Mouse: P.I. For Hire – recenzja (NS2). Myszka Miki z gnatem

Gra dostępna na:
NS2
PC
PS5
XSX
Grafika Mouse: P.I. For Hire z Nintendo Switch 2, logiem i screenem z gry.
Artur Janczak
Artur Janczak

Czarno-białe kreskówki z lat trzydziestych mają w sobie urok, który potrafi oczarować niemal każdego. Ten specyficzny, przerysowany i gumowy styl animacji zaliczył głośny powrót za sprawą gry Cuphead, a teraz po tę sprawdzoną estetykę sięga też Mouse: P.I. For Hire. Za produkcją stoi warszawskie studio Fumi Games, dla którego to debiut. Tym bardziej cieszy, że rodzima ekipa postawiła na tak odważny i niełatwy w realizacji pomysł. W efekcie dostaliśmy kryminał noir, który pod płaszczykiem dawnej kreskówki skrywa rasową, dynamiczną strzelaninę.

Witajcie w Mouseburgu

Wcielamy się w Jacka Peppera, czyli prywatnego detektywa o wyjątkowo twardym charakterze. Zaczyna się od poszukiwań zaginionego znajomego, ale śledztwo błyskawicznie grzęźnie w gęstej sieci korupcji, politycznych spisków i podejrzanych sekt. Miasto Mouseburg autentycznie tętni brudem, a każdy zakamarek tej ponurej nory skrywa jakąś tajemnicę. Im głębiej brniemy w tę intrygę, tym mocniej czuć, że nikomu tu nie można ufać.

Screen z gry Mouse: P.I. For Hire - #1 (Nintendo Switch 2)

Klimat kina noir bije tu z każdego ekranu i nie chodzi tylko o warstwę wizualną, ale też o ciężki, brudny ton opowieści. Gra potrzebuje chwili na rozkręcenie, jednak gdy intryga w końcu chwyta za gardło, trudno się od niej oderwać. Trafiamy wprawdzie na sporo gatunkowych klisz i żartów o serze, ale bardzo dobry dubbing sprawia, że łatwo przymknąć na to oko. Sam Jack, cięty w języku i przemawiający głosem Troya Bakera, szybko staje się bohaterem, za którym się tęskni po odłożeniu pada.

Rysowane klatka po klatce

Największą siłą tej gry jest bez wątpienia oprawa. Czerń, biel i przerysowane, płynne animacje rodem ze starych filmów rysunkowych dają efekt, którego nie da się pomylić z żadnym innym tytułem na rynku. Widać tu ogrom pracy włożonej w detale — od bolesnych kopniaków w twarze wrogów po fizyczne wpychanie naboi do lufy strzelby. Nawet dłubanie przy samochodzie na mapie świata przywodzi na myśl najlepsze skojarzenia ze wspomnianym Cupheadem. Ręcznie animowane jest tu w zasadzie wszystko, co widzimy na ekranie, i właśnie ta konsekwencja robi największe wrażenie.

Screen z gry Mouse: P.I. For Hire - #2 (Nintendo Switch 2)

Fumi Games potrafi zresztą z tego żartować. Podczas jednej z misji trafiamy do obskurnego studia filmowego, gdzie zgarbieni nad biurkami animatorzy rysują bez przerwy, kompletnie ignorując rozgrywającą się dookoła strzelaninę. To urocze mrugnięcie okiem do ogromu pracy, jaki musiał pochłonąć taki styl. Sam styl ma oczywiście swoje granice — postacie bywają płaskie jak wycinanki, gdy spojrzymy na nie pod złym kątem, ale przy tej skali projektu to w pełni zrozumiały kompromis.

Strzelanie w rytm gongu

Pod względem mechanicznym to rasowy, szybki boomer shooter. Trafiamy do nowej lokacji, z drzwi wysypują się wrogowie, a początek i koniec starcia kwituje dźwięk bokserskiego gongu. Większość czasu spędzamy na takich właśnie zamkniętych arenach, przeplatanych starciami z bossami i spokojniejszymi korytarzami. Gdy w nasze ręce wpadają kolejne giwery i zdolności pokroju haka z liny, zabawa zyskuje świetne tempo. Ta narastająca różnorodność skutecznie odgania widmo nudy, które przy takiej formule potrafi pojawić się nad wyraz szybko.

