Jaka Parówa, Wariacie? – recenzja (PC). Kwintesencja polskości

Gra dostępna na:
PC
Jaka Parówa, Wariacie? logo
Jakub Mrozowski
Jakub Mrozowski

Sieć sklepów z popularnym płazem w nazwie przyjęła się jako jeden z symboli polskości. Czy da się na tej podstawie stworzyć dobrą grę? Na to pytanie stara się odpowiedzieć Wojciech Górny, autor symulatora kasjera w Żobce (poprawna pisownia z gry) o tytule Jaka Parówa, Wariacie? Stwierdziłem, że to produkcja, która idealnie trafia w moje gusta, jak hot dog z Żabki przed imprezą.

Dobre początki

Mamy tutaj do czynienia z czymś, co może przypominać Papers, Please. Wcielamy się w kasjera i mamy spiąć domowy budżet, ulepszać nasz sklep, nie sprzedawać alkoholu nieletnim itd. Przeżyć w ten sposób musimy miesiąc. Jak więc wygląda rozgrywka? Otwieramy drzwi naszego sklepu i czekamy na pierwszych klientów. Skanujemy im rzeczy, a oni płacą. Zupełnie jak na kasie, jednak z czasem dochodzą, nazwijmy to, modyfikatory. Musimy pamiętać o zasadach wprowadzonych przez gminę: doliczyć siatkę, nie sprzedawać alkoholu na legitymację studencką, a do tego jeszcze robić hot dogi. Byłem zaskoczony, o jak wielu rzeczach trzeba pamiętać, a gra nie wybacza błędów. Za każdy błąd grozi kara, a w ostateczności utrata pracy. Trzeba więc cały czas zachować skupienie.

Lada w Jaka Parówa, Wariacie?
Przyzwyczajcie się do tej lady, spędzimu tu dużo czasu

Polska Gurom

Wbrew pozorom jest tutaj co robić. Tytuł posiada aż dziewięć zakończeń, z czego udało mi się zobaczyć trzy. Jest to produkcja, która ogólnie potrafi uderzyć w mocniejsze tony. W końcu z pensji musimy utrzymać rodzinę, a i zawsze są jakieś niespodziewane wydatki. Jak operacja czy wycieczka szkolna. Dodatkowo dochodzą wybory moralne, czy opowiedzieć się po stronie kapitalizmu, czy okazać się człowiekiem i zaryzykować dla dobra innych. Pod warstwą prostej grafiki kryje się tutaj trochę głębi. Dlatego szkoda, że rozgrywka potrafi być tak monotonna, ale odniosłem wrażenie, że autor zdawał sobie z tego sprawę, bo co rusz napotkamy jakąś zabawną postać, znaną z polskiej popkultury, czy nawiązanie do jakiejś znanej osoby. Nie wiem, czy wyłapałem wszystkie, ale trudno się było nie uśmiechnąć, gdy odwiedzał nas ktoś o nazwisku Pudzianowski, członkowie gwiezdnej floty czy nawet inspektor Kot z 13 Posterunku, choć to detale, które zauważą głównie Polacy.

Obsługa klienta w Jaka Parówa, Wariacie?
Obsługujemy nawet dzielnych członków gwiezdnej floty

Oprawa

Co do samej grafiki, to jest ona bardzo prosta, chociaż pełna detali i interaktywnych elementów jak szyby, paczkomaty czy kotek. Bawią przekręcone nazwy produktów, a sam dźwięk skanowania jest przyjemny dla ucha. Klienci co jakiś czas rzucą jakimś zabawnym żartem. Muzyka za to jest żywa i energiczna. Jednocześnie dziwna, ale trzeba przyznać, że wpada w ucho i podczas rozgrywki praktycznie nam nie przeszkadza.

Klient w Jaka Parówa, Wariacie?

Podsumowanie

Jaka Parówa, Wariacie? to tytuł, przy którym można spędzić kilka naprawdę przyjemnych chwil, a nawet godzin! Rozgrywka potrafi wciągnąć, ale bardzo szybko oglądanie tej samej lady jest nużące. Polecałbym więc raczej dawkowanie rozgrywki. Nie zmienia to faktu, że to dobra produkcja, a dla nas, Polaków, wręcz produkcja obowiązkowa. Tym bardziej że cena jest niezwykle zachęcająca.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy twórcy — Koksny.com.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Avatar photo
Jakub, człowiek, dla którego nigdy nie ma problemu. Próbował już w życiu wszystkiego: aktorstwa, żonglowania, gotowania, pisanie to jego najnowsza pasja, w której ma nadzieje się spełnić. Gra od kiedy pamięta, na początku na komputerze, później głównie na konsolach. Fan nietuzinkowych produkcji z kraju kwitnącej wiśni. Uwielbia wszelkiej maści komiksy o superbohaterach. Zawsze powtarza, że nie liczy klatek woli po prostu grać.
Scroll to top