Kiedy więc na moje biurko trafił model Genesis Thor 430 TKL Wireless, byłem zaintrygowany. To kompaktowy mechanik, który stawia na niski profil, solidnie wyciszone przełączniki i pełną swobodę w kwestii łaczności. Sprzęt mający zapewnić wygodę podczas długich sesji przed ekranem. Sprawdziłem na własnej skórze, jak to ciekawe połączenie wypada w praktyce podczas codziennej pracy i wieczornego grania.
Zawartość pudełka
Wewnątrz kartonu poza samą klawiaturą znajdziemy przewód w oplocie ze złączem USB A na USB C o długości półtora metra, odbiornik, specjalny adapter, wygodne narzędzie do zdejmowania nasadek oraz przełączników, a także dedykowaną piankę wygłuszającą pod spację. Odbiornik oraz adapter mają swoje bezpieczne miejsce w zamykanym schowku na spodzie obudowy. Klapka trzyma to wszystko bardzo pewnie, dlatego sprzęt można śmiało wrzucić do torby lub plecaka bez najmniejszych obaw o zgubienie tych drobiazgów.
Specyfikacja
| Dane techniczne | |
|---|---|
| Układ i rodzaj | TKL 80 procent, 87 klawiszy ANSI, niskoprofilowa |
| Przełączniki | Outemu Silent LP Linear, wsparcie hot swap |
| Dystans i siła aktywacji | Aktywacja na 1,5 milimetra, siła nacisku 40 gf |
| Łączność | Przewodowa USB C, radiowa 2.4 GHz, Bluetooth |
| Wykonanie klawiszy | Tworzywo ABS, Double Injection |
| Bateria i waga | 3000 mAh, 745 gramów |
| Platformy | PC, konsole PlayStation oraz Xbox, macOS, Linux |
Wykonanie i design
Thor 430 TKL Wireless to niezwykle zgrabna i całkowicie czarna konstrukcja bez bloku numerycznego, co pozwala zaoszczędzić sporo cennego miejsca na myszkę. Chociaż ramę wykonano z tworzywa ABS, całość czuć w dłoniach. Sprzęt nie przesuwa się po biurku podczas nerwowych akcji. Gumowane nóżki świetnie trzymają urządzenie w miejscu i pozwalają na ustawienie dwóch poziomów nachylenia. Niski profil o wysokości zaledwie 25 milimetrów to absolutne zbawienie dla zmęczonych nadgarstków, co odczułem wyjątkowo mocno po wielu godzinach intensywnego strzelania w ARC Raiders oraz nadrabiania kampanii w Halo Combat Evolved. Całość wygląda schludnie i po prostu znakomicie leży pod dłońmi.
Klawisze wykonano w technologii Double Injection, więc nie ma mowy o zjawisku ścierania się głównych liter podczas użytkowania. Symbole funkcyjne nadrukowano już klasyczną metodą. Zgrzyta mi tutaj jednak sam projekt typografii. Zamiast ładnie wyśrodkować litery, przesunięto je bardzo wyraźnie w górną część nasadki. Odrobinę psuje to ogólne proporcje. To oczywiście tylko detal, ale więksi esteci mogą na to na początku kręcić nosem.
Switche i akustyka
Zastosowane pod klawiszami Outemu Silent LP to liniowe i niesamowicie płaskie switche. Punkt aktywacji znajduje się bardzo płytko, a siła nacisku to zaledwie 40 gf. Skok jest odczuwalnie krótszy niż w typowym, masywnym mechaniku, ale wciąż zapewnia świetną, niezwykle sprężystą odpowiedź. W dynamicznych potyczkach sieciowych taki krótki dystans sprawdza się doskonale. Mamy tu również wsparcie dla technologii hot swap, więc wymiana przełączników na inne modele kompatybilne z tym standardem odbywa się błyskawicznie i bez wyciągania lutownicy.
Wewnątrz obudowy siedzi amortyzacja Gasket Mount. Płyta mocująca opiera się miękko na silikonowych uszczelkach, co fantastycznie tłumi wszelkie drgania plastiku. W połączeniu z wyciszonymi przełącznikami i wewnętrzną gąbką akustyczną recenzowany model okazuje się absolutnym liderem ciszy na moim biurku. Można na niej klikać do woli bez ryzyka awantury w środku nocy.
Łączność i bateria
Producent oddał nam do dyspozycji aż trzy tryby łączności. Na pokładzie znajdziemy klasyczny przewód USB, szybki odbiornik 2.4 GHz oraz Bluetooth. Ten ostatni pozwala na sparowanie do trzech osobnych urządzeń. Przez większość czasu korzystałem z klawiatury bez użycia kabla i ani razu nie odczułem uciążliwych opóźnień czy zrywania sygnału. Do grania nastawionego na refleks polecam jednak wpiąć do komputera główny odbiornik radiowy. Bateria wystarczyła mi na około dwa tygodnie mieszanej zabawy i pracy. Podświetlenie RGB odpalałem głównie wieczorami, więc to naprawdę satysfakcjonujący wynik.
Oprogramowanie sterujące działa wyłącznie pod systemem Windows. Aplikacja pozwala na zmianę efektów świetlnych, tworzenie własnych makr i przypisywanie nowych ról pod konkretne klawisze. Wszystkie preferencje zapisują się jednak od razu w pamięci sprzętu. Możecie więc spokojnie skonfigurować wszystko na jednym komputerze, a potem podpiąć klawiaturę do maszyny z systemem macOS lub Linux i cieszyć się swoimi ustawieniami bez instalowania czegokolwiek w tle.
Podświetlenie RGB
Kolorowe podświetlenie RGB w duecie z nasadkami typu pudding wygląda kapitalnie. Półprzezroczyste dolne ścianki klawiszy sprytnie rozpraszają światło diod. Zamiast ostrych promieni dostajemy bardzo miękką poświatę. Efekt jest wyjątkowo przyjemny dla oka i w połączeniu z czarną bazą prezentuje się rewelacyjnie. Po zmroku robi to świetne wrażenie.
W dedykowanej aplikacji łatwo przypiszemy inny kolor dla każdego przycisku. To bardzo pomocny bajer do zaznaczania sobie kluczowych stref w grach akcji. Trzeba tylko liczyć się z tym, że najwyższa jasność zauważalnie podkrada prąd z baterii. W ciągu dnia polecam więc lekko przygasić światła i zostawić pełną moc na wieczorne godziny.
Podsumowanie
Model Thor 430 TKL Wireless to genialny kawałek cichego sprzętu. Oferuje wygłuszone przełączniki, elastyczne zawieszenie wnętrza, banalną wymianę przełączników i wzorowo działającą łączność bez kabli. Jeżeli marzy się Wam niski profil i głęboka cisza podczas wieczornego grania, to ta klawiatura zdecydowanie spełnia te obietnice.
Do drobnych minusów zaliczam nieco dziwacznie ułożone legendy na klawiszach i oprogramowanie ograniczone do jednego ekosystemu. To jednak tylko drobnostki, o których szybko zapominamy podczas użytkowania. Jeśli polujecie na dyskretnego i bardzo wygodnego mechanika, zdecydowanie warto wziąć ten model pod uwagę.
Udostępnienie urządzenia w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.