Screen z gry Mouse: P.I. For Hire - #4 (Nintendo Switch 2)

Arsenał daje mnóstwo frajdy, a przełączanie się między strzelbą a giwerą rozpuszczającą przeciwników w zieloną mazię szybko wchodzi w krew. Ogromnym plusem są też potyczki z bossami — wymagające i zmuszające do kombinowania, jak wtedy, gdy musimy chować się za kuloodporną szybą przed laserami gigantycznego robota. Szkoda tylko, że jest ich tak mało, bo to właśnie one należą do najjaśniejszych punktów całej kampanii.

Switch 2 i tryb myszy

Wersja na Nintendo Switch 2 dostaje spory plus za opcję celowania Joy-Conem działającym jak komputerowa myszka. Dla strzelanki FPP to zaskakująco wygodne rozwiązanie, które mocno podnosi precyzję, choć nie każdy będzie chciał tak grać przez całą kampanię. Dobrze, że taka opcja w ogóle istnieje i nie sprawia technicznych problemów. W grze o detektywie-gryzoniu trudno też oprzeć się wrażeniu, że to sympatyczne mrugnięcie okiem do samego tytułu.

Screen z gry Mouse: P.I. For Hire - #5 (Nintendo Switch 2)

Warto też pochwalić twórców za to, że po premierze nie porzucili gry. Kolejne łatki solidnie podciągnęły optymalizację, wyeliminowały denerwujące błędy i ułatwiły wracanie do ukończonych etapów po brakujące znajdźki. Doszły do tego również nowe tryby graficzne i wsparcie dla zmiennego odświeżania, dzięki czemu na Switchu 2 gra chodzi dziś lepiej niż na premierę.

Niewykorzystany potencjał

Nie wszystko w tej grze zagrało idealnie. Najsłabiej wypada warstwa detektywistyczna, bo szukanie tropów to w gruncie rzeczy tylko pretekst do oczyszczenia kolejnych korytarzy z wrogów. Przypinanie fotek do biurowej tablicy wygląda efektownie, ale na dłuższą metę to tylko powierzchowna dekoracja, a nie angażujące zagadki. Aż żal, bo w takim klimacie prawdziwe śledztwo mogłoby wynieść całość na zupełnie inny poziom.

Screen z gry Mouse: P.I. For Hire - #3 (Nintendo Switch 2)

Zastrzeżenia budzi też sama struktura kampanii. Rozciągnięcie zabawy do około dziesięciu godzin sprawia, że powtarzalny schemat misji zaczyna pod koniec lekko nużyć, a momentami brakuje lepszego balansu tempa. Monochromatyczna paleta barw przy dłuższych sesjach potrafi też po prostu zmęczyć wzrok. Odnoszę wrażenie, że kilka mocniejszych, krótszych etapów zrobiłoby tej produkcji więcej dobrego niż ich obecna liczba.

Czas na werdykt

Fumi Games dostarczyło produkcję z niesamowitym charakterem. Połączenie archaicznej kreskówki, ciężkiego noir i ostrego strzelania mogło się wyłożyć na starcie, ale autorska wizja i dbałość o detale pociągnęły ten projekt do samego końca. To właśnie ta odwaga i spójność sprawiają, że gra zapada w pamięć długo po napisach końcowych.

Mouse: P.I. For Hire obroni się u każdego fana oldskulowych strzelanek. Jeśli przymkniesz oko na nieco płytsze śledztwo i lekko rozwleczoną kampanię, dostaniesz w zamian kawał świetnej, unikalnej rozrywki, której po prostu dobrze się kibicuje. A jako debiut warszawskiego studia robi to jeszcze większe wrażenie i pozwala z nadzieją czekać na kolejne dzieła tego zespołu.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie Fumi Games.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.

Kup Mouse: P.I. For Hire (NS2)

Reklama produktu w Ceneo.pl


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Artur Janczak
Naczelny. Na co dzień pilnuję, żeby nasz serwis trzymał fason, a w międzyczasie sam siadam do klawiatury. Tworzę newsy, recenzuję gry oraz sprzęt gamingowy i przelewam własne przemyślenia do felietonów. Gry wideo to dla mnie temat rzeka – niezależnie od tego, czy sprawdzam tryby wydajności w nowościach, czy wracam do starszych tytułów.
Scroll to top