Turtle Beach Pacific Skyline – recenzja. Pad, który wygląda jak pocztówka z GTA 6

Pudełko kontrolera Turtle Beach Pacific Skyline
Artur Janczak
Artur Janczak

Pady kupuje się rozumem, a wybiera oczami i nie ma co udawać, że jest inaczej. Producenci wiedzą o tym od dawna, dlatego co chwilę dostajemy kolejne edycje kolorystyczne z naklejonym logo jakiejś gry. Turtle Beach poszło o krok dalej i zrobiło kontroler, który wygląda jak pocztówka z wakacji, a po włączeniu zapala się na froncie panoramą miasta. Pacific Skyline nie ma w nazwie żadnej licencji, nie ma też żadnej umowy z Rockstarem, ale wystarczy spojrzeć na palmy, różowo pomarańczowe niebo i wieżowce nad plażą, żeby wiedzieć, na jaką premierę ten sprzęt czeka. Spędziłem z nim kilka tygodni i sprawdziłem, czy pod tą warstwą pastelu siedzi cokolwiek konkretnego.

Zawartość pudełka i pierwsze wrażenia

Pudełko jest zwyczajne, a zawartość skromna, bo poza samym padem znajdziecie w środku tylko nadajnik USB oraz kabel do ładowania. Ten ostatni zasługuje jednak na dobre słowo, bo mierzy około trzech metrów, co w praktyce oznacza, że możecie grać przewodowo z kanapy oddalonej od konsoli i nie kombinować z przedłużaczami. Zabrakło natomiast czegokolwiek, co pozwoliłoby dopasować pada pod siebie, więc żadnych zamiennych nakładek na drążki ani dodatkowych paneli.

Zawartość zestawu: kontroler, kabel i odbiornik

Pierwsze wrażenie po wyjęciu kontrolera z kartonu jest jednak takie, że reszta zestawu przestaje mieć znaczenie. Front z ilustracją wygląda znacznie lepiej niż na zdjęciach producenta, kolory są nasycone bez wpadania w krzykliwość, a różowe nakładki drążków i błękitne przyciski akcji świetnie się z tym zgrywają. Jedyne, co zgrzyta, to nadajnik i kabel w standardowej czerni, bo skoro producent poszedł na całość z pastelem, mogłoby to być spójne do końca. Drobiazg, ale przy sprzęcie sprzedawanym głównie wyglądem takie rzeczy rzucają się w oczy.

Specyfikacja

Dane techniczne
Producent Turtle Beach
Platformy Xbox Series X|S, Xbox One, PC (Windows 10/11), Android
Łączność 2,4 GHz (nadajnik USB), Bluetooth, przewodowo USB-C
Drążki TMR, odporne na drift
Wibracje Dwa silniki
Dodatkowe przyciski 2 mapowalne na spodzie, przycisk wyciszenia mikrofonu
Podświetlenie RGB, sześć stref, konfiguracja z poziomu pada
Audio Jack 3,5 mm, sterowanie głośnością i miksem czatu
Bateria Wbudowana, około 20 godzin, ładowanie USB-C
Oprogramowanie Swarm II (mobilne), Control Hub
Waga 200 g
Wymiary 158 x 104 x 60 mm
W zestawie Nadajnik USB, kabel USB-C o długości około 3 m
Cena 89,99 euro, sprzedaż przez stronę producenta

Panorama San Diego i podświetlenie

Ilustracja na froncie przedstawia panoramę San Diego, czyli miasta, w którym siedzibę ma Turtle Beach, choć podejrzewam, że większość kupujących odczyta ją zupełnie inaczej. Palmy, plaża, wieżowce i zachód słońca w różach i błękitach układają się w obrazek tak bliski materiałom promocyjnym GTA 6, że skojarzenie nasuwa się samo. Producent tłumaczy inspirację pastelową serią kontrolerów sprzed kilku lat i pewnie jest w tym trochę prawdy, ale trudno uwierzyć, że termin premiery tego pada wybrano przypadkowo. Cokolwiek za tym stoi, efekt jest naprawdę udany, a ilustracja ma tyle szczegółów, że można się w nią wpatrywać, i jednocześnie nie rozprasza podczas grania.

NIby detal, zwykłe podświetlenie, ale taka panorama robi wrażenie.

