Priest Simulator to dla mnie prawdziwa perełka, o czym mogliście przeczytać w mojej recenzji wersji na komputery PC. Postanowiłem sprawdzić, czy na konsoli symulator księdza-wampira-egzorcysty, którego usługi nie kosztują 200 złotych, ma rację bytu.
Piekielny konkurs popularności
Wampir Orlok marzy o wielkiej karierze w piekle i o tym, by w tamtejszych mediach społecznościowych być numerem jeden. Z tego powodu rzuca wyzwanie niejakiemu Bebokowi. Niestety, nie wszystko idzie po jego myśli i ląduje na Podlasiu, w wiosce San de Ville. Tutejszy proboszcz ma problem, a nasz wampir, pod wpływem perswazji siłowej, zgadza się mu pomóc. Teraz jako nowy ksiądz musimy zaprowadzić porządek w wiosce i wypędzić z niej szatanistów, wrócić do piekła i, co najważniejsze, odzyskać naszego nietoperza.
Cała fabuła jest cudownie absurdalna i pełna głupot. Nie jest to w żadnym wypadku poważna historia, a karykaturalne i barwne postaci tylko urozmaicają opowieść, przedstawioną w formie mokumentu w stylu Trudnych Spraw czy Chłopaków z Baraków. Dodatkowo produkcja jest bardzo samoświadoma tego, czym jest, i przez całą grę uśmiech praktycznie nie schodzi nam z twarzy. Z przyjemnością odhaczałem kolejne misje oraz punkty na mapie, zastanawiając się, co jeszcze głupiego wymyślą twórcy. A czego tutaj nie ma: egzorcyzmów przy użyciu pralki, januszy biznesu, wyczarowywania malucha, zbierania na kaca, spowiedzi.

Sandboks zrobiony na 30%, czyli w pytę
Całe miasto jest otwarte na naszą eksplorację. Co prawda poza zbieraniem złomu i wykonywaniem egzorcyzmów na czas nie ma tutaj za bardzo co robić. Chociaż trzeba przyznać, że rozbijanie się maluchem po wsi to zawsze przyjemne doświadczenie, szczególnie że model jazdy jest w porządku. Fizyka potrafi czasem zaszaleć, ale jestem w stanie jej to wybaczyć. Idealnie wpisuje się to w konwencję gry zrobionej dla beki.
Orlok nie jest oczywiście bezbronny. Aby pokazać szatanistom, gdzie jest ich miejsce i którego pana powinni czcić, mamy dość spory zestaw broni, po kilka na dłoń. Nie ma więc przeszkody, aby z ostrzem i kijem bejsbolowym iść do szatanistów .i przekonać ich, komu powinni oddawać cześć. Walka bywa przy tym chaotyczna, co może być dla niektórych sporą przeszkodą. Sam oręż podczas rozgrywki będziemy mogli stopniowo ulepszać w piekarniku w naszym kościele, który zresztą też da się rozbudować. Sporo tu elementów, które w jakiś sposób mają nam przedłużyć rozgrywkę.

Port
Padem steruje się bardzo wygodnie i osobiście preferuję ten styl rozgrywki. Całość śmiga w sześćdziesięciu klatkach na sekundę, i to bez chrupnięcia. Nawet nie natrafiłem podczas rozgrywki na żadne błędy. W całość gra się po prostu przyjemnie i jeśli preferujecie konsole, to mogę stwierdzić, że jest to solidny port.

Nie słuchałem jeszcze dzisiaj Gruzji
Oprawa wizualna jest w porządku. To znaczy, nie oczekujcie tutaj niczego wybitnego, co zachwyci wasz wzrok. Co prawda produkcja mogłaby być nieco ładniejsza, ale myślę, że przez to straciłaby swój unikalny styl i klimat. Postaci bowiem przypominają tutaj drewniane kukiełki, co jeszcze bardziej podkreśla absurdalność całej produkcji.
Polski dubbing w produkcji jest cudownie okropny. To coś w stylu tego, co koneserzy twórczości Bartosza Walaszka pokochają od pierwszych sekund. Pełno tutaj niepoprawnej polszczyzny, podobnie jak w moich recenzjach zresztą. Masa tutaj głupot i wulgaryzmów, które docenią fani tego typu kultury wysokiej.
Za ścieżkę dźwiękową odpowiada blackmetalowy zespół Gruzja i pasuje on tutaj idealnie, wpisując się świetnie w klimat produkcji prowokacyjnej, prześmiewczej i zwyczajnie głupiej. Szczególnie zapadł mi w pamięć utwór „Wybór, nie zakaz”, który odtwarza się podczas walki i może być idealnym podkładem do starcia z przeciwnikami.
Podsumowanie
Całość jest specyficzna. Jeśli tak jak ja uwielbiacie toaletowy humor, znacie teksty z Kapitana Bomby na pamięć, to jest to produkcja dla was. W innym wypadku niestety możecie się od niej bardzo szybko odbić. To świetna produkcja, ale trzeba mieć do niej odpowiednie podejście.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.




