Mchose A7 V2 Ultra Plus – recenzja. Myszka bez wad?

Mysz MCHOSE A7 V2 Ultra+ ujęta z góry pod kątem, z widocznymi głównymi przyciskami oraz rolkiem przewijania.
Marcin Ćwiek
Marcin Ćwiek

Przez moje ręce przewija się masa sprzętu i szczerze mówiąc, dość długo czekałem na gryzonia, który faktycznie czymś mnie zaskoczy. Na rynku zdominowanym przez znanych gigantów nagle pojawiła się marka, która robi doskonałe pierwsze wrażenie niesamowitą jakością wykonania. Pytanie jednak brzmi: czy to produkt całkowicie pozbawiony wad? Przekonałem się o tym na własnej skórze podczas testów i powiem tak – jest naprawdę dobrze, ale nie obyło się bez pewnych kompromisów.

Specyfikacja techniczna

Parametr Szczegóły
Kategoria sprzętu Myszka bezprzewodowa
Sensor PAW3950
Rozdzielczość 42 000 DPI
Prędkość odświeżania 8000 Hz
Liczba przycisków 6
Programowalne przyciski 6
Typ przycisków Omron
Żywotność przycisków 100 mln kliknięć
Interfejs łączności USB / Bluetooth / adapter 2,4 GHz
Komunikacja z komputerem Przewodowa / bezprzewodowa
Bateria 500 mAh
Typ baterii Li-Ion
Rodzaj zasilania Wbudowana bateria 500 mAh
Zawiera baterię Tak
Długość kabla 180 cm
Wymiary 125,84 × 63,24 × 39,78 mm
Waga 59 g
Kolor Biały
Podświetlenie RGB Nie
Regulacja wagi Nie
Oprogramowanie Dostępne na stronie producenta
Gwarancja 24 miesiące

Na bogato – akcesoria i stacja ładująca

Wersja Ultra+ oferuje w pudełku znacznie więcej, niż wynosi obecny rynkowy standard. Oprócz samej myszki, podstawowej dokumentacji i dongla 2.4GHz na USB-A, znajdziemy tu zapasowe ślizgacze teflonowe oraz świetnej jakości 1,8-metrowy kabel w materiałowym oplocie (USB-A na USB-C), który wyposażono w wygodną spinkę ułatwiającą organizację na biurku.

Otwarty karton z myszą MCHOSE A7 V2 Ultra+, stacją dokującą oraz pudełkiem na akcesoria.

Prawdziwą gwiazdą zestawu jest jednak magnetyczna stacja ładująca, która rozwiązuje odwieczny problem z plączącymi się kablami. Posiada gumowany spód zapobiegający ślizganiu, port na wpięcie dongla oraz bardzo estetyczne, w pełni konfigurowalne podświetlenie RGB wokół podstawy. Odkładanie myszki na styk ładujący po skończonej grze to czysta wygoda, która szybko wchodzi w nawyk.

Biel, która cieszy oko i dłoń

Do testów wpadł mi biały wariant i powiem szczerze – na biurku prezentuje się świetnie. Czysty, minimalistyczny design przełamuje tylko srebrne logo Mchose na grzbiecie i dyskretna nazwa modelu z prawego boku. Kształt to z kolei wręcz bezczelna, ale za to bardzo udana kalka kultowego G PRO X Superlight od Logitecha. I to jest jej ogromny atut. Moim zdaniem Mchose nie starał się wymyślić tu koła na nowo, dzięki czemu dostajemy sprawdzoną, uniwersalną bryłę, która od razu świetnie układa się w dłoni.

Lewy profil białej myszy bezprzewodowej MCHOSE A7 V2 Ultra+ z widocznymi dwoma przyciskami bocznymi i diodą LED.

Jakość wykonania to absolutne premium, co przy wadze zaledwie 59 gramów robi świetne wrażenie. Nie ma tu mowy o trzeszczeniu plastiku, uginaniu się bocznych ścianek czy wyczuwalnych luzach. Jeśli miałbym wskazać jakiś mankament samej obudowy, to gładka, matowa powłoka bywa odrobinę śliska, zwłaszcza podczas intensywniejszych sesji. Producent najwyraźniej zdawał sobie z tego sprawę, bo do zestawu dorzucił dedykowane naklejki antypoślizgowe. Po naklejeniu ich na boki i główne przyciski problem znika całkowicie.

Topowa specyfikacja w praktyce

Pod maską Mchose A7 V2 Ultra+ drzemie potężna specyfikacja. Sercem gryzonia jest topowy sensor PAW3950 Ti (wspierany kontrolerem Realtek), który gwarantuje świetne śledzenie ruchu. Maksymalne wartości rzędu 42 000 DPI, 750 IPS i akceleracja 50G sprawiają, że sprzęt nie gubi się nawet w najbardziej dynamicznych tytułach.

Biała mysz MCHOSE A7 V2 Ultra+ widziana od tyłu z widocznym szarym logo na grzbiecie.

