tales of. Boli tylko fakt, że nie doczekaliśmy się pełnoprawnej szybkiej podróży z prawdziwego zdarzenia (choć dodane znaczniki celów częściowo łagodzą ten problem), a własny statek powietrzny wciąż otrzymujemy na tyle późno, że niewiele zmienia.

Stare piksele, nowe głosy

Pod kątem wizualnym gra prezentuje się naprawdę ładnie. Klasyczne, ręcznie rysowane postacie (sprite’y) ociekają kolorami i ekspresją, a my możemy w każdym momencie wcisnąć odpowiedni przycisk, by wrócić do oryginalnej grafiki z pierwszego PlayStation i zobaczyć, jak wiele pracy włożono w odświeżenie warstwy wizualnej. Dźwięk również dostał solidnego boosta, a otwierająca grę piosenka momentalnie uruchomiła u mnie lawinę wspaniałych wspomnień.

Screen z gry Tales of Eternia Remastered na PC - Rodzinny do Meredy

Zupełnie nowe odczucia budzi natomiast przygotowany od zera angielski dubbing. Z technicznego i artystycznego punktu widzenia to świetna robota. Aktorzy dobrze wczuli się w charaktery postaci, a nowi gracze z pewnością polubią tę ścieżkę. Osobiście jednak tak bardzo wrosłem w oryginalne, stare głosy z wersji na PSone/PSP, że nostalgia nie pozwoliła mi w pełni cieszyć się odświeżoną pracą aktorów. Na moim sprzęcie remaster działał bez zarzutu, ale z racji swego konsolowego rodowodu, do walk zdecydowanie najlepiej sprawdza się tu klasyczny kontroler.

Podsumowanie

Tales of Eternia Remastered to zdecydowanie najlepiej przygotowany dotąd powrót do klasyki z serii Tales of i najwygodniejsza furtka do poznania tej opowieści na nowo, którą z czystym sumieniem polecam sprawdzić. Ma bohaterów, o których szybko nie zapomnicie, walkę wciąż dającą niezwykłą frajdę i bogaty zestaw opcji pozwalających skroić grę idealnie pod siebie. Wszechobecny grind i brak sensownej szybkiej podróży wprawdzie boleśnie przypominają, że to produkt epoki pierwszego PlayStation, ale w żaden sposób nie potrafią przekreślić radości z zabawy. Dla mnie ten tytuł był ciepłym powrotem do starych przyjaciół, z kolei dla nowych graczy z pewnością będzie to bezbolesna, świetnie podana lekcja jRPG-owej historii. Wreszcie – po latach noszenia nie swojego imienia – wspaniała Eternia może dumnie błyszczeć na półce pod własnym sztandarem.

Tales of Arise Beyond the Dawn Edition – recenzja (NS2). Wielka przygoda na długie podróże


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do testów dziękujemy Bandai Namco.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Artur Janczak
Naczelny. Na co dzień pilnuję, żeby nasz serwis trzymał fason, a w międzyczasie sam siadam do klawiatury. Tworzę newsy, recenzuję gry oraz sprzęt gamingowy i przelewam własne przemyślenia do felietonów. Gry wideo to dla mnie temat rzeka – niezależnie od tego, czy sprawdzam tryby wydajności w nowościach, czy wracam do starszych tytułów.
Scroll to top