Od dłuższego czasu testuję Turtle Beach Command KB5. Nie będę ukrywał: od początku intrygował mnie jej ekran dotykowy i oferowane przez niego funkcje. To właśnie ten element okazał się źródłem zarówno zachwytu, jak i irytacji.
Zawartość pudełka
Ani pudełko, ani jego zawartość nie oferują szczególnych fajerwerków. Samo opakowanie jest skromne, ale nie mam z tym problemu. Jako konsument wolę, żeby producent przeznaczał budżet na dopracowanie urządzenia — to przecież sprzęt ma tutaj robić robotę.
Poza klawiaturą w zestawie znajdziemy kabel USB-A–USB-C w oplocie, dodatkowe nasadki klawiszy, narzędzie do ich zdejmowania, podpórkę pod nadgarstki oraz instrukcję. Oczywiście można oczekiwać więcej: choćby futerału czy większej liczby nasadek. Moim zdaniem nie brakuje jednak niczego, co jest potrzebne do korzystania z klawiatury.
Specyfikacja deklarowana przez producenta
- Format: pełnowymiarowy (full size)
- Podświetlenie: tak, z możliwością indywidualnej konfiguracji każdego klawisza
- Łączność: przewodowa, odpinany kabel USB-C–USB-A
- Anti-ghosting: tak
- Oprogramowanie: Swarm II, dostępne na Windows 10 i 11
- Przełączniki: mechaniczne, liniowe, niskoprofilowe
- Parametry przełączników: skok do 3,1 mm, punkt aktywacji 1,2 mm, siła nacisku 42 g
- Żywotność: 50 milionów naciśnięć
- Częstotliwość odpytywania: do 8000 Hz
- Wyświetlacz: kolorowy, dotykowy, o przekątnej 2,4 cala, z możliwością personalizacji zawartości i funkcji
- Obudowa: tworzywo ABS i aluminiowy panel górny
- Dodatkowe elementy: rolka multimedialna, podpórka pod nadgarstki, pięć przycisków makr i dwustopniowa regulacja nachylenia
- Akcesoria w zestawie: kabel USB-C–USB-A o długości 1,8 m, narzędzie do wyciągania nasadek i przełączników oraz cztery alternatywne nasadki klawiszy
- Cena: 159 euro
Wykonanie, design i wrażenia z użytkowania
Do jakości wykonania samej klawiatury trudno mi się przyczepić — czuć klasę premium. Elementy są bardzo dobrze spasowane, nic nie trzeszczy ani nie zgrzyta. Nawet podczas mocniejszego uderzania w klawisze obudowa sprawia solidne wrażenie. Tworzywo, z którego wykonano nasadki, również nie kojarzy się z tanim plastikiem, choć ich powierzchnia łatwo zbiera odciski palców.
Większe zastrzeżenia mam do podpórki pod nadgarstki. Oprócz jej plastikowego wykończenia przeszkadza mi sposób mocowania. Wolałbym magnesy zamiast zatrzasków, ponieważ obawiam się, że z czasem to właśnie one mogą okazać się słabym punktem konstrukcji.
O ile pudełko nie zrobiło na mnie większego wrażenia, o tyle wygląd klawiatury zdecydowanie przypadł mi do gustu. Dużą robotę robią szczotkowane aluminium na górnym panelu oraz ekran dotykowy umieszczony na wysepce w prawym górnym rogu. To bez wątpienia jedna z najlepiej wyglądających klawiatur, z jakich korzystałem w ostatnich latach.
Przyzwyczajenie się do niej zajęło mi jednak trochę czasu. Przesiadałem się z wysokoprofilowego modelu Vulcan II Max tego samego producenta, więc niższe klawisze KB5 wymagały zmiany nawyków. Początkowo trudno było mi również wyczuć moment rejestrowania naciśnięcia, przez co nie od razu pisało mi się równie swobodnie jak na poprzednim sprzęcie.
Choć osobiście lubię głośne klikanie klawiatur mechanicznych, to brzmienie KB5 okazało się chyba idealnym kompromisem dla mnie i domowników. Podczas pisania jest znacznie cichsza niż Vulcan II Max, ale nadal wyraźnie słyszę przyjemny dla ucha „klik”. Nie muszę więc całkowicie rezygnować z tego, co lubię w mechanikach.
Podświetlenie i oprogramowanie
Nigdy nie przywiązywałem dużej wagi do RGB. Przy wyborze sprzętu podświetlenie znajduje się u mnie nisko na liście priorytetów, zwłaszcza że komputer działa niemal przez całą dobę i stoi tuż obok łóżka. Muszę jednak przyznać, że w urządzeniach Turtle Beach, z których korzystałem, RGB było stonowane, a nie rażące. To dla mnie duża zaleta. W KB5 można je dostosować w aplikacji Swarm II, ale nawet przy maksymalnej jasności nie wydaje mi się zbyt intensywne.
Skoro już mowa o oprogramowaniu, mam do niego poważne zastrzeżenia. O ile przy słuchawkach czy wspomnianym wcześniej Vulcanie nie sprawiało mi większych problemów, o tyle konfiguracja ekranu dotykowego KB5 potrafiła doprowadzić mnie do białej gorączki.
Najbardziej dało mi się we znaki łączenie panelu z Discordem. Ostatnio kilkukrotnie reinstalowałem system i za każdym razem musiałem przechodzić tę procedurę od nowa. Brakuje mi wygodnego sposobu na zapisanie i przywrócenie konfiguracji, który oszczędziłby mi powtarzania tych samych czynności.
Rozczarował mnie również zakres dostępnych funkcji. Liczyłem na większą swobodę personalizacji, zbliżoną do tej, którą oferują funkcje Stream Decka w modelu Corsair Galleon 100 SD. Tymczasem w testowanej konfiguracji musiałem ograniczyć się do gotowych opcji. Co z tego, że mogę połączyć panel z OBS-em, skoro poza uruchamianiem i zatrzymywaniem transmisji lub nagrywania niewiele mogę za jego pomocą zrobić w tym programie?
Muszę jednak oddać ekranowi jedno: przydaje się do monitorowania obciążenia procesora i układu graficznego oraz wykorzystania pamięci RAM. Podgląd tych parametrów pomaga mi dobierać ustawienia graficzne w grach tak, żeby móc jednocześnie komfortowo grać i nagrywać materiał lub prowadzić transmisję.
Czy warto kupić Turtle Beach Command KB5?
Wiem, że odpowiedź „to zależy” nie usatysfakcjonuje wielu z was, ale w przypadku KB5 trudno o bezwarunkową rekomendację. Najwięcej zależy od waszych oczekiwań i budżetu.
Jeśli zależy wam na klawiaturze z ekranem dotykowym, akceptujecie ograniczenia jego funkcji i nie chcecie wydawać 349,99 euro na wspomnianego Corsaira, Turtle Beach Command KB5 za 159 euro może być dobrym wyborem. Choć sam panel nie spełnił wszystkich moich oczekiwań, znalazłem dla niego przydatne zastosowania — choćby wyłączanie komputera jednym dotknięciem czy wspomniane wcześniej monitorowanie obciążenia podzespołów podczas grania.
Ostatecznie jestem z KB5 zadowolony, mimo że początki wymagały zmiany przyzwyczajeń. Poleciłbym ją osobom, które szukają wygodnej klawiatury i traktują ekran jako praktyczny dodatek. Jeśli jednak to rozbudowane funkcje panelu mają być głównym powodem zakupu, jego ograniczenia mogą was rozczarować.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.
Udostępnienie urządzenia w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.



