Captain Tsubasa 2: World Fighters – recenzja (PS5). Futbol, jakiego potrzebowałem

Gra dostępna na:
NS2
PC
PS5
XSX
Captain Tsubasa 2: World Fighters – key art gry z bohaterami i dynamiczną akcją piłkarską
Marcin Ćwiek
Marcin Ćwiek

Piłka nożna to w teorii prosta gra: dwudziestu dwóch facetów biega za piłką, boisko ciągnie się kilometrami aż po zakrzywienie horyzontu, a w decydującym momencie napastnik wyskakuje na wysokość drugiego piętra, by przy akompaniamencie ryczącego tygrysa rozerwać siatkę w bramce. Każdy, kto w dzieciństwie urywał się ze szkoły na seans na kanale Polonia 1, doskonale wie, że prawdziwy futbol nie ma nic wspólnego z nudnym przesuwaniem formacji i bezbramkowymi remisami. Tam liczyły się litry wylanego potu, połamane słupki i braterska przyjaźń kuta w ogniu bezlitosnych wślizgów. Minęło sześć lat od premiery udanego Rise of New Champions, a ekipy z Tamsoft i Bandai Namco ponownie zapraszają nas na murawę w Captain Tsubasa 2: World Fighters. Czy tym razem również zbiegnięcie z piłką z własnej połowy zajmie nam bite trzy odcinki?

Prosto z szatni: World Youth i własna droga do sławy

Głównym daniem World Fighters jest kampania oparta na jednym z najbardziej rozpoznawalnych fragmentów mangi, czyli World Youth. To ciekawy wybór, szczególnie że ten etap historii nie doczekał się pełnoprawnej adaptacji anime. Tym razem wydarzenia obserwujemy przede wszystkim wokół reprezentacji Japonii i znanych bohaterów serii, ale obok nich pojawia się również nasz własny zawodnik. Kreator postaci został wyraźnie rozbudowany względem poprzedniej części, a po raz pierwszy możemy stworzyć nawet bramkarza.

Tsubasa Ozora z numerem 10 biegnie z piłką pod pachą, ciesząc się wraz z zawodnikami reprezentacji Japonii na pełnym kibiców stadionie.

Własny zawodnik dostaje też swoją ścieżkę rozwoju. W trakcie kolejnych spotkań wykonujemy zadania, rozwijamy relacje z innymi piłkarzami i odblokowujemy kolejne techniki oraz umiejętności. Służą do tego scenariusze Side Link, które pozwalają nieco lepiej poznać bohaterów i zdobywać nowe możliwości dla stworzonego przez nas zawodnika. Pomysł jest dobry, choć sposób jego przedstawienia nie zawsze pasuje do tempa całej produkcji. Pomiędzy efektownymi spotkaniami dostajemy sporo statycznych rozmów i tekstu, przez które kampania momentami mocno zwalnia.

Nie tylko World Youth

Poza główną historią przygotowano również dodatkowe scenariusze, w tym Episode Rivals, pozwalające spojrzeć na część wydarzeń z perspektywy innych zawodników. Kolejne mecze, techniki i zawodnicy stopniowo poszerzają nasze możliwości, zamiast od razu wrzucać nas na głęboką wodę. Nie zabrakło także narzędzi dla osób, które po prostu lubią budować własne drużyny. Player Edit i Team Edit pozwalają kombinować ze składami, pozycjami czy umiejętnościami zawodników. To właśnie tutaj widać jeden z największy niewykorzystany potencjał World Fighters. Twórcy dają nam całkiem sporo możliwości zabawy z zespołami, ale później nie oferują wystarczająco dużo trybów, w których można byłoby się nimi naprawdę nacieszyć.

Dynamiczne starcie w powietrzu i jednoczesny strzał na piłkę między Tsubasą w niebieskim stroju a brazylijskim rywalem w żółto-zielonym trykocie.

Trening, kanapa i walka o pierwsze miejsce

Zanim ruszymy na poważne mecze, możemy skorzystać z rozbudowanego modułu treningowego. Gra całkiem nieźle tłumaczy swoje mechaniki i jest to szczególnie przydatne dla osób, które wcześniej nie miały kontaktu z serią. Systemów jest bowiem sporo, a część z nich pojawia się dopiero wtedy, gdy zaczynamy rozumieć, jak łączyć ze sobą poszczególne zagrania.

Zbliżenie na krzyczącego z determinacją zawodnika podczas ładowania specjalnego strzału z energetyczną, złotą aurą w kształcie smoka.

