SteelSeries Arctis Nova Pro Omni – recenzja. Wszystko w jednym?

Pudełko ze słuchawkami SteelSeries Arctis Nova Pro Omni na drewnianym blacie
Artur Janczak
Artur Janczak

Dźwięk z konsoli od dawna przechodzi u mnie przez grabber AVerMedii i ląduje w komputerze, więc wszystko, co leci z innych sprzętów, słyszę w tych samych słuchawkach co grę na pececie. Ten układ działa i nigdy nie musiałem przekładać nadajników między portami, co stawia SteelSeries Arctis Nova Pro Omni w dość nietypowej sytuacji. Najmocniejszy argument tego zestawu ma bowiem rozwiązać problem, którego u siebie dotąd nie miałem. Cały ten sprzęt kręci się wokół niewielkiej stacji, do której podłączacie komputer, konsolę oraz telefon, by potem słuchać ich jednocześnie. Wziąłem na warsztat białą wersję i sprawdziłem, czy niemal tysiąc siedemset złotych za takie rozwiązanie ma sens również wtedy, gdy dźwięk na biurku jest już dobrze poukładany.

Zawartość pudełka i biała wersja

W pudełku, poza samymi słuchawkami, znajdziemy stację GameHub, dwie wymienne baterie, dwa kable USB-C na USB-A o długości półtora metra, nakładkę przeciwpodmuchową na mikrofon oraz instrukcję. Zestaw jest na tyle kompletny, że od wyjęcia z kartonu do odpalenia pierwszej gry minęło mi raptem kilka minut. Jedna rzecz może jednak dziwić przy sprzęcie w tej cenie – w opakowaniu zabrakło zwykłego kabla mini jack, choć samo wejście 3,5 mm w słuchawkach oczywiście się znalazło. Jeśli planujecie podpinać je w samolocie albo do czegokolwiek bez złącza USB, przewód musicie zorganizować sobie sami.

Zawartość zestawu SteelSeries Arctis Nova Pro Omni

Biała wersja ma ciepły, lekko kremowy odcień, który na biurku prezentuje się znacznie lepiej niż chłodna biel znana z tańszych konstrukcji, a muszle i pałąk wykończono bardzo spójnie. Pewien detal tu jednak mocno zgrzyta: stacja w tym zestawie jest czarna, więc o jednolitej kolorystycznie całości nie ma mowy i w jasnym otoczeniu ten kontrast widać od pierwszej chwili. Sama konstrukcja opiera się na tworzywie wzmocnionym metalowym pałąkiem, trzyma się solidnie i nie wydaje żadnych niepokojących dźwięków przy ściskaniu. Nauszniki pokryto wegańską skórą i przy jasnym wariancie trzeba liczyć się z tym, że ślady użytkowania pojawią się na nich szybciej niż na czarnym. Jeśli słuchawki często lądują u Was byle gdzie, warto od razu rozważyć edycję czarną albo granatową.

Słuchawki SteelSeries Arctis Nova Pro Omni na blacie

Specyfikacja

Dane techniczne
Producent SteelSeries
Konstrukcja Wokółuszna, zamknięta, 339 g
Przetworniki 40 mm neodymowe, 10 Hz do 40 kHz, certyfikat Hi-Res JAS
Łączność 2,4 GHz przez GameHub, Bluetooth 5.3 (LE Audio, LC3 i LC3+), jack 3,5 mm
Jakość bezprzewodowa Do 24 bit / 96 kHz na połączeniu 2,4 GHz
Źródła jednocześnie Do 4 (2x USB-C, Bluetooth, line-in)
Porty w stacji 3x USB-C, line-in, line-out, gniazdo ładowania baterii
Platformy PC, Mac, PlayStation, Xbox, Switch, Android, iOS
Redukcja szumów Aktywna, hybrydowa na czterech mikrofonach, tryb przezroczystości
Mikrofon ClearCast Pro, chowany, dookólny, redukcja szumów AI
Bateria Dwie wymienne po 700 mAh, do 30 godzin każda, 4 godziny z 15 minut ładowania
Sterowanie na muszlach Głośność, ChatMix, Source Mix, wyciszenie mikrofonu, tryby ANC
Oprogramowanie SteelSeries GG z Sonarem (PC), aplikacja Arctis (mobile)
Kolory Biały, czarny, granatowy
Cena 1699 zł

GameHub i OmniPlay w praktyce

Cała filozofia tego zestawu kryje się w niewielkiej stacji, która stoi na biurku i ma z tyłu trzy porty USB-C oraz wejście i wyjście liniowe. Podłączacie do niej jednocześnie komputer, konsolę i cokolwiek jeszcze macie pod ręką, a słuchawki łączą się już tylko z nią. Do tego dochodzi Bluetooth prosto do telefonu, który z powodzeniem działa równolegle z połączeniem bezprzewodowym. W sumie daje to cztery źródła naraz i – co najważniejsze – nie chodzi tu o przełączanie się między nimi, ale o słuchanie ich w tym samym momencie.

