Klawiatura z ekranem dotykowym wbudowanym w obudowę brzmi jak pomysł, który albo zrewolucjonizuje czyjeś biurko, albo wyląduje w szufladzie po tygodniu. Kiedy trafił do mnie Turtle Beach Command Series KB7, byłem zaciekawiony, ale sceptyczny. Po latach z klawiaturami mechanicznymi trudno mi było uwierzyć, że 4,3-calowy panel obok strzałek to coś więcej niż zwykły gadżet. Dziś, po dłuższym obcowaniu z tym sprzętem, moje zdanie jest już nieco inne. Bo KB7 potrafi zachwycić i sfrustrować w tym samym momencie.
Pierwsze wrażenia i zawartość pudełka
Pudełko robi wrażenie premium, ale prawdziwa niespodzianka czeka w środku. Oprócz samej klawiatury producent dołączył podpórkę pod nadgarstki, odpinany przewód USB-C do USB-C o długości 1,8 metra wraz z przejściówką na dwa porty USB-A, instrukcję szybkiego startu, a także keycap puller oraz zestaw teksturowanych nakładek na klawisze WASD. To miły akcent, bo dodatkowe, chropowate nakładki poprawiają chwyt w grach i można je założyć na dowolny klawisz.
Już przy pierwszym kontakcie widać, że Command Series KB7 celuje w wyższą półkę, na co zresztą wskazuje sama cena. Aluminiowa górna płyta, niski profil i stonowana, grafitowa kolorystyka sprawiają, że sprzęt wygląda dojrzale, a nie krzykliwie. To klawiatura dla gracza, która nie wrzeszczy o tym z drugiego końca pokoju.
Specyfikacja
| Dane techniczne | |
|---|---|
| Producent | Turtle Beach |
| Format | TKL (bez bloku numerycznego) |
| Przełączniki | Titan Low-Profile Hall Effect (magnetyczne) |
| Punkt aktywacji | Regulowany, 0,1 – 3,2 mm |
| Żywotność przełączników | 100 mln kliknięć |
| Keycapy | Double-shot PBT |
| Ekran | 4,3″ kolorowy, dotykowy (Command Display) |
| Podświetlenie | RGB per-key |
| Częstotliwość próbkowania | 8000 Hz |
| Opóźnienie | 0,125 ms |
| Rollover | Full Key, Anti-Ghosting |
| Procesory | ARM Cortex M3 + ARM Cortex M4 (32-bit) |
| Pamięć wbudowana | 32 MB (5 profili) |
| Regulacja wysokości | Tak, podwójny kickstand |
| Łączność | Przewodowa: USB-C lub 2x USB-A |
| Przewód | 1,8 m, odpinany USB-C + przejściówka na 2x USB-A |
| Oprogramowanie | Swarm II |
| Kompatybilność | Windows 10/11 |
| Waga | 858 g / 1120 g (z podpórką) |
| Wymiary | 399 x 256 x 31 mm (z podpórką) |
| Kolor | Czarny / Biały |
Wykonanie i design
Górną płytę wykonano z aluminium, spód pozostaje plastikowy, a całość mierzy zaledwie 31 mm w najwyższym punkcie, co plasuje ją w gronie klawiatur niskoprofilowych. Waży 858 gramów bez podpórki, więc jak na sprzęt tej klasy jest raczej lekka. Osoby przyzwyczajone do ważących ponad dwa kilogramy customów mogą poczuć się nieco rozczarowane, ale w codziennym użytkowaniu ta, nazwijmy to, „lekkość” wcale nie przeszkadza. Dwustopniowe nóżki pozwalają unieść tylną krawędź do dwóch różnych kątów, co ułatwia znalezienie wygodnej pozycji.
Ciekawostką jest dołączona podpórka pod nadgarstki. Wykonano ją z półprzezroczystego, miękkiego silikonu ze żłobieniami, które rozpraszają światło diod z klawiatury. Sama w sobie nie jest specjalnie miękka, a przy niskim profilu sprzętu nie zawsze będzie niezbędna, ale efekt wizualny robi robotę. Podpórka nie ma własnego zasilania, jedynie przejmuje blask z obudowy, przez co potrafi zamienić biurko w jeden z ładniejszych pokazów świetlnych, jakie widziałem.
Command Touch Display
Sercem, a właściwie wizytówką KB7, jest 4,3-calowy, kolorowy ekran dotykowy umieszczony w miejscu, gdzie zwykle znajduje się blok nawigacyjny. Domyślnie wyświetla on siatkę przycisków zastępujących właśnie ten blok, a po zainstalowaniu oprogramowania rozbudujecie go do pełnej matrycy skrótów. Można przewijać strony gestem, przełączać profile, monitorować obciążenie CPU, GPU i RAM, sterować multimediami czy uruchamiać aplikacje. Do tego dochodzą integracje z narzędziami dla twórców, jak OBS, Discord czy Streamlabs. Przyznam, że początkowo traktowałem ekran jak zabawkę, ale z czasem naprawdę zaczyna wchodzić w krew.
Najbardziej doceniłem drobiazgi. Przypisanie skrótu do konkretnego folderu albo strony internetowej pod jeden dotyk okazało się zaskakująco praktyczne, zwłaszcza przy tworzeniu materiałów. Trzeba jednak trzymać się realiów: to wciąż dotykowy panel, a nie fizyczny przycisk, więc w gorączce sieciowej strzelanki nie ma co na nim polegać. Do zarządzania makrami, streamem czy pulpitem sprawdza się bardzo dobrze, do rozgrywki na wysokim poziomie zdecydowanie mniej. Warto też pamiętać, że pełnia jego możliwości otwiera się dopiero razem z Swarm II, a to prowadzi nas do najsłabszego ogniwa całego zestawu.
