Kiedy szef spółki matki Rockstara zostaje zapytany o koniec płyt na PlayStation, można by oczekiwać dyplomatycznego wykrętu. Strauss Zelnick poszedł jednak w drugą stronę i wprost przyznał, że w przypadku dużych gier płyty po prostu nie mają sensu dla klienta. Ta wypowiedź o cyfrowej dystrybucji gier to zarazem obrona decyzji, żeby GTA 6 trafiło do sklepów bez fizycznego krążka.
Co dokładnie powiedział Zelnick
Pytanie padło 7 sierpnia, podczas rozmowy z analitykami po publikacji wyników Take-Two. Ktoś zapytał wprost o decyzję Sony, które od stycznia 2028 roku kończy z produkcją płyt dla nowych gier na PlayStation. Zelnick od komentowania cudzych wyborów się wykręcił, ale o własnym biznesie mówił tak:
„Nasza działalność już w ponad 90 procentach jest dystrybuowana cyfrowo. To już jest biznes cyfrowy. W pewnych przypadkach, zwłaszcza przy dużej grze, płyty, i podkreślam, że mówię o płytach, po prostu nie mają sensu dla klienta” – stwierdził szef Take-Two.
Do tego dorzucił argument o wygodzie. Skoro i tak przy większości gier trzeba zarejestrować się online, żeby zagrać, to jaka różnica, czy pobierzecie tytuł cyfrowo. Zdaniem Zelnicka wychodzi na jedno, tyle że w cyfrze jest po prostu wygodniej. Trudno się nie uśmiechnąć, bo to podobna liczba „ponad 90 procent”, którą niedawno posługiwał się Capcom, mówiąc o udziale cyfrowej sprzedaży.
Brak płyt w PlayStation i nowym Xboksie? Capcom: „bez znaczenia”
GTA 6 w pudełku, ale bez krążka
Tu warto rozgraniczyć dwie rzeczy, bo Zelnick zrobił to celowo. Mówił o płytach, nie o pudełkach jako takich. GTA 6 w listopadzie owszem pojawi się w sklepach, tyle że w środku znajdziecie kod do pobrania, a nie fizyczny nośnik z grą. Wersja na płycie może się w ogóle nie pojawić, a kolejne tytuły Take-Two mogą pójść tą samą drogą.
Zelnick sam podsunął porównanie, które w tym kontekście brzmi znajomo. Fizyczne edycje będą się zdarzać od czasu do czasu, „tak jak w branży muzycznej wciąż istnieje winyl”. Innymi słowy, pudełko z prawdziwą grą w środku staje się produktem dla kolekcjonerów i pasjonatów, a nie domyślnym sposobem kupowania. Winyl sprzedaje się dziś świetnie, ale nikt nie udaje, że to główna gałąź sprzedaży.
Gracze wściekli, wydawcy spokojni
Po drugiej stronie stołu nastroje są zupełnie inne. Od czasu decyzji Sony gracze zasypują internet petycjami i komentarzami o zachowaniu gier oraz prawie do własności, a zwolennicy fizycznych nośników nawoływali nawet do tygodniowego bojkotu PlayStation w sierpniu. Ostro wypowiedziała się brytyjska organizacja ERA, nazywając ruch Sony „triumfem korporacyjnej wygody nad wyborem konsumenta”. Sony z kolei nie zamierza wycofywać się z decyzji, przyznając jednocześnie, że dostrzega „opinie” społeczności.
Wśród wydawców panuje za to względny spokój, który powoli układa się we wzór. Szef Ubisoftu Yves Guillemot również uważa, że koniec płyt na PlayStation nie zatrzęsie branżą. Widać więc wyraźny podział, bo cyfrowa dystrybucja gier jest wygodna dla korporacji liczących marże, a mniej dla gracza, który traci rynek wtórny, tańsze używki i poczucie, że gra naprawdę jest jego. Zanim więc kupicie kolejne „pudełko”, sprawdźcie, czy w środku jest płyta, czy tylko karteczka z kodem.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.
