Gry łączące symulatory farmy, survival i zarządzanie z elementami wizualnych nowel dla dorosłych to dość specyficzna nisza. Kiedy na horyzoncie pojawia się tytuł taki jak Planet Lust, nie da się uniknąć bezpośrednich porównań do gigantów pokroju Stardew Valley czy kosmicznego Starbound. Twórcy obiecali nam wciągającą pętlę rozgrywki, eksplorację, rozbudowane relacje z załogą i pikantne nagrody za nasze trudy. Spędziwszy z grą odpowiednią ilość czasu, mogę z całą pewnością stwierdzić, że pod warstwą kontrowersji kryje się zaskakująco kompetentna gra. Niestety, ambitne plany deweloperów zderzyły się z brutalną rzeczywistością, przez co kosmiczna przygoda potrafi z czasem wpaść w sidła monotonii. Czy warto wyruszyć w tę podróż?
Kosmiczna rutyna i brutalna ekonomia
Zabawa w Planet Lust opiera się na sprawdzonym schemacie: budzimy się, zarządzamy naszym statkiem, schodzimy na powierzchnię planety w celu gromadzenia surowców, walczymy, a po powrocie rozbudowujemy bazę i wchodzimy w interakcje z załogą. Pętla ta w pierwszych godzinach potrafi niesamowicie wciągnąć. Mamy tu elementy półotwartego świata, zarządzanie zadaniami pobocznymi oraz rzemiosło.
Problem polega na tym, że z biegiem czasu codzienny cykl staje się dość powtarzalny i pozbawiony głębi, za którą tak bardzo pokochaliśmy Stardew Valley. O ile u konkurencji zawsze jest coś nowego do zrobienia, a miasteczko żyje własnym życiem, o tyle tutaj statek i powierzchnia planety szybko odkrywają wszystkie swoje karty. Co gorsza, ekonomia craftingu jest, delikatnie rzecz ujmując, niezwykle brutalna. Grind po odpowiednie surowce, by stworzyć niezbędny ekwipunek, potrafi mocno dać w kość, co sztucznie wydłuża czas potrzebny na pchnięcie rozgrywki do przodu.
Fabuła i budowanie (nie tylko) przyjacielskich relacji
Historia w Planet Lust pełni raczej funkcję pretekstową. Zebranie odpowiedniego sprzętu i realizacja głównych zadań prowadzi nas w okolice 30. dnia wewnątrz gry, kiedy to możemy podjąć się ostatecznego starcia. Główną motywacją do tego żmudnego grindu nie jest jednak ratowanie galaktyki, a chęć przypodobania się naszym kosmicznym towarzyszkom.
Gra jest produkcją skierowaną wyłącznie do pełnoletnich odbiorców i nie ukrywa swojego erotycznego charakteru. Twórcy zapowiadali rozbudowany system intymnych interakcji, jednak w praktyce wypada on nieco sztywno i schematycznie. Zamiast płynnego doświadczenia, otrzymujemy sekwencje oparte na prostych mini-grach zręcznościowych przypominających klasyczne „Simon Says”. Dopiero odpowiednie wypełnienie wskaźników odblokowuje statyczne, choć nieźle animowane sceny z udziałem bohaterek. Same postaci są wykreowane z pomysłem, jednak brakuje im nieco większej różnorodności wizualnej (szczególnie pod kątem budowy ciał, które często opierają się na jednym, podobnym schemacie).
Urok retro i widoczne ograniczenia
Od strony wizualnej produkcja mocno celuje w nostalgię. Świetny, kolorowy pixel-art nadaje grze charakteru i sprawia, że eksploracja powierzchni czy rozbudowa statku cieszą oko. Interfejs jest czytelny, a retro stylistyka idealnie współgra z klimatem lekkiej, niezobowiązującej przygody science-fiction.
Warto podkreślić jedną, kluczową rzecz: gdybyśmy wycięli z Planet Lust całą zawartość dla dorosłych, wciąż otrzymalibyśmy grywalny, spójny tytuł. Elementy pikantne są tu miłym (dla docelowego odbiorcy) dodatkiem, a nie jedynym filarem, na którym opiera się kod gry. Niestety, tytuł dość szybko obnaża swoje ograniczenia. Brakuje tu rozbudowanych wiosek, dziesiątek postaci pobocznych czy głębszych mechanik pobocznych. To gra, która po kilkunastu godzinach nie ma nam już nic więcej do zaoferowania.
Podsumowanie – czy warto założyć skafander?
Czy Planet Lust to zła gra? Absolutnie nie. To solidny, choć miejscami monotonny tytuł, który potrafi przykuć do ekranu na kilka satysfakcjonujących sesji. Polecam go przede wszystkim osobom, którym nie przeszkadza wyraźny grind, ceniącym urokliwą grafikę retro i szukającym w kosmicznych symulatorach „czegoś więcej” niż tylko sadzenia wirtualnych pomidorów.
Jeśli oczekujecie złożoności na miarę Starbound, szybko poczujecie zawód. Jeśli jednak potraktujecie tę produkcję jako lżejszą, krótszą i zdecydowanie bardziej pikantną alternatywę na leniwe wieczory – znajdziecie tu uzależniającą pętlę rozgrywki, która pomimo swoich wad, jest po prostu warta sprawdzenia.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.