Przełączniki, pisanie i granie
Pod klawiszami pracują autorskie przełączniki Titan Low-Profile Hall Effect, czyli magnetyczne konstrukcje liniowe z regulowanym punktem aktywacji w zakresie od 0,1 do 3,2 mm i deklarowaną żywotnością na poziomie 100 milionów kliknięć. Obsługują cały wachlarz nowoczesnych funkcji dla graczy: Rapid Trigger, tryb multi-input oraz ReacTap (odpowiednik SOCD). Największą zaletą technologii Halla jest tutaj swoboda regulacji czułości, którą można ustawić globalnie albo osobno dla każdego klawisza. Ustawcie aktywację przy 0,1 mm, a klawisze będą reagować na najlżejsze muśnięcie, choć wtedy łatwiej o przypadkowe wciśnięcia.
Samo pisanie wymaga chwili adaptacji. Połączenie liniowych, niskoprofilowych przełączników magnetycznych z płaskimi keycapami PBT daje wrażenie lżejsze i bardziej gładkie, niż to, do którego przyzwyczajona jest większość użytkowników klasycznych mechaników. Po godzinie, może dwóch, ręce się przestawiają i okazuje się, że to całkiem przyjemne, a płaskie klawisze ułatwiają szybkie przemieszczanie palców po planszy. Akustycznie jest solidnie, choć bez rewelacji. W grach 8000 Hz próbkowania i opóźnienie 0,125 ms robią swoje, ale sam sprzęt jest tak szybki, jak pozwala mu na to oprogramowanie, o czym za moment.
Oprogramowanie Swarm II
Cała personalizacja przechodzi przez aplikację Swarm II. To tutaj przemapujecie klawisze, nagracie makra, dostroicie Rapid Trigger i punkt aktywacji, ustawicie podświetlenie oraz skonfigurujecie ekran. Możliwości jest sporo, a ustawienia sensorów magnetycznych należą do najbardziej rozbudowanych na rynku. Pod względem samego zakresu funkcji trudno tu narzekać, bo dostajecie kontrolę nad praktycznie każdym aspektem klawiatury i towarzyszącego jej wyświetlacza.
Problem w tym, że Swarm II potrafi solidnie dać w kość. To najczęściej powtarzający się zarzut we wszystkich sprawdzanych przeze mnie źródłach: aplikacja lubi się restartować, gubić zapisane układy przycisków i wymuszać kolejne aktualizacje firmware, które nierzadko trzeba ponawiać. Zdarzają się też zawieszenia i pojedyncze błędy wprowadzania. Kiedy wszystko działa, ekran i konfiguracja spisują się znakomicie. Kłopot w tym, że na to „kiedy działa” trzeba czasem poczekać, a od dopracowania tego oprogramowania zależy, czy KB7 pokaże swój prawdziwy potencjał.
Modularność i pasek akcji
KB7 to nie tylko klawiatura, ale centrum całego ekosystemu Command Series. Po obu bokach obudowy umieszczono szyny, do których podłączycie modularny keypad KP7 z dodatkowymi klawiszami i programowalnym pokrętłem. Wystarczy wsunąć moduł na prowadnice, by z formatu TKL zrobić pełnowymiarowe stanowisko z ekranem pośrodku. Szyny są dostępne z obu stron, więc leworęczni użytkownicy bloku numerycznego również nie zostali pominięci. Po dołożeniu KP7 całość zaczyna przypominać raczej pulpit sterowniczy niż zwykłą klawiaturę, co powinno ucieszyć zwłaszcza streamerów i twórców.
Nad rzędem funkcyjnym producent umieścił pasek akcji z klikanym pokrętłem głośności, dwoma przyciskami multimedialnymi oraz czterema trójkątnymi, mapowalnymi klawiszami. Domyślnie odpowiadają one za tryb gry, przełączanie profili, wyciszenie mikrofonu i podświetlenie, ale wszystko można przypisać po swojemu. Pokrętło z metalowym, żłobionym wykończeniem wypada solidnie, natomiast pozostałe przyciski dają nieco plastikowy, tani efekt. Na plus liczy się przestrzeń wokół nich, dzięki której trafienie w odpowiedni klawisz nie stanowi problemu.
Podsumowanie
Turtle Beach Command Series KB7 to sprzęt o ogromnym potencjale i jednym wyraźnym haczyku. Świetne wykonanie, szybkie i konfigurowalne przełączniki magnetyczne, efektowny ekran dotykowy oraz naprawdę sensowna modularność sprawiają, że pod względem samego hardware’u trudno się do niej przyczepić. Ekran, który początkowo wydaje się zbędny, po kilku dniach potrafi wejść w nawyk, a możliwość rozbudowy o KP7 zamienia klawiaturę w prawdziwe centrum dowodzenia. W Polsce znajdziecie ją w cenie około 1099 zł. Nie jest to mała kwota, ale za sprzęt pełen bajerów niestety trzeba trochę zapłacić.
Jest jednak to jedno „ale”: Swarm II. Dopóki oprogramowanie nie zacznie działać stabilnie, część możliwości KB7 pozostaje jedynie obietnicą. Twórcy sprzętu odrobili lekcję na piątkę, teraz piłka leży po stronie Turtle Beach i kolejnych aktualizacji. Jeśli szukacie klawiatury magnetycznej z dotykowym ekranem i akceptujecie, że początki bywają wyboiste, KB7 potrafi dać sporo frajdy. Jeśli natomiast cenicie sobie sprzęt, który działa bezbłędnie od pierwszej minuty, warto poczekać, aż producent dopracuje software.
Udostępnienie urządzenia w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.






