Po niedawnym zamknięciu BioWare coraz więcej weteranów dzieli się kulisami z ostatnich lat działalności studia. Tym razem głos zabrał Mark Darrah, wieloletni szef serii Dragon Age, który odszedł z firmy w 2021 roku, a przy Dragon Age: The Veilguard pracował już wyłącznie jako zewnętrzny konsultant. W świeżym wywiadzie udzielonym serwisowi Eldorado.gg szczerze przyznał, że spora część jego merytorycznych rad była przez zespół po prostu ignorowana.
Rady, których nikt nie chciał słuchać
Darrah dołączył do projektu na ostatniej prostej, wspierając go w niepełnym wymiarze (około 20 godzin w tygodniu). Jak wspomina, ówczesne kierownictwo trzymało go na wyraźny dystans, przez co jego faktyczny wpływ na ostateczny kształt gry pozostawał mocno ograniczony. Najlepiej oddaje to wyjątkowo obrazowe porównanie:
Przywykłem do tego, że siedzę za kierownicą, a teraz leżę związany w bagażniku i przez karoserię krzyczę, którędy jechać. Tak to właśnie wyglądało.
Co gorsza, bywały momenty, w których jego trafne pomysły były całkowicie ignorowane – do czasu, aż dokładnie tego samego rozwiązania nie zaproponowała inna ekipa testująca grę. Wtedy nagle decydenci otwierali uszy. Były deweloper nie ukrywa, że było to dla niego „naprawdę frustrujące doświadczenie”. Zauważa też błędy w zarządzaniu samą produkcją. Jego zdaniem zespół, zamiast porządnie rozwiązywać u podstaw rdzenne problemy techniczne, wolał naklejać na nie powierzchowne plastry. Panowało przekonanie, że na głębokie poprawki zwyczajnie nie ma już czasu, choć w ostatecznym rozrachunku ten czas by się faktycznie znalazł.
Ślady po live service i miecz Damoklesa
Producent przypomina również, że Veilguard przez długi czas projektowana była jako typowa gra-usługa (live service). To właśnie z tamtego okresu ma pochodzić tak silne nastawienie na akcję i specyficzna, korytarzowa struktura misji. Jak tłumaczy Darrah, w grze-usłudze opartej na trybie współpracy gracze muszą mieć stały dostęp do tej samej puli towarzyszy, by w ogóle móc sensownie bawić się razem. Cierpkie słowa padają też pod adresem Electronic Arts. Nie wynika to jednak ze świadomej złośliwości wydawcy, a raczej z braku zrozumienia materiału źródłowego. Darrah uważa, że w korporacji zarabiającej głównie na sportowych hitach wiele osób po prostu nie potrafiło pojąć fenomenu Dragon Age’a, traktując markę z góry jako coś dziwnego i „nerdowskiego”.
O losie zamkniętego studia wypowiada się za to bez cienia złudzeń. Z jego perspektywy nad głowami ekipy BioWare już od czasów potknięcia z Mass Effect: Andromeda cały czas wisiał niewidzialny „miecz Damoklesa”. Warto tu przypomnieć, że według rzetelnego raportu agencji Bloomberg o likwidacji studia przesądziły ostatecznie plany na Star Wars Battlefront III, a pożegnalna Veilguard sprzedała się o połowę gorzej, niż zakładał to wydawca w swoich tabelach. Jeśli jesteście ciekawi, jak my oceniliśmy ten tytuł, zapraszamy do naszych recenzji w wersji na PC oraz Xbox Series X.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.