Prawdziwa sztuczka odsłania się dopiero po włączeniu, bo w tle budzi się ukryta panorama miasta podświetlona diodami. Do dyspozycji jest sześć stref, kilka gotowych animacji oraz tryb jednolitego koloru, który dobieracie sami. Najważniejsze jest jednak to, że całość ustawia się bezpośrednio z pada, bez sięgania po telefon czy aplikację na komputerze. Gdyby wymagało to każdorazowego odpalania softu, pewnie po tygodniu przestałbym z tego korzystać, a tak podświetlenie zostało u mnie włączone na stałe. Jest przy tym na tyle subtelne, że nie rozświetla pokoju i nie odciąga wzroku od ekranu.

Ergonomia i materiały

Bryła jest bardzo bliska padowi od Xboxa, z asymetrycznymi drążkami i tym samym rozkładem przycisków, ale różnice wychodzą w dłoni. Kontroler waży dwieście gramów, czyli około siedemdziesięciu mniej niż kontroler pierwszej strony z bateriami, a rączki są odrobinę pełniejsze i mocniej wchodzą w dłoń. Dla mnie to zmiana na plus, bo przy dłuższych sesjach ręce męczą się wolniej, a w połączeniu z wyoblonymi krawędziami całość leży wygodniej niż pierwowzór. Osoby przyzwyczajone do solidnego ciężaru odbiorą to jednak inaczej i mogą mieć wrażenie obcowania z czymś tańszym.

Kontroler Turtle Beach Pacific Skyline

Bo faktycznie, materiały są tu największym kompromisem. Plecki są całkowicie gładkie, bez teksturowanych gripów, które w kontrolerach Microsoftu trzymają dłonie na miejscu. Nigdy nie zdarzyło mi się, żeby pad wyślizgnął się z rąk, ale przy spoconych dłoniach po godzinie w sieciowej strzelance różnicę czuć wyraźnie. Plastik jest przyzwoity i nic tu nie trzeszczy przy ściskaniu, natomiast wrażenie premium, jakie daje oryginał, pozostaje po stronie oryginału.

Drążki TMR, spusty i krzyżak

Pod drążkami pracują czujniki TMR, czyli rozwiązanie z tej samej rodziny co popularne ostatnio konstrukcje hallotronowe, tyle że pobierające mniej prądu i pozwalające na precyzyjniejsze odczyty przy mniejszym module. W praktyce najważniejsze jest to, że nie ma tu potencjometrów, które po roku czy dwóch zaczynają odjeżdżać własnym torem. Sam ruch jest gładki i równy na całym zakresie, a nakładki mają wyprofilowane wgłębienie z żebrowaniem, w którym kciuk siedzi pewniej niż na płaskich powierzchniach padów pierwszej strony.

Górna część Turtle Beach Pacific Skyline

Przyciski akcji i spusty nie odbiegają od tego, co znacie z Xboxa, może poza nieco gładszym wykończeniem i płytszym, bardziej miękkim kliknięciem. Gorzej wypada krzyżak, który jest wyraźnie bardziej gumowy i pozbawiony tego wyraźnego skoku, jaki daje wersja oryginalna. W strzelankach i grach akcji nie ma to najmniejszego znaczenia, natomiast fani bijatyk czy platformówek retro poczują różnicę od pierwszych minut i raczej nie będzie to różnica na korzyść.

Tylne przyciski i sterowanie dźwiękiem

Na spodzie znalazły się dwa mapowalne przyciski i to jeden z tych dodatków, po których trudno wrócić do zwykłego pada. Przypisanie granatu albo przeładowania pod środkowy palec sprawia, że kciuk nie musi opuszczać prawego drążka w momencie, w którym celowanie jest najważniejsze. Do samego układu można się przyzwyczaić po kilku wieczorach, a potem odruch zostaje na dobre. Nie są to duże łopatki znane z kontrolerów turniejowych, tylko niewielkie przyciski, więc przypadkowe wciśnięcia zdarzają się rzadko.

Tył Turtle Beach Pacific Skyline wraz z dodatkowymi przyciskami.

Drugi praktyczny dodatek chowa się pod przyciskiem wyciszenia mikrofonu, który równocześnie otwiera dostęp do funkcji audio. Przytrzymujecie go i krzyżakiem regulujecie głośność w słuchawkach podpiętych do gniazda 3,5 mm oraz proporcje między dźwiękiem gry a czatem. Na krzyżaku wygrawerowano dyskretne oznaczenia, więc po dwóch dniach robi się to bez patrzenia. Brzmi błaho do momentu, w którym pierwszy raz podkręcicie głośność bez wychodzenia z gry do systemowego menu.

