Pyrkon na spokojnie. Jak wyglądał pierwszy dzień festiwalu i co nas zaskoczyło?

Pyrkon 2026
Marcin Ćwiek
Marcin Ćwiek

Pyrkon od lat przyzwyczaił nas do tego, że już od pierwszych minut rzuca na kolana swoją skalą, feerią barw i niesamowitą energią tysięcy pasjonatów fantastyki. Tegoroczny piątek przyniósł jednak nieco inny, bardziej kameralny początek, w którym potężne upały, nagłe anomalie pogodowe oraz zaskakujące zmiany organizacyjne wymieszały się z tradycyjną, festiwalową magią. Czy brak strefy militarnej i duszna atmosfera wpłynęły na frekwencję, a kuluarowe rozmowy o „dziwnym klimacie” znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości? Zapraszamy na gorące podsumowanie otwarcia festiwalu, w którym bezkompromisowy rzut oka na ogólną organizację spotyka się z osobistymi, pełnymi pasji wrażeniami z hal wystawowych, prelekcji oraz fantastycznych spotkań z cosplayerami i artystami.

Wrażenia Jakuba

Największy festiwal fantastyki rozpoczął się dość spokojnie, co zresztą jest już piątkową tradycją, to zaledwie przystawka przed właściwą imprezą. Znaczna część uczestników wciąż była w trasie, co wyraźnie dało się odczuć na korytarzach. Potwierdzali to również sami wystawcy, zgodnie przyznając, że frekwencja na razie nie dopisuje.

Kadr prezentuje widok z góry na dużą halę festiwalową, w której wydzielono przestrzeń pokazową.

Pogoda również nie ułatwiała sprawy, potężny upał i duszna atmosfera mocno dawały się we znaki, a gdy tylko z nieba spadły pierwsze krople deszczu, spora część uczestników ewakuowała się na kwatery. Najbardziej rzucał się jednak w oczy brak tradycyjnej strefy militarnej, wystawców ASG i mundurów. Niewykluczone, że te cięcia również odbiły się na frekwencji, ale pełen obraz sytuacji poznamy zapewne dopiero po opublikowaniu oficjalnego podsumowania imprezy.

Zdjęcie przedstawia tętniącą życiem, otwartą halę targową Pyrkonu, gęsto zastawioną stoiskami z grami planszowymi, książkami oraz komiksami.

Wielu uczestników wspominało o specyficznej, „dziwnej” atmosferze, choć nikt nie potrafił określić, skąd dokładnie się bierze. Osobiście uważam, że Pyrkon to wciąż ten sam festiwal co zawsze, ale z ostatecznymi wyrokami poczekajmy, bo impreza dopiero się rozkręca. Na szczęście ani upały, ani deszcz nie zniechęciły cosplayerów, korytarze znów zaroiły się od fantastycznych i pieczołowicie dopracowanych kostiumów.

Wrażenia Marcina

Pierwszy dzień Pyrkonu za nami, a wejście w ten fantastyczny świat od samego początku potrafiło zwalić z nóg. Choć oczywiste jest, że to jedna z najważniejszych i największych imprez tego typu w Polsce, widok potężnych, ciągnących się kolejek i tak robił piorunujące wrażenie. Na ogromną pochwałę zasługuje jednak obsługa odpowiedzialna za akredytacje. Ludzie tam pracujący uwijali się jak w ukropie, a ich sprawność i niezwykle miłe podejście od razu budowały świetną atmosferę. To ogromny plus, bo pierwsze minuty na festiwalu zawsze nadają ton całej reszcie dnia.

Kadr dokumentuje strefę wystawową festiwalu, skupiając się na stanowisku poświęconym grze „Rayman Legends Retold”.

Po przekroczeniu bram od razu uderzało bogactwo i różnorodność przygotowanych stoisk, ze szczególnym wskazaniem na te oferujące liczne aktywności i konkursy. Świetnie bawiłem się w strefie The Elder Scrolls Online, gdzie można było sprawdzić swoją wytrzymałość w trzymaniu miecza na czas. Mnóstwo działo się także na stanowisku RTV Euro AGD – charyzma prowadzących tamtejsze konkursy dosłownie magnetyzowała i nie pozwalała przejść obok obojętnie. Moja wizyta tam okazała się zresztą wyjątkowo udana, bo udało mi się zgarnąć kilka miłych niespodzianek.

Fotografia ukazuje oficjalną i przestronną strefę Nintendo Switch 2, która została w całości wyłożona jaskrawoczerwonym dywanem.

Niezwykle ważnym punktem programu były dla mnie panele dyskusyjne. Bardzo ciekawie wypadła prelekcja poświęcona historii vocaloidów, a dokładniej fenomenowi Hatsune Miku w polskiej kulturze. Ogromną radość sprawił mi też panel o tworzeniu muzyki w branży indie, który prowadził zespół Percival. Jako wielki fan ich twórczości, po prostu musiałem wykorzystać okazję do rozmowy z Kasią, członkinią grupy. Możliwość spędzenia chwili i wymiany zdań z artystami, którzy są dla mnie absolutnymi ikonami słowiańskiego folk metalu, była po prostu niesamowitym przeżyciem.

Pamiątkowe, pozowane zdjęcie przedstawiające troje uśmiechniętych uczestników festiwalu na tle gładkiej, jasnoszarej ściany.

Prawdziwym zwieńczeniem dnia okazało się jednak spotkanie poświęcone uniwersum Bionicle. To było absolutne kino. Interakcja z publicznością i energia panująca na sali zasłużyły na mocne dziesięć na dziesięć. Mimo ogromnej sympatii do wcześniejszych tematów i moich muzycznych idoli, to właśnie ten panel osobiście uważam za największego zwycięzcę pierwszego dnia.

Ujęcie przedstawia strefę gamingową z długimi stołami nakrytymi czarnym materiałem, na których przygotowano liczne stanowiska do grania.

Poza prelekcjami i stoiskami, Pyrkon to dla mnie przede wszystkim przestrzeń do zabawy, robienia zdjęć i spotkań z ludźmi. Ogromnym i szalenie pozytywnym zaskoczeniem był dla mnie ciepły odbiór mojego cosplayu – na ten dzień przygotowałem strój Taro Sakamoto z serii Sakamoto Days. Liczba osób, które mnie zatrzymywały, by zrobić zdjęcie lub po prostu przybić piątkę, przerosła moje oczekiwania i dała mnóstwo energii na kolejne godziny.

Zdjęcie prezentuje stanowisko retro wyposażone w sprawną, klasyczną konsolę Sega Master System II, która została podłączona do starego, kineskopowego telewizora CRT marki Daewoo.

Pierwszy dzień pokazał, że organizacja stoi na najwyższym poziomie, klimat jest nie do podrobienia, a ludzie tworzący tę społeczność są po prostu najlepsi. To był dopiero początek fantastycznego weekendu, pełnego świetnych emocji. Do zobaczenia w relacji z dnia drugiego, a jeśli miniecie nas gdzieś na terenie festiwalu, śmiało podchodźcie – zawsze chętnie przybijemy z Wami piątkę.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Marcin Ćwiek
Imperator krainy jeży, pasjonat ciężkiej muzyki, gracz i obieżyświat. Cześć! Mam na imię Marcin i uwielbiam grać oraz gotować, podróżować, aktywnie spędzać czas z moją kochaną rodzinką. Za dnia jestem ojcem oraz menadżerem hostelu w centrum Gdańska, w nocy zaś zakładam kocyk i ratuję wirtualne światy 😄 Gram na wszystkim i nie lubię wojen konsolowych!
Scroll to top