Stacja GameHub w SteelSeries Arctis Nova Pro Omni

Brzmi to jak funkcja wymyślona wyłącznie dla recenzentów, więc powiem, jak wygląda to u mnie w praktyce. Komputer wpiąłem w pierwszy port, konsolę w drugi, a telefon leży na biurku sparowany po Bluetooth. Ekipa na Discordzie siedzi na pecetach, więc kiedy odpalam coś na konsoli, pokrętłem na stacji podbijam ich głośność tak, żeby słyszeć głosy bez gubienia kluczowych dźwięków z gry. Telefon dzwoni w te same słuchawki, więc rozmowę odbieram bez zdejmowania ich z głowy, a mikrofon nie wymaga przełączania, bo jego sygnał trafia tam, gdzie akurat jest potrzebny.

Podłączona stacja GameHub w SteelSeries Arctis Nova Pro Omni

Porównanie z moim dotychczasowym układem wypadło ciekawiej, niż się spodziewałem. Grabber robi w zasadzie to samo, tyle że dźwięk z konsoli musi przejść przez komputer, a każda zmiana źródła oznacza klikanie w oprogramowaniu na drugim ekranie. GameHub nie pyta o nic i nie potrzebuje do niczego włączonego peceta, a głośność poszczególnych źródeł zmieniam wygodnym pokrętłem, a nie myszką. Trzeba przy tym pamiętać, że porty z tyłu nie są równorzędne – pierwszy obsługuje oprogramowanie na komputerze, a trzeci jako jedyny dogaduje się z Xboksem (przy braku konsoli Microsoftu wypada go przestawić na zwykły tryb USB).

Komfort, wykonanie i sterowanie

Pałąk działa tu na zasadzie elastycznej taśmy rozpiętej w metalowej ramie, więc regulacja odbywa się praktycznie sama i równomiernie rozkłada ciężar bez punktowego nacisku na czubek głowy. Przy wadze 339 gramów to rozwiązanie, które naprawdę się sprawdza, bo po trzech czy czterech godzinach ciągłego grania nie mam ochoty zdejmować słuchawek z powodu zmęczenia. Nauszniki są głębokie i wyłożone grubą pianką pamięciową, a uszy nie dotykają niczego w środku, co przy zamkniętej konstrukcji ma ogromne znaczenie. Docisk na starcie wydał mi się dość mocny, ale po kilku tygodniach przyjemnie odpuścił i wszedł na poziom, który trzyma sprzęt pewnie, lecz bez ściskania głowy.

SteelSeries Arctis Nova Pro Omni na drewnianym blacie

Jedno trzeba jednak powiedzieć wprost: wegańska skóra robi swoje i po godzinie grania uszom robi się ciepło. To naturalna cena za szczelność, od której zależy zarówno pasywne wyciszenie, jak i skuteczność układu redukcji szumów. Trudno się na to obrażać, ale w upalny dzień czuć to wyraźnie. Sterowanie na muszlach jest za to rozwiązane wręcz przykładnie. Na lewej stronie znajdziecie włącznik (pełniący też rolę przełącznika trybów wyciszenia), suwak wyciszenia mikrofonu, pokrętło głośności i sam chowany mikrofon. Na prawej umieszczono przycisk Bluetooth, który obsługuje również odtwarzanie multimediów. Wszystkiego nauczyłem się po omacku w ciągu dwóch wieczorów, bez zaglądania do instrukcji.