Świetnemu śledzeniu sensora wtórują fabryczne, teflonowe ślizgacze (PTFE) z dobrze zaokrąglonymi krawędziami. Ich charakterystyka idzie nieco bardziej w stronę pełnej kontroli niż maksymalnej szybkości, co rewelacyjnie sprawdza się na materiałowych podkładkach. Jeśli chodzi o klik głównych przycisków, oparto go na mechanicznych przełącznikach Omron. Są chrupkie i satysfakcjonujące, ale dla części entuzjastów może to być lekki krok w tył – w poprzednich modelach (jak Mchose L7) firma stosowała trwalsze i wolne od ryzyka dwukliku przełączniki optyczne. Mysz nadrabia to jednak genialnymi przyciskami bocznymi, które wręcz deklasują te znane z Logitecha GPX, mają minimalny post-travel (minimalny skok po aktywacji) i są niezwykle responsywne. Z kolei rolka stawia bardzo lekki opór, a jej skoki są wyjątkowo gładkie i mało wyczuwalne.

W grach

Suche cyferki to jedno, ale jak to cacko sprawdza się w praniu? W szybkich, nastawionych na rywalizację strzelankach pokroju Counter-Strike 2, ten sprzęt to po prostu bestia. Sensor bez zająknięcia rejestruje każdy, nawet najbardziej agresywny flick-shot, a główne przyciski dają świetny, sprężysty feedback przy precyzyjnym „pestkowaniu”. Podobnie wygląda to w S.T.A.L.K.E.R. 2. Niska waga zauważalnie odciąża nadgarstek podczas wielogodzinnej eksploracji Zony, a rolka płynnie i bezbłędnie sprawdza się przy szybkim żonglowaniu ekwipunkiem i broniami.

Zawartość zestawu MCHOSE: instrukcje obsługi, czarny kabel w oplocie USB-C oraz zestaw naklejek antypoślizgowych

Sytuacja robi się odrobinę inna, gdy odpalimy Diablo 4 lub jakiegokolwiek innego, intensywnego hack’n’slasha. O ile piórkowa masa rewelacyjnie sprawdza się przy błyskawicznym miotaniu kursorem po całym ekranie, o tyle sam klik jest tu dość twardy i stawia zauważalny opór. Przy kilkugodzinnym, nieustannym spamowaniu skilli możecie pod koniec dnia poczuć lekkie zmęczenie palców. Nie jest to żaden deal-breaker, ale fanatycy ARPG na pewno zwrócą na to uwagę.

W pisaniu

Jak mysz radzi sobie poza graniem, w codziennej redakcyjnej pracy? Przy pisaniu artykułów, iogarnianiu researchu ten bezpieczny profil robi ogromną robotę. Brakuje tu co prawda bezwładnościowej rolki, przez co szybkie przewijanie długich dokumentów czy specyfikacji zajmuje chwilę dłużej, ale sprzęt nadrabia to stacją dokującą. Kończysz pisać, odkładasz myszkę na magnetyczny styk i problem rozładowanej baterii praktycznie dla ciebie nie istnieje.

Górna powierzchnia magnetycznej stacji ładującej oraz leżący obok nano-odbiornik USB MCHOSE.

Oprogramowanie i dylemat 8K – tutaj pojawia się „ale”

Mysz może łączyć się przewodowo, po Bluetooth (125 Hz) lub w 2.4 Ghz, w tym przypadku oferując częstotliwość raportowania na poziomie aż 8000 Hz. I tu docieramy do tytułowego „ale”. Oprogramowanie sterujące M HUB, w którym możemy zmieniać mapowanie przycisków, ustawiać podświetlenie bazy, modyfikować polling rate czy dystans LOD, jest dość siermiężne.

Tył białej stacji dokującej z wpiętym odbiornikiem USB marki MCHOSE oraz portem USB-C.

Aplikacja cierpi na problemy z tłumaczeniem z języka chińskiego na angielski, a niektóre funkcje wciąż są zablokowane i opisane jako „coming soon”. Drugim kompromisem jest czas pracy na baterii o pojemności 500 mAh. Przy standardowym trybie 1000 Hz mysz wytrzymuje ponad 100 godzin. Jeśli jednak przełączycie ją w tryb Extreme (8000 Hz), bateria zacznie znikać w oczach, skracając czas pracy do mniej niż 40 godzin. W codziennym użytkowaniu pozostanie przy 1000 Hz to zdecydowanie najbardziej rozsądny wybór.

To jak ta myszka wariacie?

Mchose A7 V2 Ultra+ to sprzęt, który rzuca rękawicę flagowcom za ułamek ich ceny, a perspektywa staje się jeszcze ciekawsza, gdy spojrzymy na twarde kwoty. Myszka kosztuje w Polsce około 339 złotych. Jeśli wybaczycie jej niedoskonałości w oprogramowaniu i pogodzicie się z szybszym drenażem baterii w trybie 8K, otrzymacie jedno z najlepszych i najbardziej opłacalnych peryferii na rynku.

Górna powierzchnia magnetycznej stacji ładującej oraz leżący obok nano-odbiornik USB MCHOSE.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Reddicie lub Fediverse.


Za dostarczenie sprzętu dziękujemy producentowi Mchose.
Udostępnienie sprzętu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.

Kup Mchose A7 V2 Ultra Plus

Reklama produktu w Ceneo.pl


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Marcin Ćwiek
Imperator krainy jeży, pasjonat ciężkiej muzyki, gracz i obieżyświat. Cześć! Mam na imię Marcin i uwielbiam grać oraz gotować, podróżować, aktywnie spędzać czas z moją kochaną rodzinką. Za dnia jestem ojcem oraz menadżerem hostelu w centrum Gdańska, w nocy zaś zakładam kocyk i ratuję wirtualne światy 😄 Gram na wszystkim i nie lubię wojen konsolowych!
Scroll to top