Największą frajdę nadal daje jednak gra z drugą osobą siedzącą obok. Lokalny multiplayer jest jednym z najmocniejszych punktów całej produkcji. Captain Tsubasa 2 idealnie pasuje do grania na jednej kanapie, szczególnie gdy obaj gracze dobrze znają możliwości swoich zawodników. Jeden udany blok, przejęcie piłki w ostatniej chwili albo strzał specjalny potrafią wywołać więcej emocji niż niejeden poważniejszy mecz.

Widok na boisko i tablicę wyników JPN 0-0 SAU podczas potężnego strzału specjalnego z oślepiającą, żółtą aurą wilka.

Tryb online jest bardziej zachowawczy. Dostajemy między innymi pojedynki rankingowe oraz prywatne pokoje, ale zabrakło bardziej rozbudowanej struktury rywalizacji. Przy takiej liczbie zawodników i reprezentacji aż prosi się o klasyczny puchar, ligę czy rozbudowany system turniejowy. Tego po prostu szkoda, bo właśnie takie tryby mogłyby znacząco wydłużyć życie gry po ukończeniu kampanii.

Piłka przede wszystkim: nowy system pojedynków

Największych zmian trzeba szukać jednak na boisku. World Fighters wyraźnie odchodzi od systemu znanego z poprzedniej części i stawia bardziej na zręczność oraz odpowiednie wyczucie momentu. Zamiast prostego wyboru jednej z dostępnych odpowiedzi podczas pojedynku musimy lepiej kontrolować zawodnika, odpowiednio ładować akcje i reagować na ruch przeciwnika.

Uśmiechnięty zawodnik w czerwonym stroju reprezentacji Chin ze złotym smokiem wykonuje dynamiczny wślizg w stronę podkręconej piłki.

Jednym z ciekawszych dodatków jest Chain System. Udane mijanki pozwalają budować licznik, który wzmacnia kolejne zagrania. Problem w tym, że po utracie piłki przewaga przechodzi na przeciwnika. Dzięki temu nawet pozornie spokojna akcja może w kilka sekund zamienić się w sytuację podbramkową. Mechanika dobrze pasuje do charakteru serii, bo nagradza odważną grę, ale jednocześnie nie pozwala bez końca budować przewagi.

Piłkarz reprezentacji Japonii z numerem 10 oddaje strzał z woleja na tle potężnego, płonącego złotego smoka.

Ważną rolę odgrywają również Max Actions, czyli mocniejsze zagrania ofensywne i defensywne wymagające odpowiedniego momentu. Do tego dochodzą charakterystyczne dla serii techniki specjalne oraz zespołowe Miracle Team Moves. Wszystko razem tworzy system, który początkowo może wydawać się chaotyczny, ale po kilku godzinach zaczyna działać zaskakująco dobrze.

Tu bramkarz nie stoi tylko po to, żeby łapać piłkę

Dużo ciekawiej rozwiązano również pojedynki z bramkarzami. Nadal istotne pozostaje zużywanie jego staminy, ale samo oddanie strzału nie kończy już całej zabawy. Musimy odpowiednio wybrać kierunek uderzenia i spróbować przewidzieć reakcję golkipera. Kolejne skuteczne akcje stopniowo osłabiają jego możliwości, dzięki czemu końcówka meczu może zamienić się w prawdziwą próbę nerwów.

Fizyczne starcie w powietrzu dwóch piłkarzy walczących o piłkę, z widoczną w tle różową manifestacją aury słonia.

To jeden z elementów, które najlepiej pokazują, dlaczego World Fighters działa. Twórcy nie próbują udawać prawdziwej piłki nożnej. Zamiast tego biorą jej podstawowe zasady i przepuszczają je przez filtr shōnenowego anime. Tutaj jeden zawodnik może przez kilkanaście sekund utrzymywać się przy piłce, następnie wystrzelić specjalnym podaniem przez pół boiska, a bramkarz zamiast spokojnie interweniować, rozpoczyna pojedynek na śmierć i życie.

Mecz wygląda jak anime

Pod względem oprawy World Fighters trzyma się sprawdzonej stylistyki poprzednika. Trójwymiarowe modele dobrze oddają wygląd bohaterów, a podczas specjalnych technik kamera potrafi całkowicie zmienić perspektywę. Najwięcej pracy włożono oczywiście w efektowne zagrania. Każdy fan serii doskonale wie, że zwykły strzał nigdy nie będzie tutaj wystarczający. Dobrze wypadają również animacje postaci i mimika podczas pojedynków. Gra nie próbuje jednak konkurować z największymi produkcjami pod względem technicznej jakości grafiki. Najważniejsze jest zachowanie charakterystycznego stylu mangi i anime, a to udało się osiągnąć bez większych problemów.

