Hellraiser: Revival – recenzja (XSX). Zasmakuj naszych rozkoszy

Gra dostępna na:
NS2
PC
PS5
XSX
Hellraiser Pograne Nagłówek
Dawid Kloc
Dawid Kloc

Clive Barker to jeden z najbardziej utalentowanych pisarzy horroru, jakich dane mi było czytać. Podoba mi się jego literacki, kwiecisty styl pisania zmieszany z bardzo przyziemną, często ponurą tematyką opowiadanych przez niego historii. Jeden z takich pomysłów pojawił się właśnie w noweli Hellbound Heart, w Polsce wydanej w 1992 roku jako Powrót z Piekła. To tam po raz pierwszy pojawił się wątek nadprzyrodzonych istot zwanych Cenobitami, które na stałe zapisały się w kinie grozy dzięki filmowej adaptacji literackiego pierwowzoru zatytułowanej Hellraiser, nakręconej przez samego pisarza. Dzieło Barkera rozrosło się w serię kilkunastu filmów, czasem lepszej, czasem wątpliwszej jakości. I teraz nadchodzi Hellraiser: Revival, pierwsza gra osadzona w uniwersum kultowego horroru, będąca nowym, kanonicznym otwarciem serii.

„Rozerwiemy twą duszę na kawałki”

Aiden Lynch i jego dziewczyna Sunny to para, która nie boi się przekraczać granic uznawanych przez innych ludzi za tabu. Hedonistyczne eksperymenty i zapędy seksualne pary sprawiają, że nieustannie szukają nowych, bardziej intensywnych doznań. Wszystko zmienia się w momencie, kiedy w ręce Sunny trafia tajemnicza kostka-łamigłówka. Urządzenie to służy jako wytrych otwierający bramę do innego wymiaru, a rozwiązanie zagadki tworzy pomost umożliwiający podróżowanie pomiędzy światami. Owe rozdarcie w czasie i przestrzeni przywołuje istoty zwane Cenobitami, które zabierają kobietę do Labiryntu – miejsca, gdzie rozkosz i ból są od siebie nie do odróżnienia. By uratować ukochaną przed niekończącą się udręką i torturami z rąk oprawców, Aiden zmuszony będzie podążyć ich śladem i zawrzeć pakt z demonicznymi istotami.

Hellraiser Revival Pograne Recenzja 1

Opisane tutaj wydarzenia są zaledwie początkiem historii, który z czasem ewoluuje, zmienia się i wykoślawia tak, jak przystało na coś pochodzącego z umysłu Clive’a Barkera. Opowieść utrzymana jest w ponurej, momentami nieprzyjemnej tonacji, jednak pod całą tą „kontrowersyjną” otoczką Hellraiser: Revival kryją się wątki braku akceptacji i zrozumienia ze strony otoczenia, dążenia do odkrywania samego siebie oraz tego, jak zatracenie się w tej podróży może przynieść zgoła odmienne konsekwencje, niż początkowo się zakładało. Tematyka ta, podobnie jak nowi bohaterowie, doskonale wpasowuje się w filmowe uniwersum. Twórcy z ogromnym szacunkiem podchodzą do świata przedstawionego, a inspiracje czerpią nie tylko z pierwowzoru, ale też z komiksów, które również rozbudowywały lore o dodatkowe elementy. I to jest największy sukces gry, bowiem świadome obycie z marką zaowocowało tym, że tytuł wydaje się być brakującym ogniwem łańcucha, niezwykle istotnym dla filmowej franczyzy.

„Nawet w piekle będą podziwiać twoje cierpienie”

Hellraiser: Revival to survival horror, w którym akcję obserwujemy z perspektywy pierwszej osoby. Trzeba przyznać, że niemal natychmiast da się wyczuć inspiracje twórców, jakimi są Resident Evil: Village czy zapomniany już horror Condemned. Mamy tutaj świadome zarządzanie zasobami, crafting, walkę na dystans, jak i w zwarciu, a także podstawowe elementy skradania się czy oskryptowane sekwencje ucieczek, kiedy gracz zostanie przeniesiony do Labiryntu. Wszystkie te mechaniki zostały poprawnie zaimplementowane do rozgrywki i spełniają swoje funkcje dokładnie tak, jak powinny. Zabrzmi to może dziwnie, ale po prostu tam są i choć nie wyróżniają się niczym szczególnym, to ich umiejętne wykorzystanie sprawiło, że dobrze bawiłem się przy Hellraiser: Revival. Jest to zasługa przede wszystkim dobrze zbalansowanej rozgrywki i tego, że aż do samego końca gry stopniowo otrzymujemy nowe rzeczy mające jeszcze bardziej urozmaicić zabawę. Pomarudzić można tylko na sam finał, który cierpi na typowe growe bolączki: pod sam koniec walczymy z tymi samymi przeciwnikami, a pewien miniboss pojawia się zdecydowanie zbyt wiele razy.

Hellraiser Revival pograne recenzja 4

Dużą rolę w grze odgrywa eksploracja i przeszukiwanie pomieszczeń w celu odnajdywania potrzebnych zasobów czy pieniędzy, za które u pewnej handlarki będziemy mogli nabyć ulepszenia broni, nowy rynsztunek czy niezbędne przedmioty. Jest także skrzynia, do której możemy schować nieużywany sprzęt, a nasz bohater może odnajdywać specjalne torby zwiększające przestrzeń ekwipunku. Czy wspominałem już o podobieństwach do gier takich jak Resident Evil?

