Wielka zmiana narracyjnej koncepcji The Elder Scrolls Online, choć pięknie się zapowiadała, wyszła raczej nierówno, zwłaszcza w kontekście dungeon packów. Na każde świetne i cudownie spójne Wrathstone przypada nijaki Scalebreaker. Toteż sięgając po Stonethorn, moje oczekiwania były raczej znikome, w szczególności że zapoczątkowana w Greymoor linia fabularna Dark Heart of Skyrim bynajmniej nie należy do moich ulubionych. Na szczęście miło się rozczarowałem, bo Stonethorn, w którego skład wchodzą lochy Stone Garden i Castle Thorn, trzyma przyzwoity poziom.
Dalsza część tekstu pod materiałem video
Kamienny ogród
Pierwsza z nowych instancji, Stone Garden, zabiera nas do sekretnego laboratorium szalonego alchemika Arkasisa. Wraz z wysłaną przez ród Raventwatch elfką Gwendis zapuszczamy się więc w jego zakamarki, by odkryć cel przeprowadzanych w nim eksperymentów. Odwiedzana przez nas miejscówka wypada całkiem zróżnicowanie, przechodząc stopniowo od pełnych zieleni przesmyków do mocno industrialnych korytarzy samego laboratorium. Pod względem samej historii może nie jest to najbardziej angażująca narracja, ale Stone Garden nadrabia to samą rozgrywką.

Kolekcjonerów z pewnością ucieszy fakt, że na dobrą sprawę jest to loch pozbawiony bardziej złożonych mechanik. Brak tu łamigłówek do rozwiązania, więc całość spokojnie może przelecieć szybciutko, byle tylko zebrać loot. Nie oznacza to jednak, że zabrakło również unikalnych mechanik, bo Stone Garden pozwala na chwilowe przemienienie się w wilkołaczego Behemota, którego formę przy okazji możemy zbuffować, odnajdując alchemiczne formuły Arkasisa. Sami bossowie – sztuk trzy – to już raczej dość standardowe walki. Exarch Kraglern i Stone Behemoth wymagają po prostu obserwacji otoczenia, by unikać bolesnych ataków obszarowych. Ciekawiej wypada natomiast sam Arkasis, którego najpierw należy wyciągnąć na arenę, niszcząc w wilkołaczej formie zawory, przy okazji zmagając się z pomniejszymi przeciwnikami. Fajne to, aczkolwiek nic, o czym śpiewano by pieśni.
Zamek Thorn
Castle Thorn to natomiast wampirza rezydencja, należąca do Lady Thorn, do której ponownie udajemy się z Gwendis. Miłym smaczkiem jest to, że nasza towarzyszka będzie pamiętała naszą wcześniejszą eskapadę, niezależnie od tego, który loch odwiedziliśmy jako pierwsi. Castle Thorn to też przy okazji ten bardziej zachowawczy z nich. Zamek wygląda prześlicznie, ale nie znajdziecie w nim raczej nic przykuwającego uwagę, zarówno pod względem samego projektu, jak i mechanik. Ot, zamczysko jak każde inne. Tyle dobrego, że narracyjnie dzieje się tu nieco więcej niż w Stone Garden, głównie za sprawą Talfyga – pojmanego wampira, który prowadzi nas do swojej matriarchini.

Czeka w nim na nas natomiast więcej bossów, bo aż piątka, aczkolwiek skłamałbym, że są oni jakoś nad wyraz pamiętni. Najlepiej wypada starcie z Lady Thorn, która nie tylko cieszy designem, ale zmusza w odpowiednich momentach zarzucenie walki na rzecz przetrwania w spowijającej arenę ciemności. Pozostała czwórka to już raczej standard, acz oferują małe twisty. Warto wspomnieć chociażby o Blood Twilight i Valdurothcie. Ten pierwszy wita nas na arenie z basenem na jej środku, do którego cyklicznie ucieka, wypełniając jego ściany toksycznym gazem i próbując wepchnąć do niego graczy przy pomocy duchów. Ten drugi natomiast, mniej ciekawy, co jakiś czas będzie nas od siebie odpychać. Niby nic szczególnego, ale animacja tego ataku prezentuje się zaskakująco fajnie. Każdy z bossów w Castle Thorn oferuje przy tym Hard Mode, dorzucający do równania kilka nowych ataków i mechanik.
Ekwipunek i inne bajery
Dla kolekcjonerów dorzucono po łącznie osiem zestawów ekwipunku – Crimson Twilight, Talfyg’s Trachery, Unleashed Terror i wypadający z bossa Lady Thorn dla Castle Thorn, oraz Arkasis’s Genius, Elemental Catalyst, Kraglen’s Howl i Stone Hust po finałowej walce dla Stone Garden. Wizualnie brakuje im polotu, ale można przeboleć ten fakt dzięki miłym bonusom do statystyk za skompletowanie całych setów. Oba lochy oferują ponadto swoją trudniejszą wersję Veteran. Za pierwsze zapuszczenie się do któregokolwiek z nich natomiast dostaniemy w nagrodę Energetic Dwarven Shock-Spidera, czyli „zwierzęcego” towarzysza w postaci mechanicznego pająka.
Kły i szpony
Nie ukrywam, że moje preferencje względem The Elder Scrolls Online nie pokrywają się w większości z preferencjami typowego fana MMO. Cenię sobie w tej grze przede wszystkim świat i historię, więc cieszy mnie, że Stonethorn oferuje w miarę spójną opowieść, nawet jeśli pomosty pomiędzy obydwoma wątkami stanowią tu w zasadzie tylko Gwendis i znana z Greymoor sfora Gray Host. Wciąż jednak dodatek oferuje przyjemny, mroczny klimat, a także kilka ciekawych widoczków oraz parę fajnych mechanik, na czele z możliwością przybrania na moment formy wilkołaka. Jeżeli jednak poszukujecie bardziej złożonych walk, to od razu odpalcie oba lochy w trybie Veteran, dorzucając przy okazji Hard Mode w ich trakcie. W przeciwnym razie możecie się nieco wynudzić.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse. Jesteśmy też dostępni w Google News!
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.