Zawodnik w zielonym stroju Arabii Saudyjskiej i białym turbanie prowadzi agresywny rajd z piłką, mijając japońskich obrońców.

Całości dopełnia japoński dubbing oraz angielski komentarz. Ten drugi nie zawsze dorównuje szaleństwu wydarzeń na ekranie, ale przy większej liczbie zawodników pomaga nadać spotkaniom odpowiednią atmosferę. Muzyka również robi swoje, szczególnie gdy na boisku zaczynają latać kolejne superstrzały, a znajome motywy przypominają, z jaką serią mamy do czynienia.

Faul taktyczny: czego zabrakło?

Największym problemem World Fighters nie jest sam system rozgrywki. Wręcz przeciwnie, właśnie on sprawia, że chce się grać dalej. Problem zaczyna się wtedy, gdy kampania przestaje być powodem do uruchomienia gry. Przygotowane przez twórców narzędzia do edycji zawodników i drużyn mają spory potencjał, ale liczba trybów, w których można je wykorzystać, jest zwyczajnie zbyt mała. Do tego dochodzą momentami irytujące pojedynki z niektórymi obrońcami. Potężne wślizgi potrafią wybić z rytmu, zwłaszcza gdy przeciwnik zaczyna seryjnie korzystać z trudnych do zatrzymania zagrań. Nie zawsze czuć wtedy, że przegraliśmy pojedynek przez własny błąd. Czasami pozostaje po prostu frustracja.

Dramatyczne zbliżenie na dwóch rywali uderzających jednocześnie głowami w rozbłyskującą światłem piłkę.

Nie do końca przekonują również Side Linki. Pomysł na rozwijanie relacji i odblokowywanie nowych umiejętności jest dobry, ale sposób prezentacji pozostawia wiele do życzenia. Długie, statyczne fragmenty tekstu potrafią skutecznie wyhamować tempo pomiędzy kolejnymi meczami. Przy tak dynamicznej produkcji aż chciałoby się zobaczyć więcej krótkich scenek czy animacji zamiast kolejnych ekranów dialogowych.

Ostatni gwizdek

Captain Tsubasa 2: World Fighters jest trochę jak najlepsze odcinki starego anime. Nie interesuje go realizm, ekonomia ruchu ani to, czy strzał z połowy boiska ma jakiekolwiek szanse powodzenia. Ma być efektownie, szybko i przesadnie. I właśnie dlatego nowa produkcja Tamsoft potrafi dać sporo frajdy. Największą siłą gry jest przebudowany system meczów. Więcej zręczności, lepsze pojedynki z bramkarzami, Chain System, Max Actions i ogromna liczba technik sprawiają, że kolejne spotkania potrafią wciągnąć na dłużej. Do tego dochodzi kampania World Youth, własny zawodnik, sporo zawartości do odblokowania oraz świetny multiplayer na jednej kanapie.

Szkoda tylko, że po zakończeniu głównej przygody brakuje mocniejszego powodu, żeby zostać z grą na dłużej. Turnieje, ligi czy bardziej rozbudowane warianty rywalizacji mogłyby zrobić tutaj ogromną różnicę. Tym bardziej że fundament jest naprawdę solidny. Jedkakże Captain Tsubasa 2: World Fighters to zręcznościowy futbol wyjęty prosto z kart mangi, gdzie jeden mecz może trwać wieczność, bramkarz potrafi zatrzymać pocisk lecący z prędkością światła, a przyjaźń między zawodnikami ma większe znaczenie niż jakakolwiek taktyka. Jeśli właśnie tego szukacie, trudno będzie znaleźć w tym roku bardziej absurdalną i jednocześnie satysfakcjonującą piłkę.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Reddicie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do testów dziękujemy firmie Bandai Namco.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.

Kup Captain Tsubasa 2: World Fighters (PS5

Reklama produktu w Ceneo.pl


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Marcin Ćwiek
Imperator krainy jeży, pasjonat ciężkiej muzyki, gracz i obieżyświat. Cześć! Mam na imię Marcin i uwielbiam grać oraz gotować, podróżować, aktywnie spędzać czas z moją kochaną rodzinką. Za dnia jestem ojcem oraz menadżerem hostelu w centrum Gdańska, w nocy zaś zakładam kocyk i ratuję wirtualne światy 😄 Gram na wszystkim i nie lubię wojen konsolowych!
Scroll to top