Łączność i bateria

Podstawowym trybem pracy jest połączenie bezprzewodowe przez dołączony nadajnik USB, który wpinacie w konsolę albo w komputer. Parowanie sprowadza się do wetknięcia go w port, bo pad łapie sygnał praktycznie od razu i nie wymaga żadnej konfiguracji. Ten sam nadajnik działa pod Windowsem, więc przełożenie go między konsolą a pecetem to kwestia sekundy. Do tego dochodzi Bluetooth z myślą o urządzeniach z Androidem oraz tryb przewodowy przez USB-C, gdyby zabrakło prądu w najmniej odpowiednim momencie.

Prawy profil kontrolera od Turtle Beach

Bateria jest wbudowana i wystarcza na mniej więcej dwadzieścia godzin grania, co pokrywa się z deklaracjami producenta i mniej więcej odpowiada temu, co daje kontroler Microsoftu na paluszkach. Różnica polega na tym, że tutaj nie kupujecie baterii ani nie szukacie ładowarki, bo wystarczy podpiąć kabel na noc. Przy moim rozkładzie grania oznaczało to ładowanie raz na półtora tygodnia. Warto tylko pamiętać, że akumulatora nie wymienicie, więc za kilka lat jego kondycja będzie tym elementem, który zadecyduje o żywotności całego sprzętu.

Oprogramowanie

Konfigurację obsługują dwie aplikacje, mobilna Swarm II oraz Control Hub na komputer, i obie oferują właściwie to samo. Ustawicie w nich siłę wibracji, przypiszecie funkcje do tylnych przycisków i pobawicie się martwymi strefami drążków, i na tym lista możliwości się kończy. Jak na sprzęt tej klasy to wystarcza, choć konkurencja w podobnej cenie potrafi zaoferować znacznie więcej, na czele z regulacją krzywych czułości czy zapisywaniem wielu profili.

Najważniejsze jest jednak to, że aplikacja nie jest tu do niczego potrzebna. Podświetlenie, wyciszenie mikrofonu, głośność i miks czatu obsłużycie z samego pada, a mapowanie tylnych przycisków to jednorazowa czynność, po której o softcie można zapomnieć. Po doświadczeniach z Swarm II przy innych sprzętach tej marki uznaję to za zaletę, a nie brak.

Podsumowanie

Turtle Beach Pacific Skyline to kontroler, który sprzedaje się wyglądem i wcale tego nie ukrywa, ale pod pastelową obudową siedzi solidny sprzęt. Drążki TMR zdejmują z głowy temat driftu, dwa tylne przyciski realnie zmieniają wygodę grania w strzelankach, sterowanie dźwiękiem z poziomu krzyżaka okazuje się przydatniejsze, niż brzmi w specyfikacji, a dwadzieścia godzin na ładowaniu spokojnie wystarcza. Podświetlana panorama miasta jest oczywiście czystym gadżetem, tyle że gadżetem zrobionym z głową, bo konfiguruje się go bez telefonu i nie oślepia po ciemku.

Minusy też są konkretne. Materiały nie dorównują kontrolerowi pierwszej strony, gładkie plecki bez teksturowanych gripów potrafią przeszkadzać, krzyżak wypada przeciętnie, a oprogramowanie robi absolutne minimum. Do tego dochodzi cena 89,99 euro oraz sprzedaż wyłącznie przez stronę producenta, co w Polsce oznacza dodatkowe kombinowanie z dostawą. Jeśli szukacie pada z maksimum funkcji za te pieniądze, znajdziecie ciekawsze propozycje. Jeśli natomiast spojrzeliście na zdjęcia Pacific Skyline i już wiecie, że chcecie z nim usiąść do GTA 6, to reszta i tak jest tylko formalnością, a formalności ten pad załatwia bez wpadek.


Za dostarczenie kontrolera do recenzji dziękujemy firmie Turtle Beach.
Udostępnienie sprzętu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.


Podoba Wam się nasza praca? Wesprzyjcie kawą ☕


Artur Janczak
Naczelny. Na co dzień pilnuję, żeby nasz serwis trzymał fason, a w międzyczasie sam siadam do klawiatury. Tworzę newsy, recenzuję gry oraz sprzęt gamingowy i przelewam własne przemyślenia do felietonów. Gry wideo to dla mnie temat rzeka – niezależnie od tego, czy sprawdzam tryby wydajności w nowościach, czy wracam do starszych tytułów.
Scroll to top