Brzmienie w grach i w muzyce

Zacznę od kwestii, która w gamingowym headsecie jest absolutnie najważniejsza, czyli precyzyjnego pozycjonowania przeciwników. Tutaj jest bardzo dobrze, bo scena jest szeroka, a przede wszystkim równa – przejście dźwięku od dalekiego echa do szmeru za plecami odbywa się płynnie, a nie skokami. W Counter-Strike 2 czy Battlefieldzie 6 lokalizowanie kroków staje się zadaniem na poziomie odruchu, i to nawet bez włączania sztucznych trybów przestrzennych. Wystrzały i wybuchy mają przy tym na tyle masy, żeby nie brzmiały jak klaskanie dłońmi, choć bas jest tu raczej dobrze opanowany niż kinowo dudniący.

Otwarte SteelSeries Arctis Nova Pro Omni na drewnianym blacie

Domyślne strojenie ma jednak wyraźny charakter i warto o tym wiedzieć. Góra jest podkręcona na tyle mocno, że w grach działa to świetnie (wyciąga na wierzch wszystkie szelesty i detale), natomiast przy dłuższym słuchaniu potrafi trochę zmęczyć. Najbardziej dało mi się to we znaki w grach fabularnych z dużą ilością dialogów, gdzie syczące głoski w niektórych kwestiach stawały się nieprzyjemne. Rozwiązanie na szczęście leży tuż pod ręką – wystarczy w korektorze ściągnąć kilka decybeli w górnej części pasma, żeby całość naturalnie złagodniała, zupełnie nie tracąc przy tym na czytelności.

Po takiej prostej poprawce słuchałem na nich muzyki codziennie i nie miałem poczucia, że robię coś wbrew naturze tego sprzętu. Wokale są czyste i blisko słuchacza, średnica nie jest wydrążona (co w gamingowych headsetach wcale nie jest standardem), a dołu jest dokładnie tyle, ile potrzeba, bez zamulania reszty pasma. Nie będę udawał, że zastąpią one przewodowe słuchawki za podobne pieniądze podpięte do audiofilskiego sprzętu, bo tego nie zrobią. Jako jedna para na granie, filmy, rozmowy i muzykę w tle spisują się jednak znacznie lepiej, niż oczekiwałem po czymś z gamingową metką.

Aktywna redukcja szumów

Redukcja szumów to w słuchawkach dla graczy nadal rzadkość, a tutaj działa ona na poziomie, który potrafi mocno zaskoczyć. Szum komputera i wentylatorów znika kompletnie, hałas z ulicy za otwartym oknem spada do cichego tła, a odgłosy krzątaniny w mieszkaniu przestają się przebijać przez grę. Głośne rozmowy w pokoju nadal są minimalnie słyszalne, ale wystarczy włączyć dowolny dźwięk z gry, żeby i one zniknęły. Nie jest to może najwyższy poziom słuchawek stworzonych wyłącznie do podróżowania samolotem, natomiast wszystko to, co zazwyczaj wybija z immersji, zostaje skutecznie i przyjemnie wyciszone.

Zbliżenie na SteelSeries Arctis Nova Pro Omni

Jest tu też tryb przezroczystości (transparency) i przyznaję, że korzystam z niego częściej, niż się spodziewałem. Pomaga on przy dłuższych rozmowach na czacie głosowym, bo słyszę własny głos i nie mówię nieświadomie za głośno. Przy okazji wiem też, czy ktoś właśnie nie wszedł mi do pokoju. Przełączanie między trybami jest wygodnie podpięte pod przycisk zasilania, więc cykl przez wyciszenie, przezroczystość i tryb neutralny zajmuje dosłownie moment. Nie ma tu żadnych poziomów mocy ANC do ustawiania z poziomu samych słuchawek, ale szczerze mówiąc, w ogóle mi tego nie brakowało.

Mikrofon ClearCast Pro

Mikrofon gładko chowa się w lewej muszli i wsuwa niemal równo z obudową, co ma dwa bardzo praktyczne skutki. Pierwszy jest taki, że wsunięcie go automatycznie wycisza nasz głos, więc nie trzeba w panice szukać żadnego przycisku. Drugi to fakt, że po schowaniu nic nie wystaje nam przy twarzy, więc można swobodnie wyjść z tymi słuchawkami na ulicę bez poczucia, że ma się na głowie krzykliwy sprzęt do gier. Sama jakość rejestrowanego głosu jest bardzo dobra na tle całej kategorii – brzmi on pełno i czysto, a nie jak ze studni. W zasadzie bez żadnych większych poprawek nadaje się do nagrania materiału, a nie tylko do luźnego gadania na czacie.

