Songs of Conquest – piękny strzał w nostalgię

Czekałem, obserwowałem i w końcu jest. Jedni używają określenia “duchowy spadkobierca”, drudzy posługują się słowem “klon”, a jeszcze inni “powiewem świeżości”. W moim przypadku to powrót nostalgii, uczuć, które towarzyszyły mi wtedy, kiedy o dowodzie osobistym jeszcze nie myślałem. Songs of Conquest to dobry przykład, jak powinien wyglądać “Wczesny dostęp”, a jednocześnie, to świetna produkcja, od której ciężko się oderwać.

Prosto w serce

Nie powinno nikogo zdziwić, jeżeli powiem, że z Heroes 3 spędziłem wiele czasu. Uwielbiałem ten tytuł i po dziś dzień uwielbiam, ale nigdy nie sprawił on, że inne gry traktowałem gorzej lub oczekiwałem od nich cudów. Właśnie dlatego kontynuacje w postaci czwórki, a potem piątki, również dostarczyły mi mnóstwo radości. W międzyczasie był Disciples 2, King’s Bounty i kilka innych pozycji, które również wspominam ochoczo. W pewnym momencie jednak poczułem jakieś ogólne zmęczenie samym gatunkiem i przez ponad 10 lat mało kiedy do niego wracałem. Wszystko się zmieniło, gdy dorwałem się do Songs of Conquest.

To trochę jak z jazdą na rowerze, przyswojenie podstaw zajmuje chwilę i dość szybko można rozpocząć zabawę. Tytuł jednak różni się od “trójkowej legendy” więc warto się zapoznać z samouczkiem. Ten jest dostępny w formie pisanej, ale jeżeli wolicie testy na żywym organizmie, to polecam kampanie. Takich mamy zaledwie dwie, ale niech Was ta liczba nie zwiedzie. Fabuła potrafi wciągnąć i możemy obserwować wydarzenia z różnych perspektyw. Po ich ukończeniu zostaje jedynie “pewnego rodzaju kac”, ponieważ gracz chciałby zobaczyć więcej.

Z czym to się je?

Jeżeli nie mieliście do czynienia z turowymi strategiami z elementami RPG, to w skrócie zadaniem gracza, jest pokonanie armii przeciwnika. Samych oponentów może być więcej niż jeden, ale każdy rywalizuje z każdym, przynajmniej w klasycznym trybie. Aby zwyciężać, musimy rozwijać nasze miasta, osady i zamki, zbierać surowce, a także gromadzić siły. Nowe jednostki odblokowywujemy za sprawą konkretnych fortyfikacji. Te można ulepszać i zwiększać również ich liczebność. Na początku rozpoczynamy zabawę z jednym herosem, który posługuje się magią. Oczywiście, im dalej tym liczba naszych bohaterów może ulec zmianie. Armię można przenosić między postaciami, a także zdobyty ekwipunek. Levelowanie nie tylko wpływa na ich możliwości, ale również samej armii, którą mają pod dowództwem.

To bardzo uproszczony opis tego, jak wygląda rozgrywka w Songs of Conquest. Heros ma określoną liczbę ruchów na turę, jeżeli zrobimy wszystko, co możemy w danym dniu, to przyjdzie nam obserwować ruchy oponenta, a potem znowu odzyskamy kontrolę. Podobnie wyglądają bitwy, które dzieją się na specjalnych arenach podzielonych na pola. Każda z jednostek ma swój zasięg ruchu i ataku. Natomiast postać główna wspiera swoich ludzi różnymi zaklęciami. Na dole ekranu mamy natomiast kolejkę, aby wiedzieć, kto i kiedy będzie mógł wykonać jakąś akcję. W całej zabawie mamy sporo taktyki, zarządzania, rozwoju jednostek i tak dalej. Choć z boku może się wydawać, że to bardzo skomplikowane, to wierzcie mi, podstawy szybko załapiecie. Polska lokalizacja (napisy) bardzo w tym pomaga.