To, co natomiast odrobinę rozczarowuje, to ubogie umiejętności posiadanej przez bohatera kostki, która ma ledwie trzy możliwości: mogą przyciągać przedmioty i ciskać nimi we wrogów, miotać kulami ognia (po wcześniejszym wchłonięciu źródła płomieni) oraz rozrywać przeciwników łańcuchami, jeśli napełnimy odpowiedni pasek umiejętności. Urządzenie służy jeszcze jako narzędzie do manipulowania otoczeniem, jeśli znajdziemy się w Labiryncie, miejscu, które dla ułatwienia można nazwać piekłem. I choć zdolności telekinetyczne kostki nie są może tak dobrze zaimplementowane do rozgrywki, jak chociażby Gravity Gun z Half-Life 2, to jest coś satysfakcjonującego, kiedy piła wystrzelona za pomocą urządzenia dekapituje napierających na Aidena wrogów.

Hellraiser Revival Pograne Recenzja 5

„Dla jednych anioły, dla innych demony”

Wiele mówiło się o tym, jak bardzo Hellraiser: Revival ma przekraczać granicę dobrego smaku. Muszę powiedzieć, że jest to bardziej chwyt marketingowy, który nie do końca ma pokrycie w rzeczywistości. Wiele z tychże szumnych obietnic można było zobaczyć już wcześniej w innych tytułach z gatunku, jednak samej grze nie można odmówić tego, że jest ultra brutalna. Produkcja nie stroni od rzeczy, które potrafią wywołać w nas niepokój czy dyskomfort i nie bez powodu jest to pozycja przeznaczona dla dorosłego odbiorcy. Na każdym kroku gracz spotyka się z potem, brudem, krwią i brutalnością wrogów, co w połączeniu z duszną atmosferą tworzy niezwykle wciągającą i wybuchową mieszankę. Jedyny zarzut, jaki mam wobec gry pod tym kątem, to fakt, że z czasem odbiorca, bombardowany takimi wizjami, uodparnia się na nie i pod koniec zabiegi twórców nie mają już takiego efektu, jak na samym początku.

Hellraiser Revival Pograne Recenzja 3

„Mamy ci tak wiele do pokazania”

Graficznie Hellraiser: Revival „robi robotę”. Gra wygląda naprawdę dobrze, a etapy, w których Aiden zwiedza osławiony Labirynt, prezentują się świetnie. Nieraz zatrzymywałem się tylko po to, by podziwiać ogrom przestrzeni i górującego nad nią Lewiatana. Widok potrafił zapierać dech w piersi i doskonale kontrastuje z dusznymi, wywołującymi klaustrofobię i poczucie dyskomfortu korytarzami wspomnianego wcześniej labiryntu. Piekło wygląda dokładnie tak, jak jego filmowy pierwowzór, i jest równie ponure i obce. Z tego powodu podróżowanie po „realnym” świecie nie jawi się równie intrygująco, choć nie można powiedzieć, że lokacje są źle zaprojektowane. Wręcz przeciwnie, a kilka sekwencji w grze jest naprawdę świetnie zrealizowanych.

Jednak najlepiej wypada zdecydowanie warstwa audio, zarówno pod względem ścieżki dźwiękowej, jak i reżyserii dźwięku. Każde cięcie maczetą, wystrzał czy chwytanie łańcuchami wrogów brzmi nad wyraz realistycznie. Natomiast gdybym miał wskazać to, co zapamiętałem najlepiej, byłoby to stukanie zębami ścigającego nas po lochach Cenobity. Dźwięk ten nieraz sprawiał, że serce biło mi szybciej, kiedy słyszałem go za swoimi plecami. Coraz bliżej i bliżej. Niesamowitym doświadczeniem jest również ponowne usłyszenie Douga Bradleya w roli Hell Priesta, który wypada w niej równie przekonująco jak dawniej.

Hellraiser Revival Pograne Recenzja 5

„Doznania wykraczające poza granice”

Hellraiser: Revival był dla mnie sporym zaskoczeniem i jest jednym z najlepszych survival horrorów, w jakie dane mi było zagrać w tym roku. Niesamowicie gęsta, momentami przytłaczająca atmosfera w połączeniu z odważnym podejściem do twórczości Barkera jest czymś, co wyróżnia produkcję na tle innych dostępnych na rynku. To też jeden z tych tytułów, które pokazują, że gry oparte na filmowych licencjach, jeśli są robione z głową, są w stanie nie tylko z sukcesem przenieść materiał źródłowy na język poligonów, ale też dołożyć do niego coś od siebie. To udany powrót marki i mam nadzieję, że nie ostatni. Bawcie się więc kostką, tylko uważajcie: być może przyzwiecie dzięki niej coś, na co w ogóle nie jesteście gotowi.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Gra została zakupiona ze środków własnych autora.


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Wielbiciel szeroko pojętej popkultury, szczególnie zakochany w fantastyce i horrorze. Od wielu lat ogromny fan uniwersum Aliena, podręczników RPG i ich komputerowych adaptacji. Zimy spędza w Kaer Morhen, a latem debatuje ze sztuczną inteligencją nad sensem życia.
Scroll to top