Mikrofon ClearCast Pro

Producent chwali się redukcją szumów opartą na uczeniu maszynowym, która w teorii ma wyciszać do dziewięćdziesięciu sześciu procent hałasu z otoczenia. I faktycznie, uciążliwe klikanie mechanicznej klawiatury przestaje w eterze istnieć. Podchodziłbym do tego jednak z umiarem, bo przy maksymalnym ustawieniu filtru głos robi się nieco płaski i zaczyna brzmieć sztucznie. U siebie zostawiłem redukcję na średnim poziomie – to moim zdaniem najlepszy kompromis, bo tło nadal jest ciche, a głos zachowuje swoją naturalną barwę. Ważne jest przy tym to, że cała ta obróbka siedzi bezpośrednio w słuchawkach, więc działa tak samo na konsoli jak na pececie, bez konieczności odpalania dodatkowego softu.

Dwie baterie i koniec ładowania

System wymiany ogniw jest banalnie prosty i właśnie dlatego tak dobry. W słuchawkach stale pracuje jedna bateria, podczas gdy druga leży w gniazdku w stacji i spokojnie się ładuje. Kiedy pierwsza siada, po prostu zamieniacie je miejscami i gracie dalej. Deklarowane trzydzieści godzin na pakiet pokrywa się z tym, co u mnie wychodziło przy stale włączonej redukcji szumów (wynik był tylko nieznacznie poniżej tej liczby). W praktyce oznacza to tyle, że przez cały długi okres testów ani razu nie podpinałem słuchawek kablem i całkowicie przestałem patrzeć na poziom ich naładowania.

Slot na baterię w SteelSeries Arctis Nova Pro Omni

Trzeba jednak zaznaczyć sprawę, która bywa źródłem nieporozumień. Wymiana nie odbywa się „na gorąco” – słuchawki na moment gasną i wracają dopiero po chwili, bo w środku nie siedzi żaden dodatkowy akumulator podtrzymujący pracę podczas żonglerki bateriami. W trakcie napiętego meczu rankingowego nie jest to może idealne, ale wystarczy wymienić pakiet w przerwie między rundami i problem przestaje istnieć. Jest też opcja ładowania awaryjnego przez USB-C pod magnetyczną klapką oraz wsparcie dla szybkiego doładowania, które z kwadransa pod kablem potrafi wyciągnąć kilka dobrych godzin pracy. Nawet przy kompletnym zapomnieniu nie zostajecie więc odcięci od dźwięku.

Oprogramowanie

Najważniejsza wiadomość jest taka, że do swobodnego korzystania ze słuchawek wcale nie potrzebujecie pobierać dedykowanej aplikacji, bo stacja na biurku ma czytelny ekran i pokrętło. Przez to małe centrum dowodzenia ustawicie głośność poszczególnych źródeł, miks czatu, korektor i tryby wyciszenia. Dla gracza konsolowego to realna, potężna różnica, bo zazwyczaj wszystkie najlepsze opcje sprzętu są uwięzione w programie na komputerze. Dodatkowo jest jeszcze aplikacja na telefon, która działa jak poręczny pilot i pozwala przełączać presety korektora bezpośrednio w trakcie gry na konsoli. A do wyboru jest ich grubo ponad dwieście, w tym świetne, gotowe ustawienia skrojone pod konkretne tytuły.

Na pececie z kolei do gry wchodzi oprogramowanie SteelSeries GG razem z modułem Sonar, i tutaj możliwości są całkiem spore, a dla niektórych mogą być wręcz przytłaczające. Ustawicie tam korektor z dokładnością do pojedynczych częstotliwości, rozdzielicie dźwięk z poszczególnych systemowych aplikacji na osobne kanały i dopieścicie swój mikrofon. Pierwsze spotkanie z tym softem wymaga trochę cierpliwości, bo wirtualne urządzenia audio i ich kanały potrafią na początku zmylić, natomiast po godzinie klikania wszystko ładnie układa się w głowie. Pewien mankament jednak szczerze mnie wkurza: własnego, autorskiego profilu korektora nie stworzycie niestety z poziomu telefonu, więc bez komputera z Windowsem zostają Wam wyłącznie gotowe presety.