Pikselowe Songs of Conquest

Od strony A/V jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Twórcy bardzo się postarali, aby ich dzieło wyróżniało się na tle innych, w taki pozytywny sposób. Ktoś mógłby powiedzieć, że to zaledwie zlepek pikseli, a nie produkcja na miano 2022, ale byłoby to po prostu niesprawiedliwe. Tutaj mamy połączenie różnych elementów w tym 3D. Animacje robią wrażenie, efekty cząsteczkowe, gra świateł, detale i wiele innych również. Porównałbym całość do ręcznie robionej i malowanej figurki z dużą ilością szczegółów. Tutaj co krok można się czymś zachwycać, a jednocześnie ciężko powiedzieć, że mamy obecnie coś podobnego na rynku.

GOG - Zagraj w nowości i Klasyki

Równie dobrze jest w kwestii samego udźwiękowienia. Muzyka idealnie oddaje taki “klimat rodem z karczmy fantasy”, do tego te wszystkie pieśni, odgłosy tła w zależności od miejsca, gdzie nasza postać się znajduje. Każdy “brzędek” otwieranej skrzyni czy odwiedzanych miejsc. Ktoś zebrał naprawdę wiele małych elementów i połączył w całość, która robi wrażenie. Nic nie drażni, nic nie irytuje, nic nie przeszkadza. Odbiorca nawet trochę oddaje się tej całej atmosferze i nawet nie wie, kiedy minęło te pięć godzin.

Wczesny dostęp z wysokiej półki

Wspomniałem we wstępie, że Songs of Conquest to przykład, jak powinien wyglądać “Early Access” i to prawda. Gra ma solidne fundamenty, wszystkie podstawowe mechaniki działają, tytuł prezentuje się godnie, a czas, jaki możemy z nim spędzić, wykracza mocno powyżej 30 godzin. Zdarzają się błędy, nie wszystko jest zbalansowane, jak trzeba, coś czasami nie zagra, ale testowałem produkcje za 200zł lub więcej, premierowe, pudełkowe, które miały większe problemy i na ich naprawienie czekaliśmy dłużej. W przypadku tego tytułu miesiąc pokazał, jak bardzo studio jest oddane swojemu dziełu i jak aktywnie je rozwijają.

Każdy patch ma znaczenie, zgłaszane opinie są weryfikowane, kontakt ze społecznością jest solidny, a sama gra staje się coraz lepsza. Najważniejsze jednak, że podstawa jest bogata w zawartość. Mamy kampanie, mamy multiplayer, edytor map i możliwość zabawy na etapach, stworzonych przez innych. Na ten moment to jest naprawdę sporo, a już mówi się, że będzie tego jeszcze więcej. Mocno liczę, na pełną lokalizację po premierze wersji 1.0, ale i tak cieszę się, że całość można przejść z rodzimymi napisami. To z automatu sprawia, że większe grono może się zastanowić nad Songs of Conquest. Ważne też, że ta nie została zrobiona “byle jak”, tylko ktoś poświęcił jej trochę czasu.

Podsumowanie

Nie traktujcie mojego materiału jako recenzji, ponieważ nim nie jest. To wrażenia z ciągle rozwijanej wersji, a ta na przestrzeni miesiąca już przeszła szereg zmian, z czego kilka było naprawdę znaczących. Natomiast, czy warto już na tym etapie zainwestować w Songs of Conquest? Moim zdaniem tak. Otrzymacie w ten sposób solidną produkcję, która będzie coraz większa i w moim odczuciu, lepsza. Jeżeli szukacie bardziej “analitycznego spojrzenia”, na tę produkcję, to zachęcam do sprawdzenia przemyśleń Marka.

GOG - Wydawca

Cześć! Mam na imię Artur i uwielbiam gry wideo niezależnie od platformy. Mimo 30 lat na karku cały czas sprawiają mi radość i liczę, że to się nie zmieni.
Scroll to top