Drobiazgi, które uwierają

Przy tak zaawansowanym sprzęcie za tysiąc siedemset złotych wypada wyliczyć również elementy, które powinny być lepiej dopracowane. Połączenie bezprzewodowe i Bluetooth włącza się tu dwoma osobnymi przyciskami ulokowanymi na dwóch różnych muszlach. I chociaż oba skutecznie budzą słuchawki, wyraźnie brakuje mi możliwości odpalenia obu kanałów jednym, sprawnym ruchem. Systemowe komunikaty głosowe i dźwięki potwierdzenia są za to wyraźnie za głośne w stosunku do reszty audio, a jedynym sposobem ich przyciszenia jest obniżenie ogólnego wzmocnienia (gain), co niestety odbija się na maksymalnej głośności zestawu. Obie te rzeczy wyglądają na takie, które da się łatwo poprawić prostą aktualizacją firmware, więc po cichu liczę, że producent wkrótce to zrobi.

Zbliżenie z drugiej strony na SteelSeries Arctis Nova Pro Omni

Druga grupa mniejszych uwag dotyczy trybu przewodowego i stacji. Po wpięciu do słuchawek kabla mini jack pracują one całkowicie pasywnie, więc automatycznie tracicie i redukcję szumów, i wsparcie korektora. Przy sprzęcie z tak rozbudowanym przetwarzaniem cyfrowym jest to nieco rozczarowujące. Mam też cichą obawę o sam jasny ekran OLED w stacji. Wyświetla on stale te same, statyczne elementy interfejsu w identycznych miejscach, a u mnie stoi włączony praktycznie non stop, więc wypalenie pikseli po kilku latach ciągłej pracy wydaje się bardzo realnym scenariuszem. Na koniec sprawa z gatunku drobniejszych, ale przy tej cenie na pewno zauważalna: obudowa w całości z tworzywa jest co prawda solidna i lekka, ale trzymając ją w dłoniach, nie daje jednoznacznego wrażenia produktu z półki premium.

Podsumowanie

SteelSeries Arctis Nova Pro Omni to konkretny sprzęt dla bardzo konkretnego odbiorcy i nie ma co udawać, że sprawdzi się u każdego. Jeśli macie w domu jedną konsolę i gracie na niej rekreacyjnie wieczorami, połowa potężnych możliwości tego zestawu przeleci Wam obok nosa, a tysiąc siedemset złotych z pewnością da się wydać w życiu znacznie rozsądniej. Jeśli jednak Wasze granie naturalnie rozkłada się na komputer, dużą konsolę, handheld i smartfon, a długie rozmowy z ekipą regularnie lądują u Was na innym urządzeniu niż sama gra, to jest to dokładnie ten sprzęt, który raz na zawsze sprząta na biurku taki bałagan. GameHub szybko przestaje być tylko zabawnym gadżetem i staje się centrum dowodzenia, a system dwóch baterii definitywnie i bezpowrotnie kończy irytujący temat ładowania.

Artur ze słuchawkami SteelSeries Arctis Nova Pro Omni na głowie

Do tego dochodzi świetna, szeroka scena w sieciowych strzelankach, naprawdę skuteczna redukcja szumów, dobry mikrofon, który nie przestraszy innych, i wysoki komfort pozwalający siedzieć w tym bez zmęczenia przez kilka bitych godzin. Minusy są jak najbardziej realne, ale żaden z nich na dłuższą metę nie jest zabójczy: domyślne strojenie wymaga korekty góry, biała wersja będzie dopominała się częstszego przecierania, komunikaty głosowe potrafią krzyczeć do ucha, a analogowy tryb przewodowy jest mocno okrojony. Wracając jednak do pytania ze wstępu – nawet u mnie, gdzie dźwięk od dawna był już poukładany „po swojemu”, dedykowana stacja okazała się rozwiązaniem wygodniejszym od tego, co miałem wcześniej. A jako jedna, uniwersalna para słuchawek do grania, rozmów i słuchania muzyki… po prostu się sprawdza.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie sprzętu do recenzji dziękujemy firmie SteelSeries.
Udostępnienie produktu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.

Kup SteelSeries Arctis Nova Pro Omni

Reklama produktu w Ceneo.pl

Banner reklamowy X-KOM


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Artur Janczak
Naczelny. Na co dzień pilnuję, żeby nasz serwis trzymał fason, a w międzyczasie sam siadam do klawiatury. Tworzę newsy, recenzuję gry oraz sprzęt gamingowy i przelewam własne przemyślenia do felietonów. Gry wideo to dla mnie temat rzeka – niezależnie od tego, czy sprawdzam tryby wydajności w nowościach, czy wracam do starszych tytułów.
Scroll to top